Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W tym roku nie odbyły się festiwale piosenki w Opolu i Sopocie. Na brak rozrywki nie można jednak narzekać dzięki mediom społecznościowym, które serwują nam nieprzerwany festiwal tandety oraz głupoty. W programie m.in. największe zasięgi i największe zarobki osiągane przez ludzi, którzy nie mają żadnych wyjątkowych umiejętności. Od czasu do czasu wydają z siebie pojedyncze dźwięki, nie potrafiąc sklecić poprawnie żadnego zdania w rodzimym języku, ale za to lokowanie produktu mają w małym palcu.

Tradycyjne media, nie tylko te narodowe, równie mocno promują przeciętność. Zaniżają skutecznie loty, hacząc przy tym nierzadko podwoziem o dno. Może się starzeję, ale z sentymentem wspominam czasy, gdy bohaterami okładek magazynów byli ludzie utalentowani, wybitni, doświadczeni, mający coś do powiedzenia. Dziś wywiady przeprowadza się głównie z patostreamerami, patocelebrytami, osobami występującymi w show o siedzeniu na kanapie albo marzącymi o tytule prawdziwej lady (czyt. lejdi) czy dżentelmena. Tytuły artykułów publikowanych w Internecie jeszcze kilka lat temu miały jakikolwiek sens i bezpośrednio nawiązywały do treści. Dziś są pustymi wydmuszkami, których jedynym zadaniem jest wzbudzenie namiętnej „klikalności” w narodzie.

Pomimo zaledwie trzydziestu kilku lat na karku, pamiętam jeszcze świat urządzony według nieco innych zasad i trochę za nim tęsknię. Zdaję sobie sprawę, że czasy się niezwykle szybko zmieniają. Akceptuję to, ale nie przekonują mnie rozwiązania typu instant. Chyba jestem ostatnim pokoleniem starej szkoły – rozumianej zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. Pamiętam z czasów podstawówki gwardię nauczycieli-seniorów, którzy znali odpowiedź na niemalże każde pytanie. Pamiętam, że znaczną część ramówki stacji telewizyjnych stanowiły wartościowe programy, a artykuły w czasopismach zajmowały więcej niż jedną kolumnę. Dorastałem w przekonaniu, że aby coś osiągnąć trzeba w to włożyć choć odrobinę wysiłku, zdobyć wiedzę i kompetencje. Dziś jest zgoła inaczej. Oczywiście nie jest to powód do użalania się nad stanem społeczeństwa w Polsce, w Europie, czy na świecie. Na szczęście mądrzy, inteligentni, mający coś do powiedzenia erudyci jeszcze nie wymarli. Wierzę, że tylko chwilowo spychani są na margines. Popyt jest dziś na onomatopeje. Oratorom pozostaje czekać na lepsze czasy!

 

 
Reklama
 
Reklama

Reklama