Twarzą w twarz z diabłem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Fot. Magda Hueckel / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Jan Klata „Matka Joanna od Aniołów”  

Jan Klata, urodzony w  24 lutego 1973 w Warszawie. Jest absolwentem reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły TeatralnejKrakowie. W 2013 roku został dyrektorem w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Jego najbardziej docenione spektakle to „Transfer!” wystawiony we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, Sprawę Dantona Stanisławy Przybyszewskiej w Teatrze Polskim we Wrocławiu w 2008 oraz adaptacja Trylogii Henryka Sienkiewicza w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie w 2009. 

Styl – poczucie humoru, ironię miesza z poważnym tonem. Estetyka często niepozbawiona kontrastów kolorystycznych.

Matkę Joanne od Aniołów w reżyserii tego artysty można było zobaczyć na początku września w Nowym Teatrze w stolicy. Jest to historia opętania mniszek, które w rzeczywistości miało miejsce we Francji w XVII wieku.  Na tej matrycy wyrasta przedstawienie poruszające w swej tematyce trzy wymiary: piekło, ziemię i niebo. Jan Klata stawia przed widzami pytania filozoficzne m.in. o walkę dobra ze złem. Diabeł staje się osobową rzeczywistością, która wchodzi w faktyczne relacje z człowiekiem, skazując go na cierpienie. Demon z natury złowrogi, zniewala i rządzi opętaną osobą. Matka Joanna od Aniołów jest zwróceniem uwagi przez reżysera na świat metafizyczny. Ziemia jako rzeczywiste miejsce, gdzie dochodzi do relacji z istotami pozaziemskimi.

Jak to powiedział francuski reżyser teatralny Oliver Py, (podczas wywiadu związanego  z tegorocznym Festiwalem Teatralnym w Avignion), krytyka nie służy twórcy dzieła do żadnych celów, ani nie pomaga, ani nie szkodzi. Zgodnie z tą myślą, nie będę starała się ocenić spektaklu Klaty, jedynie uwydatnić pewne ciekawe dla mnie momenty. 

Matka Joanna od Aniołów została wyjęta z kontekstu historycznego i geograficznego. Przestrzeń teatralna, w której znajduję się widz, jest po części groteskowa – na scenie rozłożone są małe, metalowe krzyże, które tworzą razem z nałożonym światłem z rzutnika efekt sklepień z gotyckich katedr. Spektakl rozpoczyna się rozmową księdza z diabłem we śnie. Jak sam bohater przyznaje, ukazuje on mu się dość często. Czerwona kurtyna zasłania ogromne schody, na których z mrocznymi minami stoją mniszki. Ksiądz „dobrodziej”, który przyjechał z misją wykonania egzorcyzmów na siostrze przełożonej – Matce Joannie od Aniołów, chodzi wzdłuż sceny ze skórzaną walizką, w płaszczu z doszytą plisowaną spódnicą. W tę postać wciela się Bartosz Bielenia. Z początku ze stoickim spokojem stara się dotrzeć do prawdziwej natury siostry przełożonej. Mówi o miłości, o wyznaniu grzechów w celu oswobodzenia się spod piętna szatana, ulżeniu swej duszy. Jednak główna bohaterka sprzeciwia się Bożemu miłosierdziu, które jak sama mówi, skazuje ją na zwyczajność, na bycie przeciętną. A ona pragnie być wyjątkowa albo opętana przez aż osiem demonów, albo święta. Nie ma według niej innego rozwiązania. Spektakl porusza problem ludzkiej niezdrowej ambicji, pychy i braku pokory. Wprowadza zagadnienie wolnej woli, która jest w stanie sama otworzyć się na działanie sił nadprzyrodzonych.

