POLOWANIE NA MAMUTY

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zastanawiałem się ostatnio, ile zostało we mnie z człowieka pierwotnego?

Ile zostało mi tego słynnego instynktu, który goni mnie na polowanie w trosce o byt mojej komórki społecznej, którą współtworzę?

Wyszło mi, że chyba nic.

Kiedy moja dziewczyna mówi „jestem głodna”, nie czuję jakiejś gwałtownej potrzeby, żeby udowodnić swoją niezbędność dla naszego małego plemienia i nie gnam do lasu z dzidą, żeby ukatrupić kunę, ani nie wyjeżdżam samochodem o zmroku, żeby przejechać jakąś sarnę.

Odpowiadam najczęściej „to se coś zamów” i dodaję „weź mi coś też”, żeby nie czuła, że jest ze wszystkim sama.

Wtedy ona się pyta: „co?”

A ja odpowiadam, że „nie wiem” .

I tak możemy wybierać menu godzinami i czasem nic nie zamówić w ogóle.

I pokłócić się przy okazji o marnowanie żywności, brak decyzyjności, bałagan i stosunek do przemian gospodarczych w Indiach.

Chyba bardziej niż krwawe, wręcz zwierzęce instynkty zakorzenione jest w nas wyobrażenie polujących na mamuty mężczyzn.

W rzeczywistości dieta pierwotnych ludzi składała się w 75% z warzyw i owoców.

Jak mógłby zapewne krzyknąć jakiś przypadkowy poseł Solidarnej Polski podczas wycieczki do San Francisco:

– Za mało mięska!

Ale jeśli się nad tym zastanowić głębiej, ma to wiele sensu, bo raz, że mięsko szybko się psuje i trzeba je wyrzucić (nie, już nie mówimy o poselskich wyprawach do San Francisco), a dwa, że okazuje się, że nawet bardzo zaostrzonym patykiem i kamieniami, w chuj trudno upolować jakiegoś mamuta.

Upolowany mamut, to było zdarzenie stosunkowo rzadkie. Dodam też, że na wszelkich malunkach z tamtego okresu grupa ludzi z ww. patykami najczęściej jedynie osacza zwierzę, ale już nie pokazuje efektu tego osaczenia.

Domyślamy się, że zwierzę padło, ale być może tylko się potknęło, albo zeszło z nudów patrząc na te gołe pokraki skaczące przed nim w dziwacznych podrygach.

A skoro jesteśmy przy gołych pokrakach i dziwacznych podrygach, to polecam Wam film na YT z przedstawicielem „wolnościowej” Kąfederacji Dobromirem Sośnierzem, który rozebrał się prawie do goła i paradował (sic!) po ulicach miasta pod hasłem: „Zwierzęta mają prawo być smaczne”, czy że „futra dają ciepełko” itp.

Na nagraniu tego wydarzenia, poseł na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Sośnierz miał na sobie co prawda bokserki, ale nadrukowany był na nich z przodu, niewielkich rozmiarów członek, a z tyłu, trochę wyblakłe, wytarte i chyba brudne pośladki, co sprowokowało mnie do zadania sobie 3 pytań:

  1. Czy w takim stroju poseł seksualizował dzieci mniej, czy bardziej, niż parady równości?
  2. Skoro według Sośnierza zwierzęta nie mają żadnych praw, bo nie płacą podatków, to czemu jednym z głównych postulatów konfy jest likwidacja podatków?
  3. Czy Ordo Iuris to fundamentaliści finansowani przez Kreml?

Pytam, bo po ok. 40 tys. ostatnich lat ewolucji człowieka (lub ok. 6 tys. lat jeśli jesteś idiotą) niektórym się wydaje, że umiejętność polowania, wciąż jest jakoś spektakularnie niezbędna człowiekowi do przetrwania w XXI w.

Nie jest.

Ludzie już nie muszą polować na jedzenie. Muszą nauczyć się przede wszystkim żywność efektywniej dystrybuować i nauczyć się, jak jej nie marnować w tak zastraszających jak dzisiaj ilościach.

Ale do tego potrzeba raczej umiejętności abstrakcyjnego myślenia. Wiecie, tej cechy, która faktycznie odróżnia nas od zwierząt. W przeciwieństwie do „naturalnych instynktów” posłów i sympatyków konfy, której do zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb wystarczą w zasadzie tylko przeciwstawne kciuki i chwytne dłonie.

Reklama