Wygrać można, przegrać trzeba

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tradycja wyścigów konnych sięga w Sopocie czasów międzywojennych, kiedy była to jedna z najpopularniejszych rozrywek letników spędzających czas w nadmorskim kurorcie. Dziś również gonitwy konne przyciągają rzesze widzów, niektórzy nawet specjalnie planują urlop pod kątem tego wydarzenia.

Gonitwy folblutów, arabów, w sulkach… już same te słowa wywołują dreszcz emocji u tych, którzy połknęli wyścigowego bakcyla. I nie chodzi wcale o wielki hazard, bo wystarczy postawić kilka złotych, by emocjonować się wyścigiem. Chodzi bardziej o to, by mieć komu kibicować, aby oglądając biegnące konie, trzymać kciuki za tego jednego, jedynego, „swojego”. Jak mówi stare wyścigowe porzekadło, wygrać można, ale przegrać trzeba. A najważniejsze, by dobrze się bawić.

W Sopocie oglądamy gonitwy płaskie, czyli takie, w których konie po prostu biegną do mety, zwanej profesjonalnie celownikiem. Zasady są proste, wygrywa ten, który pierwszy przetnie linię celownika. Nad prawidłowym przebiegiem czuwa komisja sędziowska. Od kilku lat w Sopocie możemy też oglądać gonitwy kłusaków francuskich, w których powożący siedzi w sulce. Tutaj na konie czyha jedno utrudnienie, otóż nie mogą one zagalopować, całą trasę wyścigu muszą przebiec kłusem.

Kolejna rzecz to rasy koni wyścigowych. Za najszybsze na świecie uważa się konie pełnej krwi angielskiej, nazywane folblutami. Najsłynniejsze konie wyścigowe w historii, m.in. legendarny Secretariat, słynny champion Phar Lap czy  równie znana klacz Ruffian były właśnie folblutami.

Ale nie jest to jedyna rasa wyścigowa, równie popularne są gonitwy koni  arabskich.

Sopockie wyścigi to od zawsze wydarzenie sezonowe. Obecnie można tu oglądać przede wszystkim konie z warszawskiego toru Służewiec, który – zarządzany od lat przez Totalizator Sportowy – jest największym w Polsce centrum wyścigów konnych. W tym roku sopockie wyścigi zyskały nowego, obok Totalizatora, partnera, Westminster Polska. Firma ta jest częścią grupy Westminster, zarządzanej przez właściciela firmy w stylu Family Office. Podstawą koncepcji biznesowej firmy jest pozyskiwanie nieruchomości pod kątem najmu długoterminowego i przywracanie im świetności. Westminster pozyskuje budynki mieszkalne, apartamenty, ale również działki budowlane. Firma posiada portfel nieruchomości na Helu, w Trójmieście, w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Zakopanem, oraz w wielu mniejszych miejscowościach. Właścicielem firmy jest Marian Ziburske – Niemiec o polskich korzeniach, miłośnik sztuki, filantrop i zagorzały pasjonat wyścigów konnych.  Z jego inicjatywy Westminster Polska wspiera polskie kluby sportowe zarówno  w dużych miastach, jak i mniejszych miejscowościach. Firma wspiera mistrza Polski Legię Warszawa, klub żużlowy Falubaz Zielona Góra, a także Tor Wyścigów Konnych Służewiec, na którym co roku odbywa się gonitwa charytatywna pod jej patronatem. Jest też patronem głównej gonitwy podczas prestiżowej Gali Derby.

A zatem można powiedzieć, że sopockie wyścigi konne ponownie przeżywają swoją złotą erę, rośnie pula nagród, a co za tym idzie zainteresowanie gonitwami nad morzem ze strony właścicieli i trenerów koni wyścigowych. Kto wie, być może za kilka lat będziemy spotykać się na torze wyścigów konnych w Sopocie przez całe lato.

Reklama