Paulina Przybysz: Zen i feminizm

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

„Odwilż” Pauliny Przybysz to historia. Historia kobiecości, niezgody na zastaną rzeczywistość i prawdy. W dekonstrukcyjnej rozmowie, staraliśmy się dojść do sedna materii, ale gdzieś po drodze udało nam się także zahaczyć o kadzidła dla polityków i ostre wejście, na pełnej petardzie, w Zen.

 


Reklama

Cześć Paulino, widzę, że jesteś w domu. Jak to się wydarzyło?

Cały czas jestem poniekąd bezrobotna. Oprócz projektów tzw. personalnych, które sama sobie zadaję, wtedy mam dużo pracy, ale w zasadzie nie mogę jechać i grać, więc czuję się trochę jak na wagarach.

A jakie zadania sobie zadajesz, jeśli można spytać?

Zadania głównie twórcze. Trochę to abstrakcyjne, bo przecież wydałam płytę w lutym, więc powinnam teraz przez rok wszystkiego zaniechać i np. przeżywać rzeczy po to, żeby potem z tych przeżyć wyciągać wnioski, ale dzieje się tak dużo, że w sumie codziennie mam jakieś nowe przemyślenia i codziennie reinterpretuję to, co się dzieje dookoła. Ręka sama chodzi, jest co pisać.

Masz jakąś ideę, która ci wpadła, którą chciałabyś się z nami podzielić? Bo ja też mam kilka, więc możemy jakoś się powymieniać.

Pozlepiać idee. Mam bardzo mocną ideę czegoś, o czym myślałam od lat, na temat ludzi w ciągłej podróży i faktu, że cały czas szukamy jakiegoś miejsca. W ogóle, mam ostatnio problem z marzeniami, zresztą niedługo ukaże się felieton u was, w którym piszę o marzeniach, o tym, że przestały być dociążone faktycznym chceniem. Bardziej zaczynamy chyba skupiać się na tym, co Jan Peszek w szesnastce Marii Peszek nazwał po prostu: Nakurwiam zen. Mam wrażenie, że powoli wchodzimy w ten etap. Pewnie nie wszyscy, bo niektórzy tak naprawdę nie przerwali nawet swoich prac w dobie kwarantanny i nic się, oprócz przejścia na online, nie zmieniło w ich zawodzie, w idei, nad którą pracują. Mam wrażenie, że my – artyści nawet czasami nie umiemy zwerbalizować jaką ideę pchamy, ale robimy intuicyjnie różne kroki w stronę sprzedawania pewnego poglądu i odczucia.

To prawda.

Bardzo dużo dygresji, sorry.

Przechodząc może do kwestii artystycznych, jako że nie jest zima, odwilż już przeszła, to może porozmawiamy o płycie. Taki główny wniosek, który wyciągnąłem podczas słuchania tej nowej płyty, którą wydałaś w lutym (na której byłem odsłuchu zresztą, nie wychylałem się, bo skupiałem się na tych fajnych, kolorowych słuchawkach), to jest coś takiego, jak angielskie anxiety, niepokój, takie poczucie rozedrgania głównie mi towarzyszyło podczas odsłuchu. To lepiej brzmi według mnie w angielskim, bo lękliwość mi się nie wydaje odpowiednim słowem. Czy to nadal jest obecne u ciebie? Czy w ogóle dobrze trafiłem z tym?

Z tym uczuciem? Myślę, że każdy człowiek, który podchodzi do jakiegoś twórcy, podchodzi ze swoim bagażem i turla się w swojej bańce. Ja jestem totalnie otwarta na to, że różni ludzie różnie odczuwają. Zadzwonił do mnie ostatnio np. Staszek Sojka i mówi: Słuchałem tej płyty, to jest takie słuchowisko, do książki bym sobie tego nie puścił. Każdy ma swoje podejście. Ja osobiście, robiąc tę płytę, bardziej czułam, że wyrzucam z siebie, więc teraz ta płyta nie kojarzy mi się z tym anxiety, tylko bardziej ze spokojem po tym, jak to już wypada z ciebie. Wiem jednak, że to, z czego stworzone były te teksty, na pewno było napakowane dużą niezgodą na fakty i próbą sprowadzenia wszystkiego do jednego mianownika, co jest oczywiście niemożliwe. Np. piosenka Zima, o którą często pytają mnie ludzie, dlaczego właśnie napisałam, że może skończy się świat po zimie i nagle pojawiła się ta pandemia. Ja pisałam to w dobie jeszcze poprzedniej zimy, gdzie były hardcorowe raporty ONZ na temat stanu klimatycznego Ziemi. Dochodziły do tego sytuacje na Ukrainie i w ogóle dużo niepokoi ziemskich. Wiadomo, że one się potęgują i tylko nasza głowa może łagodzić to, jak my to odbieramy, ale nigdy na Ziemi do końca spokojnie nie było. Myślę, że historia jawi się hardcorem, więc na pewno to są piosenki reakcyjne. Piosenka Senność jest piosenką przedwyborczą, gdzie jak to wszystko analizowałam to miałam wniosek typu: Serio? Nie wiem, nie umiem głosować, to jest bardzo trudne, a wiem, że muszę, bo nie mogę nie głosować, to jest tym gorsza postawa. Myślę, że trochę niepokoi zostało wylanych, ale mam nadzieję, że to już wszystkie.

Dla mnie jest na tej płycie bardzo ciekawy motyw, czyli gloryfikacja takiego naturalizmu feministycznego, tego, że kobieca sylwetka, idea kobiety jest przedstawiana w mediach w sposób pięknie spotworzony. Kobieta zawsze jest piękna, kobieta zawsze wstaje z łóżka ładna, kobieta ma przezroczyste majtki, o których piszesz. Zastanawiam się, jak rozumiem to też twoje doświadczenie, ale jaki byłby z tego wniosek i co w miejsce tego chciałabyś przedstawić?

