MATKO BOSKA!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Minister Zdrowia mówił niedawno, że przyjdzie nam się przyzwyczaić do wysokich liczb nowych zachorowań. Mówił, że chorować będzie 1,5, a może nawet i do 2 tysięcy dziennie.

Pfff! – pomyślałem wtedy. – Polacy łykną ze 3 tysiące nawet!


Reklama

Ale nie spodziewałem się, że będzie to tak szybko…

Myślałem, że po ostatniej pielgrzymce sanepidów na Jasną Górę mamy już ten wirus ogarnięty i znowu „nie trzeba się jego bać”.

A teraz wydaje mi się, że „przyzwyczaimy się” jest wciąż jedyną strategią rządu w kwestii walki z covidem.

Podziwiam też konsekwencję w zwracaniu się do Bozi z tym problemem, bo o ile dobrze pamiętam, zawierzyliśmy zdrowie Polaków Matce Boskiej już kilkakrotnie, a efektem na razie są 3003 zakażenia i za mało ludzi do obsługi respiratorów.

I naprawdę szalenie mnie cieszy, że inne kraje radzą sobie gorzej od nas, co podkreślają kolejni rzecznicy, ministrowie i posłowie z ***-u. Ale moje pytanie brzmi, któremu bóstwu zawierzyli swoją opiekę zdrowotną ci, którzy radzą sobie lepiej?

A może minister (?) Czarnek miał rację?

Może kobiecie nałożyliśmy zbyt wiele na barki? Może powinna skupić się bardziej na domu i dzieciach, a nie chwytać się za stołek tylko dlatego, bo jej syn został królem Polski?

Może najpierw trzeba było jej przynajmniej zawierzyć jakieś PKP na próbę, albo chociaż Orlen?

Trochę się też ostatnio zacząłem dziwić, że poprzestała tylko na jednym dziecku…

Zwłaszcza, że Jezusa urodziła mając 16 lat.

Nie mówię, że jest leniwa, ale wyobrażacie sobie co Polska by osiągnęła mając teraz za króla czterech Jezusów?

Może nowa rekonstrukcja rządu przyniesie jakieś zmiany?

Chociaż relacja z zaprzysiężenia nowych ministrów nie napajała jakimś wielkim optymizmem.

Głowa państwa ściskała dłonie kolejnych członków, ale tylko jednego wyróżniła bezpośrednim dotykiem swojej dłoni, zdejmując uprzednio swoją lateksową rękawiczkę.

Rozumiem, że może tak jest dużo przyjemniej, ale, jak mawiała moja katechetka w liceum – Z gumą jest dużo bezpieczniej.

Przypomniał mi się też „Wywiad ze słońcem narodu”, gdzie dwóch amerykańskich dziennikarzy zdobywa szansę na spotkanie z Kim Dzong Unem. Intryga opierała się na tym, że jeden z nich ukryje w dłoni opracowaną przez CIA truciznę i witając się z tytułowym słońcem narodu przed tytułowym wywiadem, otruje go…

Na końcu relacji z zaprzysiężenia pokazano jeszcze szokujący moment, kiedy jeden członek, ten dotknięty właśnie, odłączył się od reszty stada i zamiast do wspólnego zdjęcia, ruszył w nieznanym nikomu kierunku.

Ostatni raz widziałem taki obrazek na YT i pan lektor powiedział wtedy, że pingwinek odłączył się od stada, żeby popełnić samobójstwo…

Martwię się.

Reklama