Mateusz Borek: Żyć w zgodzie ze sobą

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Ultimate Video Player with preset id 8 does not exist!

Dzień dobry panie Mateuszu.

Dzień dobry, Mateusz jestem.

To jest dla mnie takie spotkanie z legendą z dzieciństwa, pamiętam jeszcze jak grałem w PESa i komentatorem był właśnie Mateusz Borek.

Wiesz co, raz się tylko dałem namówić. Muszę powiedzieć, że mam żal do siebie. Zamarzyłem sobie wtedy, to było w okolicach 2006, żeby się naładować takim głodem przed Mistrzostwami Świata. Powiedziałem sobie – nie będę niczego robił przez 3-4 tygodnie. Zadzwonił wtedy do mnie producent tej gry, zaproponował uczestnictwo i przekonywał mnie, że maksymalnie zajmie mi to dwa popołudnia. Zgodziłem się, ale potem się okazało, że mam tych kwestii do nagrania kilkanaście razy więcej niż Romek i tak naprawdę spędziłem dwa tygodnie w studiu. Z tych 3 – 4 tygodni postu od mikrofonu w zasadzie zrobiło się 10 dni, więc byłem tym faktem trochę niepocieszony. To jest trochę niewdzięczne zajęcie dla komentatora, bo tak naprawdę wszystko na samym końcu zależy od kogoś, kto składa te sekwencje i stara się je w jakiś sposób ułożyć kompatybilnie do obrazu i do miejsca, w którym toczy się gra. Tak naprawdę dostałem skrypt, gdzie miałem kilkanaście tysięcy haseł do przeczytania czy wykrzyczenia, a potem już kompletnie nie mam wpływu czy ktoś podniesiony głos zmontuje przed własną bramką czy pod bramką rywala. Jak zmontuje dobrze to mówią: jest w miarę ok, jak zmontuje źle to mówią: Borek idiota, piłka pod jego polem karnym, a on już krzyczy. Jesteśmy trochę zdani na tych, którzy takie gry składają. Wystąpiłem w jednej edycji i podziękowałem.

Może porozmawiamy na temat spraw bieżących. W związku z ostatnimi słowami premiera Morawieckiego, chciałem zapytać, kiedy możemy się spodziewać Mbappé w Jagielloni Białystok?

Przypuszczam, że pan prezydent Truskolaski musiałby Płac Branickich zastawić i jeszcze kilka najładniejszych miejsc Białegostoku, żeby Kylian Mbappé zawitał w Jagielloni Białystok. Przyglądam się temu, co dzieje się w Polsce, mam swoje przemyślenia, staram się nie angażować w politykę. To jest szczęście bycia dziennikarzem sportowym, że można być apolitycznym, można nie reprezentować swoich poglądów i nie być za nie ocenianym. W mediach społecznościowych jest histeria, społeczeństwo jest tak podzielone, że nawet nie próbuję czasem kogoś przekonywać nawet do racjonalnych argumentów. I to nie chodzi o to, czy ktoś patrzy w lewo, w prawo, czy jest bliżej jednej czy drugiej strony. Przede wszystkim, i to nie tyczy się tylko polityki i dyskusji politycznej, my generalnie dzisiaj jako społeczeństwo nie umiemy słuchać. Chcemy mówić, chcemy być słuchani, ale nie umiemy słuchać. Bardzo często, patrząc na wymianę poglądów między stronami, odnoszę wrażenie, że nawet jeśli jestem z innej frakcji, a ktoś z drugiej strony mówi mądrze, wypadałoby nawet posłuchać, nie zgodzić się, w jakiś sposób wejść w polemikę. Tego nie ma, to jest moim zdaniem tak: jedna strona swoje, druga strona swoje i ściana. Nikt nawet nie próbuje rozstrzygać czy sposób formułowania tez, czy to co się mówi z drugiej strony jest prawdziwe, czy to jest tylko jakieś narzędzie do gry politycznej. Nikt nikogo nie słucha i sądzę, że to też jest dzisiaj normalna część życia codziennego między ludźmi. Opanował nas ten szybki, skomercjalizowany świat. Za dużo spędzamy czasu w social mediach i łatwiej jest nam sięgnąć po telefon, sprawdzić co 10 minut czy coś się dzieje, co się pojawiło na Instagramie, facebooku czy twitterze, a czasem nie potrafimy rozmawiać z człowiekiem, który jest nam bliski, który nas kocha, dla nas poświęca życie. Przykre to jest. Nastąpiło zdaje się w Polsce w pewnym czasie zachłyśnięcie konsumpcją i tym światem trochę innym, światem kolorowym. Jestem z tego pokolenia, gdzie stałem całą noc po kilogram kiełbasy albo po 100 gramów kawy i miało to swój urok. Jak się zajmowało tę kolejkę to zawsze człowiek poznawał wielu ciekawych ludzi, nawiązywały się dialogi, kumplostwo, przyjaźń. Stałeś tak od 18 poprzedniego dnia do 9 czy do 10 rano dnia następnego, więc mimochodem zaczynałeś z kimś rozmawiać i ktoś ci pasował bardziej do dyskusji, ktoś ci pasował mniej. Generalnie, byliśmy społeczeństwem, które umiało rozmawiać. Dzwoniłeś do dziewczyny, dzwoniłeś w poniedziałek na telefon domowy, umawiałeś się na piątek, każdy stał za 5 szósta za rogiem, nie mógł się doczekać.

