Papuga Rothschilda

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Było to dokładnie kilka dni po otwarciu wewnętrzych granic Unii Europejskiej. Pojechałam do Deauville, francuskiego miasta w Normandii, które dzięki wyścigom konnym oraz kosmopolitycznemu stylowi życia stało się lubianym i stylowym nadmorskim kurortem we wczesnych latach ubiegłego stulecia. I takie pozostało do dzisiaj.

Deauville, ulubione miejsce bohemy. Tej z Francji, Anglii i Ameryki Północnej. Wszyscy coś tu zostawili. Jedni wyrafinowanie, drudzy elegancję, trzeci zaś nowy rodzaj swobody. Mówi się, że w punktach, gdzie spotykają się różne świadomości, kultury i języki, powstaje zawsze nowa myśl i wielka literatura. Podczas jednego ze spacerów trafiłam na ulicę Bovary. Mieści się przy niej La Ferme du Coteau, która od połowy XIX wieku należała do rodziny Flaubert.

Z tej rodziny pochodził najważniejszy powieściopisarz dziewiętnastowiecznej Francji, Gustaw Flaubert, mistrz prozy codzienności. Prywatnie samotny człowiek, który stworzył powieściową Emmę Bovary, postać kobiety, łamiącej tradycyjne normy oczyczajowe. Flaubert miał dwie miłości – literaturę i papugę. Niektórzy sądzą, że tylko dobrzy ludzie kochają zwierzęta. Ja do nich nie należę. Miłość do zwierzęcia może w niektórych przypadkach przypominać ciemne piękno. Może przybierać formę ostatecznego zwycięstwa człowieka pozbawionego nadziei, czy miłości drugiego człowieka. Ale czy tak było w przypadku Flauberta? Czy to właśnie samotność stała się dla niego najcenniejszą wartością, którą społeczeństwo niezmiennie piętnuje mianem ciężaru, lęku czy fatum.

Niewątpliwie Flaubert poznał jakąś tajemnicę piękna życia codziennego. Nie dziwi wiec, że wielu współczesnych wciąż przygląda się jego życiu. Jednym z nich jest Julian Barnes, brytyjski pisarz. W swojej książce „Papuga Flauberta” poszukiwał ukochanego papuziego pierwowzoru, który towarzyszył Flaubertowi przy pisaniu jego opowieści „Prostota serca”. Są też i tacy, którzy chcą być dosłowymi jego dziedzicami. Przez lata dom Flauberta wraz z wypchaną już papugą, należał do jednej z najbogatszych rodzin na świecie – rodziny Rothschidów.

 
Reklama
 
Reklama

Za co ja lubię Flauberta? Za to, że uważał, że każda mądrość musi być krytyczna, musi eliminować emocje i chciejstwo. Flaubert twierdził, że głupota nie jest osobliwością, przypadkiem, defektem, brakiem genu inteligencji, który podleczyć może edukacja. Głupota ludzka według niego jest obecna w życiu i gamonia, i geniusza. Jest wpisana w życie każdego człowieka.
Może dobrze mieć przy boku taką papugę, która będzie nam to powtarzała?

Reklama