Feliks Falk: Samowolka

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Witam serdecznie panie reżyserze. 

Dzień dobry.

Wreszcie możemy widzieć się bez masek.

Właśnie, duża przyjemność.

Jak pan myśli, czy ten czas to jest dobry czas dla wodzirejów? 

Myślę, że to czas bardzo trudny dla wszystkich, bo widzimy wodzirejów w różnych krajach i nie dają sobie rady za bardzo, chociaż próbują nas czasem okłamywać i mówić, że dają. Efekty są jednak takie, jakie widzimy.

Ja widzę, że to bardzo dobry temat na scenariusz.

Kto wie. Co prawda, już były filmy, i to bardzo dobre, o pandemiach, więc to trudno powtórzyć, ale temat, który dzieje się za kulisami mógłby być ciekawy. Nawet nie pokazując samej pandemii.

Od czego by pan zaczął, gdyby do szkoły scenariusza przyszedł jakiś uczeń i zapytał: Panie reżyserze, chciałbym napisać scenariusz o pandemii, tylko była już miłość w czasach zarazy, były różne inne rzeczy, a ja bym chciał zrobić to bezobjawowo? 

To tak jak bym poradził każdemu scenarzyście, łącznie z sobą, to żeby wymyślić przede wszystkim bohatera. Po drugie – cel do jakiego dąży bohater, a po trzecie – w jaki sposób dąży. To by trzeba wymyślić. Nie da się tego tutaj powiedzieć ad hoc, ale myślę, że jest dużo pomysłowych młodych ludzi, którzy piszą scenariusze i pewnie by coś wymyślili.

A jak pan myśli, jak to się skończy? Bo musi się skończyć. 

Mówimy o pandemii czy o tym co hula obecnie w naszym kraju?

Jedno i drugie, niestety.

Na jedno musi być szczepionka, którą wszyscy będziemy zaszczepieni. Na drugie to raczej bym odradzał szczepionkę, żebyśmy się nie zaszczepili przeciwko tej ludzkiej wściekliźnie czy nienawiści. Nie szczepionka jest potrzebna, lecz lek edukacyjny. Po prostu, skończy się prędzej czy później, tak jak się kończyły różne podobne sytuacje, tak jak PRL się skończył. Tylko kiedy, to ja nie wiem. Wokół mnie już zaczynają umierać ludzie w podobnym wieku, tacy jak Wojciech Pszoniak i inni twórcy, czy ja dożyję i moi koledzy, trudno powiedzieć.

Wróćmy do milszych tematów, chciałem się przywitać z panem Shalom aleichem, bo moja babcia również jest Żydówką, z domu Szuman i chciałem zapytać o pana korzenie, które tkwią w tej starej kulturze. Czy to pomaga panu w działalności artystycznej czy przeszkadza? 

Zawsze mnie zastanawiało skąd ludzie wiedzą, że inni są pochodzenia żydowskiego. Nigdy się tym specjalnie nie chwaliłem ani ostentacyjnie nie dawałem sygnałów, ale zakładam, że wiedzą.

Wiedzą, wiedzą.

Właśnie, ja to wiem, bo ja to przeżyłem w czasach PRL, nikomu nie mówiłem, a wiedzieli ci co wyrzucali potem z Polski w sześćdziesiątym ósmym. Korzenie korzeniami, ale u mnie słabo z tradycją. Tak zostałem wychowany. Jestem ateistą i język mój jest językiem polskim, jak słychać i czuć. Owszem, interesuję się tym tematem, niektórzy moi znajomi są tego samego pochodzenia, ale generalnie jestem Polakiem, nie widzę powodu, żeby się tak ostentacyjnie obnosić z tym, uważać za Żyda.

Pytałem, bo ja się doszukuję pewnych rzeczy głębszych, talmudycznych w pana filmach. Nie tylko o Wodzireja chodzi, ale o Samowolkę i wiele innych, które się dość fajnie ogląda, a to jest też ważne w kinie, żeby fajnie się oglądało. 

Tak, co do tych talmudycznych to ja nie wiem, bo nie znam Talmudu, nie studiowałem. Mam w ogóle problem z moim przodkami. Jest to o tyle trudne, że w czasie wojny zginęli prawie wszyscy z mojej rodziny i razem z nimi zginęły wszelkie dokumenty i wszelkie ślady. Moją winą było to, że ja za bardzo nie rozmawiałem z moimi rodzicami na ten temat. W związku z tym, za mało się dowiedziałem, czego teraz żałuję.

Ja mam dokładnie ten sam dylemat. Wracając do rzeczywistości, chciałem pana zapytać, bo kończył pan również ASP, grafikę i malarstwo. Nie ciągnie pana już do malowania? 

Ciągnie, to ciągnie, ale już trudno wrócić, bo i ręka nie ta, i brak energii. W tej chwili już mnie właściwie nigdzie nie ciągnie poza czytaniem, jakimś pisaniem i oglądaniem filmów, seriali. Odpoczywałem w ostatnich latach. Dużą część moich rysunków umieściłem na facebook’u, żeby część moich znajomych, która nie znała moich prac, zapoznała się z nimi. To właściwie wszystko. Nie mam już tej energii, co Skolimowski, który kilkumetrowe płótna wiesza na ścianie i maluje.

Robiłem u niego reportaż telewizyjny, coś niezwykłego.

On ma tę energię i pasję. Być może, dlatego że ja wcześniej od niego malowałem, to trochę wcześniej się wyczerpałem.