 
Reklama

I nie mogłeś odmówić za pięć dwunasta, bo nie było sms-ów.

To życie się przeniosło niestety do sieci i myślę, że to jest bardzo potrzebne, jeśli umiemy z tego mądrze korzystać. Na pewno nie można natomiast traktować tego jako skutecznego substytutu normalnej relacji międzyludzkiej.

To prawda, ale mówiłeś o tym, że jesteś dziennikarzem sportowym i starasz się unikać tematów politycznych, niemniej polityka lubi wpływać na sport. Lubi, tak jak premier, obiecywać złote góry, że już niedługo Jagiellona i Legia będą walczyć z Realem Madryt, w pewien sposób musisz to jakoś oceniać we własnym zakresie.

Doceniam oczywiście inwestycje państwowe, przede wszystkim infrastrukturę i futbol młodzieżowy, bo, jak sądzę, od tego też są narzędzia państwowe i od tego są pieniądze państwowe. Przede wszystkim, by inwestować w miejsca, gdzie młodzież może uprawiać sport, żeby szkolić trenerów, by tym młodym sportowcom pomagać w rozwoju. Dla mnie to jest proste przełożenie – im więcej młodych ludzi trenuje sport, tym jest szansa na więcej pustych szpitali. Państwo natomiast nie jest od tego, żeby zajmować się sportem zawodowym, żeby się zajmować sportem komercyjnym, żeby się zajmować klubami piłkarskimi, bo to są przedsiębiorstwa, to są najczęściej spółki, gdzie ktoś robi swój prywatny biznes.

To ciekawa rzecz, sam się nad tym zastanawiałem osobiście. Bardzo to pokazała pandemia, która najwidoczniej już minęła, nie wiem do końca jaki jest jej status, ale zauważyłem, że podczas wizyt u lekarza nie mówi się o tym jaka jest twoja dieta, czy biegasz, czy spacerujesz, czy chodzisz na siłownię, tylko podstawowe pytanie to: boli? To na to taka tabletka, a na to ta druga.

