Run Katy, Run!

run-katy-2

Szary luźny dres i przyczepiona do bluzy etykietka z numerem 261. Do tego czarne adidasy, sportowe skarpety i opaska na włosy. Oto najlepsze w historii przebranie na Halloween. Strój nie tylko genialny w swojej prostocie (tak bardzo, że przebija nawet białą męską koszulę i czarne cygaretki, czyli stylizację na Umę Thurman z Pulp Fiction), ale przede wszystkim składający cichy hołd niezwykłej kobiecie. Zamiast przebierać się za dynię czy starą Nokię albo wciskać w piankowy kostium konia z kreskówki Netflixa, wystylizujcie się na Kathrine Switzer – matkę założycielkę sportowej demokracji. I przypomnijcie światu jej historię.

Jeśli jakaś liczba miałaby być symbolem walki o prawa kobiet, to 261. Z takim właśnie numerem startowym Kathrine Switzer jako pierwsza kobieta oficjalnie przebiegła w 1967 roku najstarszy na świecie Maraton Bostoński. „Jako pierwsza” nie dlatego, że długodystansowe biegi wcześniej kobiet nie interesowały, ale dlatego, że organizatorzy legendarnego ulicznego biegu uczestnictwa pań w swojej imprezie w ogóle nie przewidywali. O wykluczeniu ze sportowej rywalizacji połowy ludzkości zdecydowały rzekomo „fakty naukowe”; uważano, że kobiety nie mają fizjologicznych predyspozycji do pokonania ponad czterdziestodwukilometrowego dystansu. Nawet wtedy, gdy udało się to amerykańskiej biegaczce Bobbi Gibb (w maratonie wystartowała w 1966 roku, ale nieoficjalnie, jako niezarejestrowana zawodniczka), kapituła zdania na temat ekskluzywności maratonu nie zmieniła. Kiedy więc rok później na liście startujących zawodników pod numerem 261 pojawiła się „K. Switzer” wszyscy założyli, że K. to skrót od Kevina, Kendricka czy innego, z pewnością jednak męskiego imienia. W ten oto sprytny sposób Kathrine oficjalnie dołączyła do udziału w maratonie i z powodzeniem go ukończyła. Wiadomość o dwudziestolatce, która pokonała „morderczy dla kobiet dystans” błyskawicznie obiegła świat – nie tylko ze względu na bezprecedensowy charakter wyczynu, ale i z uwagi na incydent z udziałem pewnego łysiejącego pana.

Start przebiegł bez żadnych problemów. Chociaż zawodnicy zdawali sobie sprawę, że oto u ich boku biegnie kobieta, to nikt nie próbował jej dyskredytować, nie podniósł się lament, że to impreza tylko dla panów. Wręcz przeciwnie – jak wspomina Switzer, jej udział w zawodach wzbudził powszechny entuzjazm. Wyrażano uznanie dla jej sportowych umiejętności, podziwiano upór i odwagę.

Po pokonaniu kilku pierwszych kilometrów, Kathrine usłyszała za sobą niepokojące szuranie. Kiedy odwróciła się, żeby sprawdzić, co to takiego, zobaczyła „najbardziej okrutną twarz; wielkiego mężczyznę, olbrzymiego mężczyznę z wyszczerzonymi zębami”. Należała do Jocka Semple, dyrektora maratonu. Oszalały ze wściekłości, zdołał dogonić Switzer i krzycząc „Wynoś się z mojego wyścigu!” próbował zerwać jej tabliczkę z numerem startowym i wypchnąć z trasy maratonu. „Nigdy nie czułam takiego zażenowania i strachu. Nigdy nie zostałam skrzywdzona, nigdy nawet nie dostałam klapsa jako dziecko; ta fizyczna siła i szybkość ataku mnie oszołomiły; czułam się niezdolna do ucieczki, jakbym była tam zakorzeniona”. Z pomocą jako pierwszy przybiegł Arnie, trener Kathrine. Odciągał Jocka od oszołomionej i przerażonej sportsmanki, po chwili dołączyli do niego inni zawodnicy. Wszyscy stanęli po stronie Switzer – jak się okazało jedyną osobą, którą bulwersował udział kobiety w bostońskiej imprezie był dyrektor maratonu. Jego nieoczekiwany atak nie złamał Kathrine – wyswobodziła się z uścisku, kontynuowała wyścig i cztery godziny później przekroczyła linię mety.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Friends, I’m really honored to join @bplboston President David Leonard as part of the BPL’s prestigious Lowell Lecture Series, in conjunction with the Arc of History mini-series which is being filmed by @wgbh -TV on Tue, Sep 15 @ 6PM ET. David Leonard, President of the Boston Public Library will be the moderator in this amazing anniversary year of women’s rights. Who would have imagined that an altercation on the @BostonMarathon course would result in the social revolution of women’s running and empowerment? I invite all of you to join me–It’s free!–just register at: https://wgbh.zoom.us/webinar/register/8115972381470/WN_YBy00UEpRTCeA6nqRgbAhA?fbclid=IwAR1y1qrp_6s0AD5JEJC3o7ht62fCMNg7OxKCLklUPZ60zQLlULeWrZyWAKQ Here’s more information for you: http://lowellinstitute.org/event/1296/ Cheers, Kathrine 💜💜💜 #261movetheworld #weartheblue #BostonBuddies #BostonMarathon #finishSTRONG #261fearLESStogether #261Fearless #TellHerSheCan #Runwith261 #Empowerment #Inspiration #AdidasWomen #AdidasRunning #adidas @adidasWomen @adidasRunning @adidas @BostonMarathon

Post udostępniony przez Kathrine Switzer (@kathrineswitzer)

Udział w maratonie otwierał nowy rozdział. „Wkroczyłam w inne życie. Dla chłopaków było to jednorazowe wydarzenie. Ale wiedziałam, że to dużo więcej. Dużo więcej.” I faktycznie było – nie tylko dla niej samej, ale i dla wszystkich biegaczek. Pięć lat po starcie Kathrine kobiety zostały oficjalnie dopuszczone do udziału w biegu ulicami Bostonu. Sama Switzer po raz czterdziesty i ostatni pokonała tę trasę w 2017 roku – dokładnie pół wieku po swoim maratońskim debiucie. I tym razem jej numerem startowym było 261.

Mniej więcej 261 procent wynosi prawdopodobieństwo, że „o co chodzi z tym dresem i numerkiem” zapyta Was większość współtowarzyszy halloweenowego party. A wtedy będziecie mieć przed sobą jeden z 261 powodów, dla których historia Kathrine powinna zostać światu przypomniana.

 

Zdjęcie główne: commons.wikimedia.org

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE