40 tys. zł rocznie za pełnienie funkcji oficjalnego, miejskiego czarodzieja

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Christchurch w Nowej Zelandii od dziesięcioleci ma swojego czarodzieja. Od 1998 r., Rada Miejsca wypłaca mu blisko 40 tys. zł rocznie.

Ian Brackenbury Channel, urodzony w Wielkiej Brytanii, do Nowej Zelandii przyjechał w latach 70, gdzie zasłynął jako Czarodziej (posiadał nawet nowozelandzkie prawo jazdy wydane czarodziejowi). Mężczyzna na placu przy katedrze wygłaszał swoje teorie życiowe, nosząc czarodziejskie szaty. Stał się tak popularny, że zdobył ocenę na portalu TripAdvisor. Christchurch postanowiło uhonorować jego pracę.

Brackenbury ukończył studia z socjologii i psychologii. Na UNSW, uniwersytecie w Sydney, rozpoczął „zabawną rewolucję”, mającą na celu przeniesienie miejsca w „teatr absurdu”. Wykładowca chciał tym samym nieść miłość, logikę i dozę lekkomyślności. Po utracie pracy, rozpoczął z wicekanclerzem nowy plan – plan nowego stanowiska, pierwszego oficjalnego czarodzieja UNSW. Stanowisko Czarodzieja nie oznacza jednak rzucania zaklęć, ma on być prowokatorem, swojego rodzaju Sokratesem dzisiejszych czasów. Tylko trochę zabawniejszym Sokratesem. Uważa, że jego mocą jest niesienie zabawy w obliczu coraz poważniejszego świata.

Jednak życie czarodzieja nie było łatwe. Nie był brany na poważnie, a jego żarty rozumieli nieliczni. Ian Brackenbury Channel, po objęciu nowego niezależnego stanowiska, stracił pracę, przyjaciół i żonę. Postanowił się więc przenieść w 1974 r. do Nowej Zelandii i dopiero tam został doceniony. Jednak nie od razu – początkowo radni odmówili mu nadania oficjalnego miana, aby mógł przemawiać na ulicach zgodnie z prawem. Postanowił więc to prawo obejść, zakładając maski gazowe i mówiąc po francusku.

Ostatecznie dopiął swojego. Mężczyzna stał się Czarodziejem Nowej Zelandii, ma narzeczoną, pomagającą mu w publicznym przedstawieniu i ze względu na swój wiek (87 lat), szuka swojego następny.

Reklama