Przemysł farmaceutyczny jest jednym z najmocniejszych na świecie i wiadomo, że tam są gigantyczne pieniądze. Pewnie wielu lekarzy też w tym uczestniczy czynnie, w budowie tego biznesu. I teraz, żebyśmy się znowu dobrze rozumieli, to nie chodzi o to, że farmaceutyka jest be, to jest potrzebne, to jest ważne, ludzie spędzają lata i poświęcają swoje życie i swój czas, żeby stworzyć coś, co wyleczy innych ludzi. Natomiast, nawet jeśli mówimy o COVID-zie, o pandemii to sam wiesz, jaka jest reakcja ludzi wysportowanych, zdrowych, świadomych własnego organizmu, a jak to wygląda w przypadku ludzi, którzy są zaniedbani, nie dbają na co dzień o tężyznę fizyczną, nie poświęcają czasu na sport. Przechodzą to kilka raz ciężej, włączając w to nawet ten najczarniejszy scenariusz.

 
Reklama

Tak, główną grupą ryzyka są osoby otyłe.

Rozmawiałem z wieloma piłkarzami, którzy się zarazili i to najczęściej było kilka dni stanu podgorączkowego, ewentualnie bólu głowy, gorszego samopoczucia, ale rozmawiałem też z takimi, u których zdiagnozowano i stwierdzono koronawirusa, natomiast kompletnie nie było żadnych objawów. Czuli się normalnie, mogli wyjść z domu, pójść na trening i wykonać normalną jednostkę treningową. W mojej opinii, nasze społeczeństwo jest coraz bardziej świadome tego czym jest sport, wysiłek, czym jest spędzanie czasu na bieganiu, jeżdżeniu na rowerze, pływaniu. Oczywiście, to wciąż za mało, jest to też związane z jakością żywności. Pamiętam czasy, a jestem z początku lat 70., miałem 5 czy 6 lat i w każdą niedzielę z siostrą nie mogliśmy się doczekać na rosół. Mama wkładała kurę czy koguta i gotowało się 1,5 h.

Dzisiaj 2 kostki, pół godzinki, zrobione.

Jeśli nie mówimy, że coś jest żywnością organiczną to 20 minut i to mięso jest rozgotowane. To jest, w mojej ocenie, też jeden z głównych czynników dlaczego mamy takie problemy cywilizacyjne.

To prawda. Czy myślisz więc, że coś takiego jak rewolucja Lewandowskich, czyli zdrowe odżywianie, a przez to doprowadzanie do lepszych wyników, promowanie tego zdrowego trybu życia wpłynie na młodych ludzi ze względu na to, jaki oni mają status w społeczeństwie?

 
Reklama

Myślę, że wiele krzywdy młodym, nieuświadomionym ludziom przynoszą bardzo często okładki kolorowych pism, gdzie ten świat jest idealny, gdzie jest photoshop, gdzie aktorki i modelki są wymalowane. One gdzieś mimochodem stają się drogowskazem dla dziewcząt w całej Polsce. To nie tyczy się tylko naszego kraju. Każda dziewczyna chce tak wyglądać, chce mieć takie włosy, zęby, chce się tak ubrać, chce mieć taką torebkę. Bardzo często, jeśli te osoby nie są świadome, że ten świat jest wykreowany, zaczynają popełniać błędy, skręcają gdzieś niepotrzebnie, bo za coś te dobra trzeba kupić i skądś te pieniądze trzeba wziąć. Wychowałem się w świecie trochę innym, przyszedłem do tego współczesnego, ale z mądrością zaczerpniętą z tamtego okresu. Dzisiaj naprawdę dzieci trzeba wychowywać mądrze, dużo z nimi rozmawiać, co też nie jest łatwe, bo dzieci są inne, zamknięte, też uciekają w świat gier, świat social mediów, telefonów i telewizora. Czeka dziś na młodego człowieka dużo zagrożeń, z każdej strony. Wracając natomiast do Ani i Roberta, ale nie tylko, bo wielu ludzi rozpoznawalnych stara się promować kult sportu to, tak jak powiedziałem, są zagrożenia wynikające z tych sztucznych, wylaszczonych, wygłaskanych, kolorowych okładek. Na tym też polega odpowiedzialność bycia osobą publiczną, że masz być drogowskazem, masz być przykładem jak żyć, jak się odżywiać, co robić, żeby fajnie funkcjonować, żeby dobrze wyglądać. W przypadku Ani i Roberta, których znam osobiście, uważam, że czynią dużo dobra. Oczywiście, gdzieś na samym końcu u Anki jest to część większego biznesu, ale sądzę, że oni są na tyle zamożni, by nie patrzeć na to z punktu widzenia zarobku. Robią to oboje, ale koncentrują się na codziennym treningu. Anka dzisiaj nie musi tego robić, urodziła drugie dziecko i mogłaby siedzieć sobie, odpoczywać, ale jest fighterką. Fajnie, że walczy, promuje zdrowy styl życia, zawsze jest dla kogoś motywacją. Pamiętajmy, że też pewna grupa dziewczyn w tym okresie urodziła dziecko i być może same by się nie podniosły z kanapy. Tak sobie myślę, że nawet niech jedna osoba się podniesie, która jest wśród kilkunastu tysięcy obserwujących, to już jest sukces, to jest fajne. Jestem za tym, żeby jednak zaczynać od rzeczy małych, nie być zbyt zachłannym na efekt, na wynik, tylko powolutku, krok po kroku.

