PRZEKAŻMY SOBIE ZNAK POKOJU

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Uderzenie pięścią w twarz nie brzmi, jak na filmach. Jest dużo cichsze i w odróżnieniu od głośnego „plaskacza” jest też trochę głębsze dźwiękowo. I krew też nie tryska epicko po ścianach, raczej kapie po prostu na brodę i chodnik, kiedy dwaj przeciwnicy stoją w zwarciu i mierzą się wzrokiem. W prawdziwym życiu bójka to więcej szarpania, niż walki i kilka prostych uderzeń w twarz, które kończą konflikt tak samo gwałtownie, jak się rozpoczął.

Przez prawdziwe życie mam na myśli dwóch pijanych dresiarzy napierdalających się pod klatką, których mijałem kiedyś w pośpiechu, będąc jeszcze nastolatkiem.

Oczywiście moją pierwszą myślą było rzucenie się na pomoc, krzyczenie ratunku, ewentualnie starcie siłowe z agresywnym przeciwnikiem i wezwanie służb porządku publicznego, ale powstrzymała mnie kolejna myśl, a mianowicie, że to może być jakaś rodzinna sprawa, a kim ja jestem, żeby się w czyjeś rodzinne spory mieszać.

Po krótkim namyśle więc, zdecydowałem, że najlepiej w takiej sytuacji będzie, jak wyrażę po prostu swój niemy sprzeciw.

 
Reklama
 
Reklama

I jak się tak oddalałem przyspieszonym krokiem, oglądając się czasem przez ramię, widziałem, że obaj zaczynali rozumieć mój przekaz miłości i wzajemnego szacunku, jakim starałem się ich obdarować, bo jeden – ten drobniejszy w budowie i młodszy, to aż zemdlał z wrażenia, a drugiego wyraźnie wypełniła taka radość wewnętrzna, że zaczął się śmiać.

Jestem pewny, że jeśli ten krwawiący na chodnik przegryw poczuł się urażony tym całym zajściem, to ten drugi na pewno go przeprosił i już są na pewno najlepszymi kumplami. I wiem, że to ten mój niemy sprzeciw sprawił, że obaj wyciągnęli z tego jakąś mądrą lekcję.

Nie ma za co, Wy moi pijani, agresywni rodacy.

Innym razem, też w okresie liceum, próbowano mnie obrabować. I ocaliło mnie tylko to, że nie miałem przy sobie nic wartościowego. W pewnym momencie nawet sam upatrywałem w tym zajściu pewnej okazji do pozbycia się swojego pogryzionego przez psa telefonu komórkowego i zaoferowałem go złodziejowi Ale go nie przyjął, esteta jebany.

Dzisiaj wiem, że to ja go bardziej zawiodłem, niż on mnie. I jeśli to czyta, a wiem, że potrafi, bo dosyć długo patrzył się na moją legitymację szkolną i nieświadomie poruszał ustami, to chciałem go dzisiaj, z tego miejsca za to wszystko serdecznie przeprosić i mam nadzieję, że i on mi wybaczy. Nie pochwalam oczywiście takiego zachowania, ale je przecież rozumiem i myślę, że na jego miejscu każdy z nas zachowałby się tak samo.

 
Reklama

Z racji tych moich doświadczeń, dziwię się więc, że tyle w ludziach żalu, rozgoryczenia i frustracji, kiedy na przykład, nie wiem, dostaną kopa w twarz na demonstracji przeciwko jakiemuś tam faszyzmowi.

Albo usłyszą, że są z SB, stojąc w kolejne na koncert Jana Pietrzaka. Albo trzymając transparent z pytaniem o ekologię, kiedy ktoś ich zaprosi do oralnego stosunku i podciągnie bluzkę do góry.

Ja rozumiem też, że można się czuć niekomfortowo wychodząc na ulicę, kiedy na twoich drzwiach, albo oknie jest napisane „jebać LGBT”, a ty, tak się złożyło czujesz, że reprezentujesz jedną z tych literek.

Ale jeśli to może ochronić dorosłych, łysych mężczyzn w glanach przed oglądaniem tęczy i genitaliów, to może sprzeciw się, ale tak na niemo i jednak zostań w tym domu? Albo jak już ci się zupełnie nie podoba, to wypierdalaj z Polski?

Czy naprawdę tak ciężko podać rękę tym, którzy wyrażali swego czasu ogromną chęć użycia swoich dłoni do topienia uchodźców, albo hajlowania? Nikt przecież nie mówi, że masz się z tego cieszyć, ale sprzeciwiaj się po cichu, tak do wewnątrz, albo najwyżej tak, jak Jarosław Gowin. Odważnie, ale z pokorą. Z godnością, ale i z otwartą głową i pewną poglądową gibkością.

Ja osobiście przepraszam za wszystkie hasła typu ***** *** i wszystkim wyborcom pana prezydenta przekazuje swój znak pokoju. Jest on po prostu w formie środkowego palca skierowanego ku górze.

I za ten palec też raz jeszcze przepraszam, ale tylko jeśli ktoś poczuł się urażony. I proszę o szansę na poprawę swojego zachowania. Tak, ja wiem, z jakieś pięć lat?

Reklama