Proszę mi powiedzieć, czy pracuje pan teraz nad jakimś nowym filmem? Bo ja przyznam się szczerze, że ten koronawirus wcale mi nie dopiekł, ja cały czas siedzę w domu, czytam książki i oglądam różne rzeczy. Rzadko wybywam, więc tak naprawdę izolacja mnie nie dotknęła. A pana?

Mnie, prawdę mówiąc, też nie tak bardzo. Mniej więcej tyle przesiaduję, co przesiadywałem, ale z drugiej strony bardzo się jednak ograniczam, jeśli chodzi o towarzyskie spotkania. Jak już trzeba to w ten sposób jak my w tej chwili, przez internet. Jeśli są to większe spotkania to unikam, siłą rzeczy, bo już jestem w grupie ryzyka, więc bez potrzeby nie ma sensu, ale wychodzę na nieduże spacery i oddycham jeszcze świeżym powietrzem. Nie pracuję nad żadnym filmem, jak już mówiłem, mam etap odpoczynku, co nie znaczy, że kiedyś nie wrócę, ale to by musiało by mnie coś bardzo zainteresować. Przypominam sobie Morgensterna, który przez 30 lat nic nie robił i pod koniec 80-tki zrobił swój ostatni film, a jak go zrobił to nabrał ochoty do robienia następnych, ale już nie zdążył.

Mamy tylko jeden czas dany i on biegnie liniowo, a nie cyfrowo. 

Właśnie.

Czy uważa pan, że żyjemy w dużym przyspieszeniu? 

Wbrew pozorom, mimo takiego usztywnienia i takiej niby stabilizacji, myślę, że tak. Mnie czas leci bardzo szybko, ale to jest może coś innego u ludzi w moim wieku. Denerwuje mnie pewna powtarzalność czynności, rano się robi to, potem już w południe to, wieczorem to i koniec dnia.

Mechanizacja życia.

A następnego dnia zaczyna się wszystko od nowa, nie ma zaskoczenia. Z jednej strony to jest nie – zwolnienie, a usztywnienie. Nie mogę wyjechać daleko, do ukochanych Włoch na przykład, ale z drugiej strony siedzę w domu, oglądam, czytam i czas mija bardzo szybko, niezależnie od wszystkiego. Może to też jest psychiczne wrażenie, że oczekujemy jakiejś zmiany i w związku z tym nie czujemy, że to się zwalnia. U mnie życie wolniej trwało w czasach, kiedy byłem młodszy.

Naprawdę?

Tak. Mimo, że zajęć było więcej, ale dzień jakby był dłuższy, więcej było do zrobienia, teraz tego nie czuję. Wielu moich znajomych w moim wieku czuje podobnie.

Pan pracuje z dużą ilością młodych ludzi. Chciałem zapytać, czy jest nadzieja w tych młodych na jakąś zmianę w tym świecie? Na jakąś rewolucję mentalną? 

To są dwie różne rzeczy. Ja pracuję akurat z młodymi ludźmi, ale nie zawsze tak bardzo młodymi, czasem koło 30-tki i po 30-tce. To raczej dotyczy sztuki pisania scenariuszy, czasami realizacji filmu, natomiast druga sprawa, czy zaangażowanie młodych w politykę jest na tyle silne, żeby coś zmienić, to ja się tutaj obawiam, że nie. Coś szczególnego musiałoby się wydarzyć, żeby młodzi się zbuntowali. Owszem, w tej chwili jest bardzo ciekawy trend, jeśli chodzi o obronę klimatu, jest coraz więcej młodych ludzi na całym świecie, którzy w tej sprawie uruchomili się i protestują, robią coś, działają, organizują się, to jest bardzo ciekawe i może coś z tego będzie. Może w jakiś sposób wpłyną na to, że ochronimy naszą planetę. Natomiast jeśli chodzi o zmiany polityczne, zmiany systemu, przeciwstawienie się indoktrynacji to tutaj widzę pewien problem. Ja jestem liberałem i nie ukrywam tego, natomiast widzę bardzo mocne przewartościowania, bardzo wielu młodych ludzi zostało jednak w jakiś sposób zindoktrynowanych i coraz więcej jest konserwatywnej młodzieży.

W tym najgorszym wydaniu. 

W najgorszym też, ale nie tylko, też w takim normlanym. Z jednej strony mówi się, choć widzę to, że młodzi ludzie przestają chodzić do kościoła. Ja widzę pełne kościoły. Natomiast rzeczywiście, z drugiej strony bardzo duży, coraz większy i większy wpływ mają organizacje nacjonalistyczne, w takim najgorszym wydaniu.

Na całym świecie.

Coraz więcej młodych na całym świecie i w Polsce niestety też. Coś, czego nie było.

Trumny Dmowskiego po ulicach chodzą. 

Widać to, coraz więcej i tu się boję. Przynajmniej z mojego punktu widzenia, ponieważ reprezentuję takie poglądy, a nie inne, to widzę duże niebezpieczeństwo i bardzo żałuję, że młodzi nie reagują bardziej intensywnie niż by się należało. Choć ostatnio zapaliło się światełko w tunelu: ostra reakcja i protesty głównie młodych ludzi w związku z decyzją Trybunału Konstytucyjnego wykluczającą możliwość aborcji z powodu chorego płodu. To rozwścieczyło wielu ludzi. Oby był jakiś efekt.

Życzę w takim razie Panu, sobie i wszystkim, żeby ci młodzi ludzie zmienili świat tak, żeby świat nie zmienił ich. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Do widzenia. 

Do widzenia.

 

fot.: Paulina Pawłowska

Reklama