Przechodząc już do kwestii bardziej związanych z Twoją działalnością, chciałbym zapytać o Kanał Sportowy. To jest rewolucja swego rodzaju i wydaje mi się, że dużo mówi o rynku medialnym w ogóle w Polsce. Biorąc pod uwagę popularność kanału, sądzę, że ludzie są trochę zawiedzeni takim establishmentem medialnym, czyli tymi wszystkimi stacjami, w których tzw. gadające głowy mówią może sensownie, może mniej sensownie, ale właśnie takie charyzmatyczne osoby, które są bliżej widza, jest ten kontakt poprzez czat, to treści, które są dużo bardziej atrakcyjne współcześnie niż byłoby 10 czy 15 lat temu. Widzisz taki przeskok?

Przede wszystkim, ode mnie nie usłyszysz ani jednego słowa o telewizji, bo spędziłem w telewizji 20 kilka lat i prawdopodobnie definitywnie z telewizją się nie pożegnam. Zresztą, nigdy nie chciałem się z telewizją żegnać, zawsze uważałem, że telewizja i internet to mogą być narzędzia czy produkty komplementarne w przestrzeni medialnej. Dzisiaj dla telewizji zarezerwowane są na pewno wielkie turnieje, wielkie mecze, wielkie walki, gale, wydarzenia. Jeśli mówimy o internecie to przede wszystkim, z racji dostępności, jest to świetne miejsce do wszelakiej publicystyki. Z jednego prostego powodu – ludzie mają coraz mniej czasu i kiedyś rytm młodego kibica wyznaczały 3-4 programy sportowe, gdzie każdy wiedział, że tego i tego dnia, na tym i tym kanale jest taki magazyn i ja to muszę obejrzeć. Dzisiaj już nikt nie chce układać soboty wieczór pod magazyn w jednej stacji, czy niedzieli przed południem w drugiej. Jesteś zaabsorbowany pracą przez 6 dni w tygodniu, masz 7. dzień dla kogoś bliskiego, rodziny, przyjaciół, zadzwonią do ciebie rano i powiedzą: Słuchajcie, to rowery albo jedziemy na piknik? I co im powiesz? Nie mogę, bo się kończy magazyn ligowy? Internet daje tę możliwość, że nawet jak coś przeoczyłeś w sobotę czy niedzielę to włączysz sobie to w poniedziałek, gdy stoisz w korku, jadąc do pracy i masz 45 minut. Jest to bardziej słuchanie niż oglądanie, bo włączysz, rzucisz dwa razy okiem i słuchasz tej dyskusji w formie podcastu. Jedziesz w trasę, słuchasz, stoisz w korku – słuchasz, pójdą dzieci spać wieczorem – możesz spokojnie usiąść, założyć słuchawki. Przypuszczam, że to będzie szło w tę stronę, czyli wielkie rzeczy dla telewizji, wszystko co jest dookoła, zrozumienie, opakowanie, publicystka – raczej jednak internet. Plus to o czym mówisz, taka świadomość odbiorcy, że są trochę bliżej ciebie, bo mogą zadzwonić, mogą napisać, bo się do tego odniesiesz. Oczywiście, to też jest sfera trudna, czasem brudna, przede wszystkim nie ma większej identyfikacji kto pisze z drugiej strony. Natomiast, nam się pewnie nie chce śledzić kogoś, kto pisze rzeczy smutne, przykre, nieprawdziwe, chamskie. Zawsze uważałem, że jeśli wykonuje się taki zawód jak sportowiec, aktor, dziennikarz to jesteśmy jednak poddani krytyce. Nie wszyscy cię będą kochać, nie wszyscy cię będą lubić, nie każdy musi w podobny sposób myśleć, natomiast niech to wszystko zmierza ku krytyce konstruktywnej, a nie po prostu chamskiemu obrażaniu. Jak to zaczyna się i kończy na chamskim obrażaniu, to ja mówię głośno nie.