Matka Joanna od Aniołów jest inspirowana filmem Jerzego Kawalerowicza z 1961 roku, o tym samym tytule. Analogie między dwoma dziełami można znaleźć podczas scen egzorcyzmów, kiedy to księża wypowiadają po kolei zdanie „Wynić! Szatanie mówię Ci wynić!”. Tym właśnie słowem wypędzane są złe duchy u Klaty podczas konwulsyjnego tańca zakonnic. Z sufitu spuszczane są elastyczne liny, na których w wyuzdanych ruchach, z lubieżnymi minami kontynuują swój pokaz mniszki.

Z czasem przyjezdnemu księdzu udaje się wypędzać kolejne złe duchy z Matki Joanny. Jednak dochodzi on do momentu granicznego, kiedy to po rozmowie z innym duchownym, udaje się do rabbiego. Ten, niezwykle oczytany, znający historię licznych opętań, chwali się wyłącznie swoją wiedzą, namawiając księdza, by ten nie przejmował się zbytnio zniewolonymi siostrami. W postać tę wciela się Jacek Poniedziałek, który tworzy niesamowitą kreację artystyczną, odsłaniając mroczną stronę czystej wiedzy, która pozbawiona praktycznego wykorzystania, staje się narzędziem złego.

Warto zwrócić także uwagę na postacie grające biskupów „Klechów”. Kolorowo ubrani w jaskrawe, błyszczące stroje, latają po scenie, trzymając w dłoniach krzyż. Wykrzykują formuły w celu poskromienia demonów. Są łatwi do zauważenia, stają się gwiazdami egzorcyzmów.

To, co mnie zaskoczyło, ale nie tylko mnie, wnioskując po reakcji widzów, to scena z modlitwą Pańską „Ojcze Nasz”. Młody ksiądz zaangażował  publiczność, prosząc o  wspólny śpiew,  wprowadzając tym samym widzów do świata dramatu. Nie było to narzucające, jedynie zasugerowane. Reżyser uzasadnił ten gest cytatem z Nowego Testamentu „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Widz został  członkiem wspólnoty – teatr angażujący staje się miejscem przejścia do transcendentnego świata z pomocą wypowiedzianych wspólnie modlitw. Kontekst kulturowy jest obsadzony we współczesnej Polsce. Reżyser obrazuje kondycję duchową narodu, zakładając niechęć do refleksji nad sferą sacrum i profanum. Klata nie podważa przywiązania do polskich korzeni wyrastających na wierze rzymsko-katolickiej. Przedstawiona opowieść to kontynuacja historii Polski, zmierzającymi się z problemami natury duchowej i moralnej.

Przestrzeń teatralno-dramatyczna w całości wymyślona przez reżysera jest sceną do poszukiwania odpowiedzi, czym jest prawda, a czym fałsz. Inteligentne dialogi i brak nagości, brutalności wyrazu artystycznego, w subtelny sposób stawiają widza przed nowymi refleksjami, które pojawiły się w pandemicznej rzeczywistości.

Po obejrzeniu spektaklu Jana Klaty cieszę się, że w teatrach obecnie nie ma barier, cenzury co do tematyki i formy wyrazu. Nie ma tym samym tabu. Widz może spotkać dwa sprzeczne światopoglądy na jednej scenie, dzięki temu ma możliwość poszerzenia własnej perspektywy i rzeczywistego przeżycia najróżniejszego wachlarza emocjonalnego. Może właśnie do tego służy teatr, by jednoczyć ludzi poprzez wspólne doświadczenie, przeżywanie emocji, które są skrywane w nas, a na scenie mają możliwość ujawnienia się, tworząc efekt starożytnego katharsis.

Klata ściera się ze stereotypami i mitami na temat kościoła, przedstawiając życie duchownych od niedostępnej często dla świeckich strony, która pozostaje dla niech jedynie w sferze wyobrażeń.  Przedstawia wizję świata złożonego z materialnych, jak i z metafizycznych wymiarów, a nie tylko ziemskiego pudełka, poza którym już nic więcej nie ma.

 

autor: Liza Pieterga

Fot. Magda Hueckel / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Reklama

Pracodomie

Kiedy zamknęliśmy się w domach i własnych mikrokosmosach, była wiosna.