Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kiedy wydawca poprosił mnie o dostarczenie kolejnego felietonu, długo się zastanawiałem o czym mam znowu napisać. Przecież tyle się dzieje w mediach, w przestrzeni publicznej, polityce, dookoła mnie, na świecie. Aż nie wiadomo, w co ręce włożyć. „Musisz. Będzie fajnie, wszystko pójdzie razem z twoim wywiadem. Dasz radę”. Spanikowałem.

Właściwie to chciałem się poddać, ale mniej więcej w tym momencie mój telefon zrobił plum. A jak telefon robi plum, to znaczy, że coś się dzieje. Rządy padają, narkotyki w bananach, nowe regulacje w funkcjonowaniu bibliotek szkolnych, susza, honor, bóg, ojczyzna, statystki, lgbt – i to jeszcze z plusem – terroryzm światowy, Bill Gates, wojsko na ulicach, uciekać! Tym razem wyskoczyły mi na ekranie różowe kulki. Takie przelewające się przez szybkę atomy, które raz po raz klejąc i odpychając się do siebie, zrobiły mi dobrze. Na moment cała reszta stała się odległa i nieważna. Przestałem nawet słyszeć młot pneumatyczny za oknem. Jednym słowem, hipnoza. Reset i restart. I komentarz Sylwii Chutnik – bo to jej post zrobił plum – że mamy święte prawo nie komentować wszystkiego, nie zajmować co chwilę stanowiska w każdej sprawie, która zrobi plum. I natychmiast zrozumiałem, że dokładnie to nosiłem w sobie przez te dwa dni swojej niemocy.

Czy naprawdę musimy żyć mediami cały czas? Czy jesteśmy w stanie się od nich chociaż na moment odłączyć? Czy od razu umrzemy ze strachu, że świat o nas zapomniał, bo przecież tak bardzo nas potrzebuje? Media społecznościowe działają na emocjach, pisze Sylwia, czasami trudno jest zachować równowagę. Tak, to prawda, bo najczęściej jej nie zachowujemy, a rachunek wystawia nam psychiatra wypisując tabletki na sen. Pamiętajmy o tym następnym razem kiedy nasz telefon zrobi plum. Dzięki Sylwia.

 

 
Reklama
 
Reklama

Reklama