Reklama

To jest taka bezkarność, każdy może założyć anonimowy nick.

Trochę żałuję, że się ta sytuacja tak zakończyła, bo zawsze kochałem telewizję, zawsze byłem człowiekiem telewizji, spędziłem tam fantastyczny czas. 20 lat w jednym miejscu, to też jest rzadkość. Polsat był moim domem, tam dostałem większą szansę, tam dojrzałem jako dziennikarz. Otrzymałem możliwości, narzędzie do ręki, tę wędkę, ale ryby już łapałem sam, skutecznie przez te wszystkie lata. Stało się jak się stało, czasem tam w życiu jest, że brakuje jednej lub drugiej stronie cierpliwości, że ktoś powie dwa słowa za dużo. Z perspektywy czasu, mogę mówić za siebie, bo nie wiem czy stanowisko stacji byłoby takie samo, ale może bym się zachował inaczej. Człowiek staje się coraz dojrzalszy i bardziej zdystansowany z każdym miesiącem, każdym rokiem.

 
Reklama

W ogóle byłem strasznie zdziwiony, bo pamiętam jak opowiadałeś na Kanale Sportowym o tym, że są wszystkie zgody, wszyscy są szczęśliwi, że możemy sobie robić ten kanał i nie ma z tym problemów.

Nie chcę już do tego wracać, chcę już to zostawić, chcę to zamknąć. To chyba jest tak jak ze związkiem z kobietą. Nawet jak się coś na samym końcu wywróci i jest trochę przykrych spraw i niepotrzebnych, mija trochę czasu i pamiętasz tylko dobre chwile. Zawsze gdzieś w sercu będę miał właścicieli stacji, zawsze stacja będzie w jakiś sposób moim domem. To jest 160 meczów reprezentacji, wielkie turnieje, ok. 3000 meczów skomentowanych, jakieś 2000 programów publicystycznych, setki gal. Tak jak się pożegnałem wczoraj z KSW, po 16 latach, po 50 galach, to są relacje międzyludzkie, to są przegadane noce, to są przyjaźnie. Przynajmniej w mojej filozofii życia, staram się być kolekcjonerem momentów, chwil, emocji, bo jak na samym końcu przymkniesz te powieki przed śmiercią to nie będziesz się zastanawiał ile masz w banku, bo trumny nie mają kieszeni. Stajesz się kolekcjonerem chwil i jak już ta łezka wypłynie na samym końcu to pomyślisz: Kurde, szkoda, że się kończy, bo miałem fajne, atrakcyjne życie, przeżyłem coś niesamowitego, zwiedziłem świat, doświadczyłem niesamowitych emocji, robiłem coś, co kocham i jeszcze ktoś mi za to płacił. Fajnie było, ale jeśli się tego nie dało pogodzić to cóż, jestem z Podkarpacia, jestem człowiekiem honorowym, podałem rękę moim współpartnerom, współwłaścicielom Kanału Sportowego. Kiedy dostaliśmy zgodę to zdecydowaliśmy się zawiązać spółkę, wydaliśmy jakieś pieniądze, żeby ten biznes wystartował i co miałem zrobić w ostatniej chwili? Wycofać się z tego? Jak już powiedziałem A to powiedziałem B, ze wszystkimi konsekwencjami, ze świadomością, że zamiast usiąść 4 września na stanowisku komentatorskim, przy kolejnym meczu Reprezentacji Polski, być może usiądę u Zbigniewa Bońka na trybunie lub obejrzę mecz w telewizji. Dzisiaj tego nie wiem, ale to był mój wybór uczuciowy. Pomyślałem sobie, że jakbym w ostatniej chwili stchórzył, zrezygnował to pewnie nawet dużo mógłbym ugrać i w kwestii finansowej, i w kwestii kompetencji. Natomiast, byłby to kolejny raz, gdzie za 15 – 20 lat, być może byśmy sobie usiedli i bym tobie powiedział czego najbardziej w życiu żałuję i może to byłoby właśnie to, że nie spróbowałem, że po raz kolejny, w ostatniej chwili się wycofałem. Z całą świadomością, że robimy coś fajnego i większego na lata, ale też z całą niepewnością, strachem, że nie wiem co z tego wyniknie. Nie wiem czy na dłuższą metę będzie to funkcjonować i być może bezpowrotnie straciłem szansę na takie życie, jakie prowadziłem przez 20 lat. Podjąłem jednak taką, a nie inną decyzję.

