„Przyjemność wpuszczenia w maliny”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ostrzegamy: przy „Sekretnym życiu pisarzy” Guillame Musso popołudnie nawet Wam nie mignie.

Wyznaję: dotąd nie miałam okazji czytać żadnej powieści Guillame Musso. I całe szczęście, że mój debiut to spotkanie z autotematyczną książką autora bestsellerów.

Nathan Fawles to autor światowych bestsellerów, którego gwiazda świeciła najjaśniej trzema powieściami, kiedy miał 35 lat. Raptownie, z dnia na dzień wycofał się z życia publicznego i pisania, deklarując ku rozpaczy czytelników, że nic już nigdy nie napisze. Zaszywa się jak pustelnik na francuskiej wyspie na Morzu Śródziemnym i uzbrojony w strzelbę odcina do siebie dostęp światu.
Pewnego dnia obecna na wyspie Mathilde Monney, szwajcarska dziennikarka, uprowadza labradora Fawlesa, by zyskać pretekst do zajrzenia do domu, a tym samym – przeszłości pisarza. Tego samego dnia na nudnawej wyspie zostaje znalezione ciało martwej kobiety. Na Beaumont zaczął właśnie pracę w dogorywającej lokalnej księgarni Raphael Bataille. Jest autorem powieści, którą z pogardą odrzuciło większość wydawców. Los sprawi, że na Beaumont stanie się nie tylko świadkiem kołowrotka wydarzeń, ale też uczestnikiem, częściowym sprawcą, śledczym i sekretarzem. Misterna układanka z rysem kryminalnym w tle to tak naprawdę powieść o sztuce i ciężarze tworzenia powieści. I cenie, jaką płaci się za życie wciąż na pograniczach światów.

Dobrze bawiłam się podczas lektury – nawet nie dzięki samej mistrzowskiej intrydze, która mechanizmy zapożycza od największych, jak King, Irving, a nawet Neruda. (Tu ważne spostrzeżenie: pisanie bierze się z czytania, a nie z samozachwytu możliwością bicia w klawisze – Musso czyta dużo i świadomie). Najbardziej zaintrygowało mnie to, czego Musso nie napisał: jak bardzo to intymna opowieść o nim samym: autorze na świeczniku, nękanym przez czytelników, pod wiecznym ostrzałem mediów i na celowniku krytyki. Co w nim się kłębi, wypiętrza, czego zdzierżyć nie może i co wciąż i wciąż zabija w sobie i na papierze.

Musso bawi się naszą głową jak piłeczką pingpongową, turla, głaszcze, po czym wali paletką z całej siły. Co za rollercoaster, co za misterna szarada. Trup się ściele, a jakże, mapa świata się kurczy, historia pomrukuje, warczy lewy biznes, toczą się wojny pamięci. A postaci szkicowane kilkoma mocnymi kreskami osadzone są w ciekawych okolicznościach geograficznych, na wyspie z charakterem, opisanej bez blazy. Będzie z tego serial albo film. Nie widzę inaczej.

Dla miłośników literatury wysokiej frazy typu „Spijałem słowa z jego warg” czy widoczne przejścia montażowe w narracji będą uwierały – ale Musso przecież nie po Nobla idzie (na szczęście), a z zamiarem bezczelnej grabieży czytelniczej uwagi, zawłaszczenia całkowitego, wchłonięcia w świat przedstawiony. Jak to mawia młodzież: „cyk-pyk-myk” i popołudnie skradł. Z hotelu na wakacjach was nie wyciągnie. Rzetelnie ostrzegłam.

 

Guillame Musso, „Sekretne życie pisarzy”, tłum. Joanna Prądzyńska, Wydawnictwo Albatros 2020.

Reklama

Organiczność

Powtarzaj za mną: Działam organicznie, działam organicznie  Zamiast:  Muszę bez