Szczepionka na fake newsy, czyli jak myśleć krytycznie.

fake-news-2-1

Gdy kilka lat temu BBC Future Now zapytało pięćdziesięciu ekspertów o najważniejsze wyzwania XXI wieku, wielu z nich odpowiedziało: walka z fake newsami. Fałszywe informacje to już nie tylko pokłosie nierzetelnego researchu czy intelektualnego lenistwa, ale narzędzie, po które z premedytacją sięgają politycy, biznesmani czy nawet celebryci. Dlatego idę o zakład, że ktoś, kto opracuje szczepionkę na dezinformację, zdobędzie nie tylko wieczną sławę i bajoński majątek, ale i wpływy, o których Mark Zuckerberg, Bill Gates i Warren Buffet razem wzięci mogą tylko pomarzyć. Zanim jednak powstanie aplikacja, która skutecznie rozprawi się z fake newsami, sami możemy walczyć z post-prawdą. Jak? Ucząc się krytycznego myślenia.

Zostaliśmy zaprogramowani tak, aby każdy nasz wybór do maksimum zwiększał szanse na przeżycie. Dlatego na przykład ciągnie nas do słodkiego i tłustego jedzenia – im brzuch pełniejszy kalorycznych przekąsek, tym mniej prawdopodobna śmierć z niedożywienia. Sprawką ewolucji są więc nie tylko fałdki na brzuchu ale i fakt, że tak łatwo dajemy się nabrać na fake newsy. Ponieważ fałszywe informacje bazują na najprostszych, głęboko zakorzenionych w psychice instynktach, naszym naturalnym odruchem jest w nie wierzyć. Nie chodzi zatem o ignorancję, niewiedzę czy po prostu naiwność, ale o wrodzone predyspozycje. A dokładniej: o błędy poznawcze, skróty myślowe czy mentalne uproszczenia – ewolucyjne mechanizmy, które z jednej strony ułatwiają życie, z drugiej jednak zakrzywiają obraz świata. Nie da się ich całkowicie pozbyć, ale można ograniczyć ich negatywny wpływ. A najlepszym do tego narzędziem jest myślenie krytyczne – uporządkowane, racjonalne, oparte o fakty.

Pomyśl zanim pomyślisz

Żeby o świecie i ludziach definiować prawdziwe sądy (a więc także: żeby nie nabierać się na fake newsy), należy najpierw i świat, i ludzi dobrze poznać. Nie na podstawie internetowych nagłówków, sensacyjnych wiadomości czy zasłyszanych w sklepie plotek, ale w oparciu o rzetelne dane. Jednym słowem: intuicję i wnioskowanie na chłopski rozum zastąpić faktami.

Hans Rosling, profesor zdrowia publicznego w Instytucie Karolińska, poświęcił kilkadziesiąt lat na rozstrzygnięcie kwestii, dlaczego ludzie tak mało wiedzą zarówno o kondycji świata, jak i sposobie, w jaki należy go postrzegać. Bo wiedzą zatrważająco mało. Rosling zadawał studentom medycyny, nauczycielom, wykładowcom akademickim, biznesmanom, politykom, ekonomistom, dziennikarzom, lekarzom, profesorom najróżniejszych dziedzin i wreszcie: laureatom Nagrody Nobla kilka prostych pytań. Wszystkie dotyczyły światowych tendencji – ogólnego poziomu ubóstwa, dostępu do edukacji i opieki zdrowotnej czy zmian w środowisku naturalnym. Jaka obecnie jest średnia długość życia? Ile procent noworodków jest szczepionych? Jaka część wszystkich żyjących na świecie ludzi ma dostęp do elektryczności? Pytania nie były ani podchwytliwe, ani szczególnie trudne, nie wymagały też dysponowania specjalistyczną wiedzą. A mimo to ankietowani nie tylko rzadko kiedy udzielali dobrych odpowiedzi, ale i przejawiali tendencję do niebywałego pesymizmu. Świat widzieli jako mniej przyjazny i cierpiący z powodu ubóstwa, klęsk żywiołowych i terroryzmu w dużo większym stopniu, niż to było w rzeczywistości. Skąd tak kiepski wynik, skoro na pytania odpowiadali wykształceni, inteligentni, zainteresowani światem ludzie (w tym laureaci Nagrody Nobla!), których praca niejednokrotnie dotyczyła dokładnie tych kwestii, o które pytał Rosling? I skąd ten powszechny defetyzm? Do głosu doszły nie braki w edukacji, ignorancja czy niewystarczający dostęp do danych, ale.. ludzka natura.

Mózg przesiewa wiadomości i jako priorytetowe traktuje te, które mogą zagrażać człowiekowi – czyli wiadomości złe. Im bardziej dramatyczna czy sensacyjna będzie informacja (a dramat i sensacja to drugie imię fake newsów) tym większe prawdopodobieństwo, że szybciej i na dłużej zagnieździ się w naszej pamięci. Na wychwytanie właśnie takich wiadomości jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani. Dlatego doniesienie o katastrofie lotniczej, w której zginęło dwustu pasażerów zadziała na wyobraźnię mocniej, niż wiadomość o tysiącu osób, które tego dnia poniosły śmierć w wypadkach samochodowych. Z tego samego powodu w wieczornym wydaniu Faktów nawet słowem nie wspomni się o setkach afrykańskich noworodków, które w minionym miesiącu uratowano przed odwodnieniem – taka informacja (chociaż ważna i krzepiąca) nie będzie sensacyjna, niewielu więc zainteresuje.