Ja się bardzo cieszę, bo lubię Kanał Sportowy. Ciekawe, że wspomniałeś o tej filozofii życia, bo akurat w ramach takiego naszego wygięcia lifestylowego chciałem się zapytać, jaka jest filozofia życia Mateusza Borka?

Kocham ludzi, kocham się śmiać, żyję zgodnie z własnym sumieniem, robię to, co lubię, co mnie pasjonuje. Nie zmuszam się do niczego, czego nie czuję. Tak krótko jesteśmy na tym odcinku życia. W gruncie rzeczy wierzę, że to nie jest koniec i być może tutaj nie był początek. Jeden wierzy w Boga, Jezusa, inny w Allaha, kto inny jeszcze w reinkarnację. Gdyby natomiast miało być tak, że nic nie ma przed nami i nic nie ma po nas, oznaczałoby to, że bylibyśmy najbardziej skrzywdzonym stworzeniem, bo myślimy, bo czujemy. Jesteś tutaj tylko przez chwilę i tak się ma to skończyć? Byłoby to smutne i przykre. Staram się ten ziemski byt przeżyć z uśmiechem na ustach, z szacunkiem dla bliźniego, z szacunkiem dla mojej rodziny, bardzo sobie cenię wieloletnie przyjaźnie i kompletnie mi nie przeszkadza, że każdy z nas zawodowo doszedł w inne miejsce, bo życie się różnie układa. Czasami jest jedna iskra, coś się zapali, a coś nie, jak z talentami w sporcie. Bardzo cenię sobie długoletnie przyjaźnie, bo wiem że to są ludzie, na których mogłem liczyć zawsze, to po pierwsze. Po drugie, oni się ze mną nie kumplują, nie przyjaźnią, bo jestem tu, bo ktoś mnie zna, bo coś zrobiłem.

Nie mają interesu w tym.

Żadnego. To jest relacja czysta, prawdziwa, trwała. Co mogę jeszcze powiedzieć o mojej filozofii życia? Chcę dziecko dobrze wychować, na dobrego człowieka, nie ma dla mnie znaczenia czy skończy studia, jak daleko zajdzie zawodowo. Tak jak mnie rodzice wychowywali, żebym był dobrym człowiekiem, to jest dla mnie najistotniejsze, a to, że po drodze zrobimy kilka błędów, że się kilka razy potkniemy, przewrócimy, to życie.

 
Reklama

Dokładnie tak. Żyć w zgodzie ze sobą. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Bardzo dziękuję.

 

foto: Maciej Gillert

Reklama