ANYWHERE          TV

O obrotach ciał niebieskich

dereiszki-1

To jest opowieść o medytacji. O równowadze osiągniętej poprzez ciągły ruch. O spokoju w oku cyklonu. To historia o miłości. Nie mamy jej na stałe. Nic nie mamy na stałe. Dzisiaj jesteśmy inni niż byliśmy wczoraj, a wieczorem będziemy w innym miejscu niż rano. Jesteśmy w ciągłej podróży. Rumi napisał w jednym z wierszy, że „ludzie drogi, którym tajemnica jest już znana, ukryci są przed wzrokiem ciasnogłowych.” Kim był Rumi? Dlaczego sądzę, że kobiety nadają tej podróży szczególnego znaczenia? I wreszcie: jak to jest z tą równowagą płci? Zapraszam w podróż do miasta dwóch kontynentów, rozdzielonego cieśniną Bosfor, która łączy Morze Czarne z Morzem Marmara i codziennie udowadnia, że metaforyczna płynność naszych myśli jest mądrością wynoszącą nas na wyższe poziomy świadomości. Zapraszam na spotkanie z mistycznymi zakonnikami XXI wieku. Zapraszam do wyjątkowego tańca kobiet ustanawiających równowagę we wszechświecie. 

 

Zmysł wzroku zareagował pierwszy. Wiosenne popołudnie w dzielnicy Galata. Nastoletnia ja, świeżo po przeprowadzce do miasta kontrastów, stolicy pięciu cesarstw. Przeżywałam nie tylko burzę hormonów, ale i tornado życiowych zmian. Po raz pierwszy wybrałam się na dwugodzinną ceremonię Sema w istambulskim muzeum Galata Mevlevi. Nie zrozumiałam wiele. Ale widok mężczyzn ubranych w białe szaty, wirujących w transie dookoła własnej osi przy dźwiękach muzyki wykonywanej na tradycyjnych instrumentach, w tym flecie Ney, będącym odniesieniem do zawodzącej tęsknoty człowieka za początkiem istnienia, zasiał we mnie ziarno nieznanego mi wcześniej rodzaju refleksji. Oglądałam i odpoczywałam. Patrzyłam i chłonęłam powtarzalną choreografię stóp, które stając dokładnie co do milimetra tam, gdzie powinny, wprowadzały całe ciało w medytacyjną pulsację. Nie spodziewałam się, że to doświadczenie zostanie w mojej podświadomości już na zawsze, ewoluując razem ze mną.

Dotyk nie mógł pozostać obojętny. Wraz z powrotem do Warszawy zajęłam swoje miejsce w szeregu tych już na zawsze rozdartych pomiędzy krainami geograficznymi. Tych, którzy pozostają w symbolicznym rozkroku pomiędzy tęsknotą, przywiązaniem, nowymi doświadczeniami i umysłem, który otworzył się w nowym wymiarze wielokulturowej świadomości. Wirujący derwisz został tatuażem na mojej prawej łopatce. Świadectwo tymczasowości i stałości w nieprzerwanym ruchu wdarło się pod moją skórę przy pomocy igły i tuszu. Podpis na papeterii ciała, które prowadzi korespondencję z wszechświatem codzienności.

Sema to rytualny taniec medytacyjny praktykowany przez suficki Zakon Wirujących Derwiszy. Zakon założony przez XIII wiecznego perskiego poetę Dżalaleddina Rumiego, który pozostawił współczesnym twórcom literackim jeden z najistotniejszych w historii poezji testamentów poświęconych miłości. Miłości do Boga opowiedzianej z troskliwością i tolerancją. Mowa tu o Masnavi, czyli dwudziestu pięciu tysiącach wersów na temat miłosnej podróży w poszukiwaniu Boga, który otacza nas w każdym atomie składającym się na nasz świat. Boga, który przybiera różne formy i zaprasza do siebie każdego mówiąc: „Przyjdź. Przyjdź ponownie. Kimkolwiek jesteś, przyjdź! Poganinie, wielbicielu ognia, bałwochwalcze, przyjdź! Przyjdź, jeśli nawet ze sto razy złamałeś swoją pokutę! Naszą jest brama nadziei. Takim, jakim jesteś, przyjdź!”. Według Rumiego to miłość przyczyniła się do stworzenia wszechświata i jej siła kieruje każdym aspektem jego istnienia. To Rumi pierwszy zawirował, a w ślad za nim do dzisiaj idą wyznawcy tego mistycznego odłamu islamu. Wysoka, wełniana czapka na głowie derwisza to symbol kamienia nagrobnego, który ma za zadanie przygnieść ego, czarna peleryna, którą zrzucają w momencie wejścia w trans to symboliczne odrzucenie tego co doczesne. Pozostając w białej, rozkloszowanej szacie derwisz staje się boskim przekaźnikiem. Skrzyżowane na piersiach ręce rozplatają się, wirując dookoła własnej osi. Prawa dłoń wzniesiona w górę odbiera boskie błogosławieństwo, by następnie lewą dłonią zwróconą w dół przekazać je wszystkiemu co ziemskie.