Jeśli zewsząd otaczają nas negatywne doniesienia, a do tego mamy wrodzoną skłonność do natychmiastowego ich absorbowania, nic dziwnego, że świat wydaje się miejscem pełnym mściwych terrorystów, głodujących dzieci i obumierającego ekosystemu. Że taki nie jest i że XXI wiek to w rzeczywistości najlepsze czasy, w jakich do tej pory przyszło ludziom żyć, wskazują statystyki. W każdym miejscu na świecie ludziom żyje się lepiej niż dwieście, sto, ale i dwadzieścia lat temu. W 1990 roku trzynaście milionów dzieci umierało przed osiągnięciem piątego roku życia; trzydzieści lat później liczba ta jest dwukrotnie niższa (2017 roku wynosiła 5,42 milionów). W 1800 roku 85% populacji żyło w skrajnej biedzie; w 1996 współczynnik ten wynosił 50%, a obecnie utrzymuje się na poziomie 9%. Co dziesiąta osoba cierpi dziś z powodu niedożywienia – pięćdziesiąt lat temu głód dotykał co czwartą. Jest nadal źle, ale i lepiej. Jeśli nadal nie jesteście co do tego przekonani, spójrzcie na wykresy Our World In Data (https://ourworldindata.org/).

https://ourworldindata.org/grapher/depth-of-the-food-deficit?tab=chart
https://ourworldindata.org/grapher/global-hunger-index?tab=chart&time=earliest..latest

Obudź sceptyka

Jeśli chcecie lepiej orientować się w świecie, wyłączcie telewizor i wylogujcie się z serwisów społecznych. Nie chodzi o to, żeby odwracać głowę od problemów toczących ziemię, udawać, że terroryzm, efekt cieplarniany i dyskryminacja płci nie istnieją. Istnieją. Nie kwestionuję faktu, że na świecie w dalszym ciągu jest dużo do zrobienia – przed nami długa i mozolna praca. Rzecz w tym, żeby rzeczywistość oceniać krytycznym, a nie krytykanckim okiem. Obudzić w sobie sceptyka i kwestionować to, co inni przyjmują za pewnik. Otworzyć oczy na fakty.

Twórcą idei factfulness, czyli właśnie „otwarcia oczu na fakty”, jest wspomniany już Hans Rosling. W napisanej lekkim stylem, pełnej barwnych wykresów i sugestywnych przykładów książce, dostarcza kluczowych narzędzi krytycznego myślenia. Podaje szereg wskazówek, jak „zastąpić pesymistyczny obraz świata tym, który oparty jest na faktach” – jak prawidłowo intepretować liczby, odczytywać dane czy analizować wykresy. Przede wszystkim jednak demaskuje filtry, które najmocniej zakrzywiają postrzeganie świata – wrodzone tendencje i naturalne instynkty. Rozkłada je na czynniki pierwsze, tłumaczy mechanizmy i pokazuje, jak je poskromić. Jeśli więc na polu krytycznego myślenia dopiero debiutujecie, lektura „Factfulness” to doskonały wybór.

Krytyczne myślenie przyszłości

Gdy Marty McFLy z neonowych lat 80. przenosi się do roku 2015, ze zdziwieniem odkrywa, że buty sznurują się same, płatności oparte są na biometrii, a deskorolki unoszą się nad ziemią. Niestety przewidywania twórców „Powrotu do przeszłości” sprawdziły w niewielkim tylko stopniu – paliwo nadal nie jest eko, billboardów nie zastąpiły reklamy holograficzne, a jeśli pogodę można prognozować, to z jednodniowym co najwyżej wyprzedzeniem. Nawet ktoś tak kreatywny, jak Robert Zemeckis okazał się wizjonerem mało wizjonerskim. I chociaż od premiery serii o ekscentrycznym doktorze Brownie minęło prawie pięćdziesiąt lat, przewidywanie przyszłości nadal nastręcza takich samych (o ile nie większych) trudności. Nie mamy zdolności jasnowidzenia, o świcie za dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto lat nic nie wiemy na pewno. Jesteśmy zdezorientowani i niepewni. A co mają powiedzieć współczesne trzylatki? Gdy staną przed wyborem studiów, na jaki kierunek powinny się zdecydować? Czy zawód lekarza, nauczyciela, informatyka w świecie coraz mocniej zdominowanym przez sztuczną inteligencję będzie miał jeszcze w ogóle prawo bytu? Nie chodzi tylko o ścieżkę kariery, ale w ogóle o samą edukację – już teraz wiedza, którą zdobywamy w toku edukacji, po kilku latach albo się dezaktualizuje, albo traci na znaczeniu. Jakich więc wskazówek udzielać dzieciom?

Za guru współczesnego humanizmu, Yuvalem Noahem Hararim, powiedziałabym: bądź elastyczny umysłowo. Od siebie dodałabym: myśl krytycznie.

 

autor: Ola Garlej

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE