BODY POSITIVE

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Muszę przyznać, że dosyć wcześnie zauważyłem, że mam pospolite nazwisko. Nigdy nie chciałem go zmieniać, ale może dlatego zawsze chciałem mieć drugie imię?

W zasadzie tylko dlatego zastanawiałem się nad przyjęciem bierzmowania, bo chciałem się podpisywać Paweł G. Nowak.

Reklama

Ale kiedy okazało się, że nie ma Św. Gastrofazy, moje drogi z Kościołem rozeszły się ostatecznie.

Pewnie, nazwisko to nie wszystko.

Chyba, że w PKP.

Nazwisko nie sprawia, że jesteś fajniejszy.

Chyba, że nazywasz się jak Samuel L.Jackson.

Liczy się to, co jest w środku.

Ja mam w środku prawie 38 lat pracy nad masą, więc jeśli teraz skupię się na rzeźbie, to myślę, że będę całkiem ciachowatym 70-latkiem.

Przez „teraz” mam na myśli „od przyszłego poniedziałku”. Bo na dobre rzeczy warto poczekać.

Nie zamierzam ukrywać swojej wagi i odważnie powiem, że ważę deczko ponad 200 lb.

I mimo tego, nic mnie tak nigdy nie bawi, jak kiedy jakiś gruby się wywali.

Albo jak tańczy.

Ja nie tańczę.

Chyba, że  nikt nie patrzy. Wtedy wyglądam, jak Anna Lewandowska przebrana za grubaskę.

Taniec p. Lewandowskiej nie wszystkich jednak rozbawił i nawet wywołał lawinę oskarżeń. Annie Lewandowskiej zarzucono, że jako osoba znana i bogata nie świeci wystarczającym przykładem dla swoich biednych i grubych obserwatorów.

Raz, że nie przypuszczałem, że bycie sławnym i bogatym wiąże się z tak dużą odpowiedzialnością. A dwa, naprawdę nie wiem, czemu nikt mnie nie zapytał o zdanie?

Moje sukcesy w byciu body positive mógłbym wyliczać bez końca. A i mam na ten temat mnóstwo przemyśleń. Mianowicie nic mnie to nie obeszło, bo nie obserwuję profilu Anny Lewandowskiej.

Uważam, że nie należy żyć, oglądając się na innych.

Należy żyć tak, jak była minister edukacji Zalewska – z uśmiechem. Tak szerokim, jakby się właśnie podpierdoliło pieniądze z PCK.

Ale humor, podobnie jak podejście do wiary, wagi lub płacenia podatków  jest rzeczą subiektywną.

Mnie ostatnio np. rozbawiło, kiedy Prezydent powiedział, że Polska ostatni raz taka silna jak teraz, była w XVII wieku. Ze spokojem czekam więc na nowy potop szwedzki i rozbiory.

I tu, jeśli mogę wybierać, to chciałbym się oddać we władanie Czechom. Państwu, które podobnie, jak ja, odeszło od kościoła przez narkotyki i pornograficzną ekspansję. Nie widzę lepszego zaborcy, więc jeśli możemy wybierać, to jest moja sugestia.

Pozostając jednak w duszy Polakiem, złośliwie oddałbym im całą Polskę, poza wąskim pasem wybrzeża. Tak, żeby widzieli morze z okien, ale wciąż nie mieli do niego dostępu.

Czy ja chciałbym się zmienić? Schudnąć, zdrowiej się odżywiać i poczuć się lepiej?

Jednym słowem, czy chciałbym być kimś innym?

Trochę tak, ale nie na tyle, żeby coś z tym robić.

Eh, gdyby tylko otyłość była wyleczalna, jak homoseksualizm…

Episkopat wyszedł do swoich wiernych z inicjatywą pomocy w leczeniu tej orientacji, a o wiernych grubaskach, jak zwykle zapomniano. Co jest o tyle paradoksalne, że trudno nas przeoczyć.

Ale zastanawiam się, czy taka terapia leczenia z LGBT będzie płatna?

Dla kolegi pytam.

Zgłodniał kiedyś, zwiedzając San Francisco, a po powrocie nie mógł się nachwalić tamtejszych paróweczek.

Teraz podobno szuka jakiejś dobrej diety.

Ja już się obawiam o jego efekt jo-jo.

Reklama