Spóźniony o każdej porze

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Lubię spacer w czasie pierwszych słów burzy, kiedy kapie tylko trochę, a wiatr jakby dopiero bierze rozbieg przed właściwą zabawą. Przepadam wprost za pustką ulic, za prawie bezdźwięczną przerwą w szalonej miejskiej audycji, za osobą, jaka mi towarzyszy, swymi zmysłami wyłapując mniej więcej to samo. Takie chwile są naprawdę wyjątkowe dla kogoś, kto naturę zna już prawie tylko z dawnych książek, które coraz ciężej mu zresztą zrozumieć.

Zupełnie banalnie staram się wyszukiwać wszędzie skrawki spokoju, ja, który przez czas jakiś będę z pewnością uczestniczył jeszcze w zbiorowym wariactwie, prowadzącym nas może i do jednolitej, zbiorowej mogiły. Nie oszukujmy się jednak; nic tak naprawdę nie jest w pełni kolektywne, a już zwłaszcza śmierć – tej doświadczymy pojedynczo, z całą jej mocą, w decydującym momencie dobici dawką samotności. Wielu sądzi, że to, co przyjdzie później wcale nie będzie lepsze; być może znów czeka nas coś złego, w sensie, którego dziś nawet jeszcze nie rozumiemy.

Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, stałem się kimś, niedysponującym żadnym planem, człowiekiem, który nie potrafi wyjechać nawet na wakacje. Poddałem się, nie umiem słuchać nikogo, kto zawodowo zajmuje się dawaniem porad. Mam swoje lata, pod pewnymi względami mam już swoje lata; stałem się stary, być może o to prosiłem (z żarliwością), chcąc wydostać się ze wstydu bycia tym dziwnym dzieckiem. Zastraszanym w małym pokoju, kuchni, łazience pełnej dymu – siedziałem, a stano nade mną, i pociłem się chcąc uniknąć błędów w zeszycie ćwiczeń, nie raz myśląc, że zaraz strach zmusi mnie do pomoczenia majtek; jednak to płacz odbierający oddech był tu normą. Na korytarzach zaś, choć nie miałem tak złej jak co poniektórzy twarzy, czułem się fatalnie – jak chiński kulis w fabryce, która go doszczętnie zgładzi.

Ktoś się pyta, ktoś z kim od dawna się już nie utożsamiam, czy żyję? Może wcale nie jest to tak oczywiste – prawie cała moja rodzina zniknęła, zostali tylko jej najgorsi przedstawiciele, ci podobni do jakichś odpychających zwierząt. Żyję, lecz co to ma być? W spadku otrzymałem masę różnego rodzaju długów, nie tylko pieniężnych, tych na szczęście można było nie przyjąć. Lecz co by to przecież zmieniło? Taka mała zabawa w odejmowanie, trochę obciążającego grosza, rozłożenie na raty, całkiem zrównoważony problem.

 
Reklama
 
Reklama

Znów siadam do wszystkiego zbyt późno, daję sobie tak mało czasu. Bywa, że po całym dniu z mózgiem robi się coś nieprzyjemnego, nie potrafi ani przyjmować, ani wyrzucać z siebie niczego, co da się uznać za dobre. Może tylko czyszczę sobie w ten sposób ręce albo jeszcze bardziej je zaświniam, wypisuję rzeczy, których nie potrafię sprzedawać w moim otoczeniu – ludzie ci noszą w sobie już i tak zbyt wiele.

Zła to pora – choć tak słodko i cicho tu – na posiedzenie, ledwo trzymam się w fotelu, zerkam ciągle w stronę łóżka, mam dość dnia, choć po prawdzie był spokojny, zły i spokojny, jeśli to w ogóle możliwe. Dziękuję za syntetyczne światło, które nadal jest przy mnie. Wpatruję się w maszynę, niech będzie, że nazywam tak to, co mam. Moja maszyna i czarny długopis do notatek, kartka papieru z lewej strony, którą wyrzucę, gdy tylko dobrze znudzi mnie ten tekst.

Nie zostawiam wiele śladów po tym, co wariaci nazywają procesem twórczym. Miałem niedawno okazję zobaczyć zbliżony proces: przechodziłem obok grobów, ustawionych prostopadle do płotu, trzy metry od niego, potem zaś, kilka kroków dalej, mogiły stały już równolegle, na wyciągnięcie mojej ręki. Po drugiej stronie wąskiej drogi było trochę bloków, trzymających się nawet w bezpiecznej odległości od cmentarza. Zaraz jednak, tuż przed nimi, ujrzałem kolorowe, urocze domki, prawie już gotowe, by przeskoczyć ogrodzenie. Sami, nawet nie specjalnie zachęcani, zbliżamy się swoim tempem, a w końcu przekraczamy granicę; mamy się lepiej lub gorzej, posiadamy więcej bądź mniej rozumu, ale nasze podstawowe przeznaczenie jest dla nas zupełnie jasne. Nieraz budzę się w nocy, przerażony perspektywą zupełnego końca albo jeszcze gorzej – wiecznego żywota, by uspokoić się potem czymś zupełnie przyziemnym. Mogę wziąć do ręki telefon lub cokolwiek, co z jakichś powodów wytworzył człowiek; i to mi wystarcza. Mimo wszystko zbudowaliśmy sobie tutaj całkiem niezłą iluzję. Póki tylko nie zacznie mocniej padać deszcz…

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka