Pod prąd jest ciekawiej – Klaudiusz Iciek; rozmowa

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Stylista fryzur, czy ekscentryczny projektant mody? A może ukryty talent w postaci dekoratora wnętrz? Klaudiusz Iciek nie daje się zaszufladkować i udowadnia, że bycie kreatywnym nie ogranicza się tylko do jednej dziedziny. Spotkaliśmy się w jego nowym salonie w Krakowie przy ulicy Floriańskiej 18, którego wnętrze bardzo wiele mówi o wyobraźni i estetyce właściciela. W dzień salon fryzjerski i showroom jego marki Claudius Scissor, w nocy przestrzeń, w której spotyka się towarzyska śmietanka Krakowa.

Od zawsze idziesz pod prąd?

Chyba tak. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie chodzenie pod prąd może nie było wskazane, ale zawsze mnie ciekawiło. W szkole średniej siedziałem w pierwszej ławce z zielonymi włosami i mnóstwem kolczyków przy twarzy, w ubraniach zaprojektowanych przeze mnie, a odszytych przez moją mamę. Musiałem wyglądać groźnie, bo jedna z nauczycielek mówiła, że odczuwa dyskomfort psychiczny z powodu mojego wyglądu.

Teraz ludzie też odczuwają taki dyskomfort?

Zdarza się, że ludzie nie wiedzą, jak reagować na pewne rzeczy, które tworzę. Myślę, że to oznacza. Że idę w dobrą stronę. Od zawsze lubiłem rzeczy ciekawe, inne. W moich kolekcjach dla Claudius Scissor nie inspiruję się trendami, nie oglądam pokazów mody. Robię to, co czuję i jedni kupują to w całości, inni zawsze będą kręcić nosem. Tak samo w salonie (fryzjerskim przyp.red.) — kiedy robię bardziej wyrafinowane cięcie albo drastyczną metamorfozę, ludzie nie wiedzą jak reagować, więc zaczynają pisać niewybredne komentarze: że za krótko, za bardzo nowocześnie, za męsko, za kobieco, za różowo. Zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy myślą stereotypowo. Oni rzeczywiście mogą odczuwać dyskomfort.

To dla kogo tworzysz to wszystko? Dla kogo stworzyłeś nowy salon fryzjerski, który jest kulturalną przestrzenią, miejscem spotkań i dla kogo szyjesz projekty, którym daleko od tych wiszących w galeriach handlowych?


Reklama

Od zawsze strzygę osoby, które lubią eksperymentować. Szkoda mi już czasu na klasyczne podcięcie końcówek, nie daje mi to radości i satysfakcji. Czas mi się mocno kurczy, dlatego wypełniam go robieniem tego, co od zawsze było moją pasją. Dlatego też zacząłem projektować miedzy innymi marynarki. Pięć lat temu nikt nie słyszał o tak odważnych wzorach na klasycznych ubraniach. Trudno było zdobyć ciekawe materiały, ale szukałem ich wszędzie, bo przecież nie chodzi o to, aby odpuszczać w połowie projektu. Najpierw przychodzili do mnie znajomi, biznesmeni, czy artyści, którzy byli moimi klientami w salonie fryzjerskim. I tak od rozmowy do przymierzenia prototypu machina się rozkręciła. Dzisiaj w moim showroomie pojawiają się coraz ciekawsi klienci, również z zagranicy. Robię też indywidualne zamówienia na specjalne okazje. Przychodzą do mnie ludzie, których nie zadowala to, co wisi na wieszakach w popularnym sklepie. Potem często od klientów stają się moimi dobrymi znajomymi. I to liczy się dla mnie najbardziej — relacja z ludźmi.  

Ciężko jest pogodzić ze sobą wszystkie Twoje profesje i pasje?

Ciężko, bo doba jest trochę za krotka (śmiech). Rzeczywiście mój dzień jest dosyć napięty: klienci w salonie fryzjerskim, szkolenia które prowadzę w weekendy, zajmowanie się projektami i marketingiem Claudius Scissor, w międzyczasie ktoś zadzwoni zapytać o możliwość zorganizowania wystawy, czy pokazu mody w nowym salonie, a oprócz tego sporo czasu poświęcam na treningi i po prostu na złapanie równowagi. W tym ratujemnie moja dziewczyna. Staram się otaczać ludźmi pogodnymi, którzy widzą rozwiązania, a nie wszędzie tylko problemy. Udało mi się znaleźć takie osoby, z którymi szybko łapię kontakt, mamy podobną estetykę i chcemy robić nieszablonowe rzeczy. Mówię zarówno o fryzjerach, jak i fotografach, czy modelkach, z którymi współpracuję. To jest coś, co pomaga mi wierzyć, że przecież z taką ekipą, na pewno dam radę.

Nie ciągnie Cię z tym wszystkim do stolicy? Albo za granicę? Od lat stacjonujesz w Krakowie, który też ma swoje możliwości, niestety mocno ograniczone w dziedzinie mody.

Oczywiście, że ciągnie. Niestety są pewne problemy logistyczne, w każdym aspekcie, w którym działam. Ale podjąłem już kilka kroków, aby wejść z moją marką „na salony”. Potrzebuję jednak trochę więcej czasu, aby wszystko przygotować tak, jak być powinno.

Czyli bardziej czujesz się teraz projektantem niż stylistą fryzur? Claudius Scissor to obecnie Twój priorytet?

Jestem i stylistą fryzur, i projektantem. Lubię też dekorować wnętrza, co widać po salonie na Floriańskiej, bo to też sprawia mi przyjemność. Staram się nie kategoryzować samego siebie, robię to, co po prostu aktualnie mam ochotę robić. Daję sobie czas, aby wszystko szło po kolei, z prądem. Czuję, że moda i relacja z klientami to jest to, co mnie kręci najbardziej. Wiem, że przyjdzie czas na Warszawę, może zagranicę i wielkie pokazy, czuję, że to, co tworzę ma potencjał. Ale z drugiej strony nie mam niezdrowego ciśnienia, o którym mówi się w branży. Na szczęście mam ten komfort, że nie jestem uzależniony od sprzedaży moich projektów. Nie muszę się spalać, projektując coś z czego nie jestem zadowolony. Zapewne dlatego mogę pozwolić sobie na pewną nonszalancję i ryzyko przy niektórych mocno nieszablonowych projektach.

Ta nonszalancja zwraca uwagę. Zdarza się, że ktoś patrzy ze zdziwieniem na to, jak się ubrałeś?

Oczywiście, że tak. Ale tez zdarza się, że ludzie zaczepiają mnie na ulicy i pytają skąd mam płaszcz, marynarkę, skąd spodnie i koszulę. Zazwyczaj dzieje się to kiedy jestem za granicą, co jest dla mnie dobrym znakiem na wejście w tamten rynek. W Polsce nadal do kwestii ubrania, fryzury i własnego stylu w ogóle, podchodzi się z bardzo dużą rezerwą.

To jest tak, że wszystko co robisz, jest odbiciem wyłącznie Twojej wizji, czy może masz osoby odpowiedzialne za materiały, za promocję, za sesje fotograficzne, pokazy i stylizacje?  

Odpowiem nieskromnie, ale zgodnie z prawdą: wszystko jest moją wizją. Słucham podpowiedzi poszczególnych osób, ale ostatecznie ja podejmuję nawet najmniejsze decyzje. I w formie fryzury, i w podszewce do marynarki i w kinkietach, które wiszą w męskiej strefie w salonie fryzjerskim.

 

To rzadkość w dzisiejszych czasach. Nawet mniejsze polskie marki zatrudniają osoby, które w jakiś sposób je wspierają, marketingowo, czy w kwestii stylizacji.

Tak, jestem świadomy, że tak to działa i czasem jestem trochę zły na samego siebie, że nie daję sobie pomóc. Może i bym dał, ale nie znalazłem odpowiedniej osoby, która pociągnęłaby to wszystko w taki sposób, w jaki ja to widzę. Niestety jestem z tych osób, które zawsze muszą zrealizować daną wizję, czy ideę dokładnie tak, jak sobie wymyśliły. Zostawiam sobie i innym niewielką przestrzeń na elastyczność. Jestem świadomy, że to może być ten czynnik, który spowalnia rozwój niektórych rzeczy, którymi się zajmuję. 

Ale mimo to robisz i projektujesz nowe kolekcje, nowe elementy. Widać, że marka ma coraz większy potencjał. Wspomniałeś, że myślisz także o stworzeniu pierwszych rzeczy dla kobiet. Masz już jakieś konkretne propozycje?

Teraz ruszamy z kolekcją płaszczy, na razie męskich. Zaczynałem od marynarek, a dzisiaj w showroomie możesz zobaczyć spodnie, koszule, płaszcze i podkoszulki, które też niedawno włączyłem do sprzedaży. Na wiosnę w Krakowie odbywa się kolejna edycja Fashion Square. Niewykluczone, że zaprezentuję na niej kilka damskich propozycji w stylu Claudius Scissor.

Czyli w jakim?

Klasyka mocno przełamana ciekawym wzorem, fasonem lub konstrukcją.

Przeczytaj również

Witaminki

Ostatnio pomyślałem czy by nie opatentować witaminowych suplementów dla nas

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama


Reklama
Advertisement