W latach dwudziestych minionego wieku Mustafa Kemal Atatürk, ojciec tureckiej, świeckiej republiki wraz z oddzieleniem kraju od religii oficjalnie zakazał praktyk zakonom derwiszy. W latach pięćdziesiątych zezwolono ponownie na praktykowanie Semy, ale jedynie jako formy kultywacji dziedzictwa kulturowego, a nie jako praktyki religijnej. Do dzisiaj na całym świecie derwisze i ich uczniowie okrążają przestrzeń dookoła własnej osi imitując ruch planet wokół słońca, czy to podczas przedstawień w turystycznych kurortach, hotelach all inclusive, czy też podczas bardziej kameralnych spotkań w centrach kultury zrzeszających ludzi świadomych swojej duchowości poszukujących uspokajającego, w dobie dzisiejszych konfliktów na tle kulturowo-religijnym, porozumienia ze Stwórcą.

Zmysł słuchu prowadził mnie dalej i tak zaangażowana w pracę przy stołecznym cyklicznym festiwalu muzyki świata poznałam Al-Kindi Ensemble. Kolektyw muzyczny z Syrii pod kierownictwem Juliena Bernarda Weissa. Nieszczęśliwie festiwal zbiegł się w czasie z wybuchem wojny w Syrii w 2011 roku. Julien musiał ściągnąć awaryjnie skład muzyków ze Stambułu, któremu towarzyszyli tamtejsi wirujący derwisze. Sema w formie artystycznego performance-u zaprezentowana na scenie w samym sercu Warszawy obudziła we mnie dźwiękami fletu Ney tęsknotę za bosforską bryzą i miejscem gdzie dwa tysiące lat historii ludzkości przenika się z sobotnim targiem warzywnym, pokrzykującymi sprzedawcami – mistrzami sztuki handlu, technoparty, transwestytami kupującymi w niedzielę nad ranem świeże rogaliki z sezamem, rybakami wypływającymi na połów i turecką damą z wyższych sfer udającą się na rytualną wizytę w ulubionym salonie manicure.

Wróciłam. Prowadzona ciekawością i rozważaniem nad harmonią wszechświata tak celebrowaną przez sufich dotarłam do jedynej tureckiej grupy innowatorów i innowatorek, gdzie w Semie uczestniczą wspólnie kobiety i mężczyźni. Jako pierwsi wprowadzając zmiany w ponad siedmiuset letniej tradycji nadają naukom Rumiego nowego wymiaru. Współcześni Miłośnicy Mevlany nie są oficjalnie uznawani przez główną radę sufich w Konyi, mieście najdłużej związanym z życiem i twórczością Rumiego uznawanym dzisiaj za światową stolicę sufich. Jednak ich duchowy lider sędziwego juz wieku, Hasan Çıkar jest przekonany, że tylko podążając z duchem czasu i uwspółcześniając praktyki pod nową postacią przepełnioną zrozumieniem, odsuwając się od podziału na kobiety i mężczyzn będą mogli utrzymać tradycję i tchnąć w nią nowego ducha. Bo czy nie o to właśnie chodziło Rumiemu? By wypełnić się miłością do każdego aspektu wszechświata i niczego ani nikogo nie wyprowadzać na jego margines?

I tak właśnie oszołomiona spotkaniem, obserwowałam pracowniczki organizacji pozarządowych, fryzjerów, finansistki z lokalnych banków, studentów i studentki, i przedstawicieli innych grup społecznych i zawodowych. Nie zważając na drażniącą interpretację islamu, która często wyklucza kobiety z wielu sfer życia, uczestniczyli w cotygodniowej ceremonii muzyki i mistycznego tańca, wirując ramię w ramię i projektując obraz współczesnego społeczeństwa ponad podziałami. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że symboliczna rotacja dookoła własnej osi imitująca ruch planet, w kobiecym wydaniu staje się manifestem silniejszym niż jakiekolwiek podania historyczne, nauki religijne czy system wartości, do którego tak często odnoszą się autorytarni liderzy zatruci rządzą władzy, obawiający się jak ognia społeczeństwa, które jest wolne i nie da się zmanipulować w przewidywalny sposób. Zakręciło mi się w głowie nie tylko od zapachu wody różanej i kadzideł w sali centrum kulturalnego Silivrikapi. Smak osłodzonej, gorącej, czarnej tureckiej herbaty rozlewał się we mnie jak inspirujący ogień. Długie wieczorne rozmowy z Hasanem i wszystkimi członkami grupy, którzy bez skrępowania i napięcia opowiadali wytatuowanej, blond, czupurnej europejce o swojej historii, życiowych przełomach, wspólnocie, wartości tańca, sprawiły, że długo jeszcze nie mogłam zasnąć rozmyślając o naszej roli we wszechświecie. Hasan uświadomił mi, że moje odnalezienie ich grupy to nie przypadek. Sevtap, pracowniczka fundacji działającej na rzecz niewidomych, zapoznała mnie ze wszystkimi obecnymi i wprowadziła w pierwsze tajniki sztuki medytacji praktykowanej poprzez Semę. Nie widziałam ich już kilka lat, jednak wciąż czuję ich bliskość. Przestałam wierzyć w Boga w wydaniu kościoła katolickiego, ale uwierzyłam w miłość jako siłę niezrównaną, która popycha do wielkich i pięknych zmian.

Taka jeszcze ciekawostka: imitując ruch ciał niebieskich derwisze obracają się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Dzisiaj, kiedy przypomnę sobie piękne w każdym wymiarze kobiety derwiszki, idące wbrew przewidywaniom zegara to wiem, że ten ruch pod prąd jest w każdej z nas. A ruch wbrew powszechnym przewidywaniom to znak nadchodzących zmian.

Zmian na lepsze.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE