Z Jokerem na kozetce – recenzja komiksu Harleen

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kim byliby superbohaterowie bez superzłoczyńców, z kim by walczyli, kto by spędzał sen z ich powiek, czy zagrażał życiu okolicznych społeczności? Choć Batman, Superman i Spider-Man są daniem głównym komiksowych opowieści, to przyprawą nadającą smaku całości zostają zazwyczaj szwarccharaktery takie jak Joker, Lex Luthor i Dr Octopus. Za sprawą powieści graficznej Stjepana Sejica Harleen poznamy genezę jednej z obecnie najpopularniejszych antagonistek super ludzi – Harley Quinn.

Młoda, ambitna doktor psychiatrii Harleen Quinzel oddaje się naukowej pasji, poszukując lekarstwa  na napędzającą się spiralę przemocy w Gotham City. Rozpoczynając prace badawcze w Azylu Arkham, nie spodziewa się, jak bardzo odmieni jej życie kontakt z pensjonariuszami złowieszczego szpitala psychiatrycznego. Starając się zrozumieć, skąd bierze się niczym niepowstrzymane zło, popada w obsesję na punkcie Jokera. Czytelnikom pozostaje jedynie ocenić, czym jesteśmy świadkami spontanicznego, fatalnego zauroczenia, a może misternego planu geniusz zła.

Harleen to przede wszystkim solidne przedstawienie zaskakujących początków przestępczyni terroryzującej mroczne ulice Gotham City. Stjepan Sejic nadając głębi popularnej postaci unika banałów, próbując zrozumieć, dlaczego ktoś chciałby związać się z Jokerem. Tym samym poznajemy nie tylko rozhulane emocje pani doktor u progu wkroczenia w świat bezmyślnego bestialstwa, ale również inne, bardziej ludzkie oblicze Jokera.

Efekt podkreśla charakterystyczna kreska chorwackiego artysty, sprawnie balansująca na granicy komiksowych, stereotypowych klimatów i realizmu. Żywe kadry łączą w sobie dynamiczną akcję i nadający opowieści powagi mrok. A wszystko zazębia się w pełną werwy historię, uciekającą od zaszufladkowania jako rozrywka spod znaku obcisłej bielizny zakładanej na spodnie i rozłożystych peleryn.

Harleen stara się wypełnić lukę między komiksowymi opowieściach o prozaicznych trudach naszej codzienności, a zeszytach o skakaniu po wieżowcach w niecodziennych przebraniach. Ta popkulturowa harmonia sprawi dużo przyjemności czytelnikom spragnionym zabawy na nieco wyższym poziomie niż typowa oferta kinopleksów.

 

Reklama