Super kraj, ty kur*o!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Taki baner chciałbym zobaczyć w hali przylotów nowego super portu kosmicznych wahadłowców, najlepiej o napędzie węglowym, który możliwe, że wkrótce powstanie w okolicach Radomia. Albo gdziekolwiek indziej, gdzie mieszkają działacze i zwolennicy ***, którzy z chęcią odsprzedadzą Państwu swoje działki po wcale niezawyżonych cenach.

Ale napędzane węglem kosmiczne wahadłowce to pieśń, pewnie niedalekiej, ale jednak przyszłości. Myślę, że teraz trzeba zadać sobie pytanie, w którym miejscu drogi do takich sukcesów jesteśmy i co ewentualnie staje nam na drodze?

Jeśli chodzi o miejsce, to chyba jesteśmy w bardzo dobrym, bo ponad wszystkimi możliwymi do wymyślenia podziałami sejm przyznał w zeszłym tygodniu spore podwyżki. Głównie sobie.

Pensję miała też otrzymywać pierwsza dama, co doprowadziło mnie do prawdziwie szewskiej pasji, bo pomyślałem, że to koniec naszego małego polskiego imperium, skoro przyznajemy pensję kotu.

Ale okazało się, że chodzi o małżonkę tej drugiej, bardziej oficjalnej głowy państwa.

Trochę mnie to uspokoiło, jednak po zastanowieniu się, nie jestem pewny, czy kot z Żoliborza nie miał większego wpływu na polską politykę w ostatnich latach, niż małżonka prezydenta i czy nie zasłużył na jakieś wynagrodzenie albo dodatkowe drapanie po brzuszku.

 
Reklama

Tak czy inaczej, radość wszystkich z podwyżek trwała mniej więcej tyle, ile Łukaszenko cieszył się z wygranych wyborów.

I tu muszę powiedzieć brutalnie, że czuję się Łukaszenką mocno rozczarowany.

Po wizycie marszałka Karczewskiego u Aleksandra „Ciepłego”, myślałem, że zdobyliśmy nowego przyjaciela. I może dzięki tej przyjaźni Steven Seagal, przyjaciel naszego nowego przyjaciela, będzie wysadzał u nas jakieś zabytki. A tak zostajemy z niewysokim scjentologiem.

Jednak od jakiegoś tygodnia okazuje się, że chyba jednak nie, że chyba tego ciepła Aleksandr sam musi teraz gdzieś sobie poszukać. I tak znowu zostaliśmy na międzynarodowej arenie politycznej zupełnie i niezasłużenie sami.

Chociaż Białorusinom muszę też uchylić czoła, bo jak zrobili protest, to zrobili protest, a nie jakieś kodowskie popierdółki i w samym Mińsku było od 100 do 500 tys. ludzi.

Zauważę też, że wszystkich Białorusinów jest ok. 9,5 mln, a nas, dumnych, kurwa wojowników jest ponad 38 jebanych milionów! I wydaje mi się, że na drodze do szczęścia, właśnie mijamy się z Białorusinami, niestety podążając w przeciwnych kierunkach.

Jeśli zaś chodzi o kłody, rzucane nam pod nogi, które stają nam coraz gęściej na drodze do polskiego Eldorado, to tak, dobrze mówicie, najbardziej zagraża nam tęcza.

 
Reklama

15 sierpnia br. miało miejsce wydarzenie, które doskonale pokazuje skalę problemu.

Tego dnia, w setną rocznicę Cudu nad Wisłą, do protestujących aktywistów i zwolenników LGBT podszedł jeden, samotny korwinista. Tęcza bruździła mu widocznie we wspomnieniach Bitwy Warszawskiej, czemu zaczął dawać wyraz, rzucając podobno homofobiczne hasła wobec demonstrantów i machając przyniesionym przez siebie jakimś korwinowskim transparentem.

Ani transparent, ani hasła, ani nawet być może ten wyrośnięty kuc nie spodobali się demonstrującym. Transparent mu wyrwano, hasła zakrzyczano a samego kuca troszkę podobno przeciorano do tego stopnia, że salwował się ucieczką i wezwał policję.

Nie wiem, czy w zawiadomieniu zaznaczył, jak bardzo urażone zostały jego uczucia religijne, ale policja pojawiła się dosyć szybko i bez zbędnych ceregieli zawinęli go za zakłócanie pokojowej demonstracji i teraz grozi mu nawet 7 lat więzienia.

Żeby nie dawać Wam złudnej nadziei zaznaczę, że miało to miejsce nie w Polsce, a pod ambasadą RP w Londynie.

W Polsce policja zajęta była wyjaśnianiem tajemnicy owiniętej tęczową flagą nogi pomnika Bolesława Prusa i badaniem składu chemicznego kredy, którą wymalowano Krakowskie Przedmieście.

I tak jak nie wiem, do jakich wniosków doszli w tej pierwszej sprawie, chyba do takich, że ktoś opierdolił pomnik flagą, tak druga zakończyła się absolutnym zwycięstwem policjantów. Stróże nota bene porządku odważnie zamówili beczkowóz i mężnie umyli ulicę, co śmiało chyba można już nazwać jakimś Drugim Cudem Nad Wisłą.

 
Reklama

Dla niezorientowanych, zagubionych lub troszeczkę wolniejszych, podsumowuję i dopowiadam, że jeśli chodzi o miejsce, w którym się znajdujemy, to jesteśmy w dupsku, a jeśli zaś chodzi o kierunek, to po dumnym wstaniu z kolan, pniemy się już tylko coraz wyżej i wyżej.

Smacznego.

Reklama

Najlepiej

Mija właśnie piętnaście lat odkąd zacząłem swoją przygodę z reklamą