W sensie, czym zastąpić ten wyidealizowany wizerunek kobiety? Prawdziwym wizerunkiem kobiety. Obserwuję ten trend, ogólnoświatowo, patrząc na taką Alicię Keys, która od kilku lat nie nosi make-upu. pracując w programach telewizyjnych typu The Voice, propaguje naturalność. Myślę sobie, że świat tam zmierza, czuję się mikro częścią tego ruchu, nie czuję, że to jest odkrywcze mówić o tym. Jedną z bardziej wkurzających mnie w czasie młodości emocją, piszę o tym w piosence Młodość, która, mam wrażenie, popsuła mi i podejrzewam dużej ilości kobiet część życia, dorastania, być może też dorosłości, jest uczucie wstydu i uczucie braku pewności siebie, swojego piękna i swojej mądrości. Wciąż mamy o co walczyć, bo wciąż padają zdania takie jak: robisz coś dobrze jak na kobietę i wciąż zastanawiające jest to, że nie zauważyłam w historii kobiety-prezydenta, to się nie dzieje, a sądzę, że z powodzeniem mogłoby się dziać i nawet wnieść trochę światła, zmiany i świeżości w rzeczywistość. Jak się wsłuchasz w moją płytę to podważam tam dużo na temat tego, dlaczego chociażby Pan mnie stworzył i skąd pewność masz, że to był właśnie Pan?

Większość ludzi czerpie prawdy życiowe z kultury, Ty jednak stawiasz tezę, że kultura kłamie, oszukuje.

Nie, nie, że cała.

Ale znacząca jej część, szczególnie popkultura, której jest tak naprawdę najwięcej. W takim razie gdzie jest ta prawda? Gdzie według Ciebie można ją znaleźć?

Myślę, że na łożu śmierci coś wystękam na jej temat. Prawdę można znaleźć tam, gdzie jest szczerość, każdy z nas ma jakiś inny poziom tej prawdy. Patrząc na relacje ludzkie, my też szukamy, lubimy przebywać z tymi, z którymi mamy tzw. flow i ta prawda między nami najszybciej przepływa w kabelkach. Być może, im jesteśmy starsi, tym bardziej wartościujemy to wewnętrzne, a nie to zewnętrzne. Poszłabym może na miasto, ale w sumie większą ochotę mam zaprosić moich prawdziwych, bliskich przyjaciół do domu i z nimi po prostu gadać, niż faktycznie iść na imprezę i uśmiechać się ładnie do ładnych ludzi, którzy wyszli najładniej umalowani, jak tylko umieli, z domu. Nie wiem gdzie ta prawda jest, ale intuicyjnie czuję, w którą stronę chcę się przemieszczać. Chociażby dobierając słowa do piosenek, mam wrażenie, że też piszę językiem potocznym, trochę streetowym, jest tam poezja, ale jest ona uliczna. To w ogóle jest piękną sprawą w hip-hopie, który, jak obserwujemy, zaczyna mieć o wiele większy elektorat niż muzyka popowa. Ten podmuch słów potocznych dociera do nas mocniej i faktycznie, Quebo wrzuca piosenkę i jest bańka w parę godzin, ponieważ trafia to do ludzi. Ja tam widzę prawdę, w tej bezpośredniej formie komunikacji. Co nie znaczy, że neguję poezję bardziej zawiłą w metafory.


Reklama

Daj spokój, nikt nie czyta poezji. Mówiłaś, że ludzie pytają o różne piosenki. Wszystko na płycie było estetycznie spójne i pojawiła się nagle piosenka Strach i się przestraszyłem, bo to było zupełnie coś innego. W pewnym momencie przechodzimy do takiej bardzo brutalnej rzeczywistości naocznej, którą możemy zobaczyć. Czy to był celowy zabieg?

Tak, ten numer jest trochę niebezpieczny, bo jak weźmiesz go dosłownie, to może wyjść na to, że jestem najcięższym homofobo-rasisto- itd. To jest trochę tak, jakbyś nagle włączył wszystkie media naraz i one tymi nagłówkami spadają ci na łeb. Zasada jest prosta: te psy, które są za kratkami, szczekają najgłośniej, a te które już wybiegają do lasu, powolutku obwąchują się i są zazwyczaj dość przyjazne, więc stąd: na imię mam twój strach.

Ja też wyciągnąłem z tego wniosek, że konserwatyzm to strach, właściwie się z tym wnioskiem zgodziłem w sobie, wewnętrznie.

Tak, czuję, że w ogóle twardość poglądów jest strachem. Chęć chwycenia się czegoś i uparcia się, że tak jest na pewno. To takie, jakby pływające kawałki wraku, jesteś na tym morzu i chwytasz się ich, bo są ostatnie. Według ciebie to pewniki, a być może po prostu należy się rozluźnić w tej wodzie i przejść w jakąś nową rzeczywistość.

To jest takie typowe ścieranie się przez lata, które istniało w historii ludzkości. Są ludzie, którzy mówią: Tak jak było, jest dobrze i nic nie zmieniamy, ale są też ludzie, którzy przychodzą z jakimiś wywrotowymi ideami, np. geje to też ludzie, nie wiem czy słyszałaś o tym? I nagle się okazuje, że można wspólnie funkcjonować. Myślisz może jednak, że ten konserwatyzm jest potrzebny w jakiś sposób? Żeby nas może trzymać w ryzach, żebyśmy nie uciekli zbyt daleko w marzenia?

Nie wiem, jest to za szeroki temat, żebym jednoznacznie mogła się wypowiedzieć, ale czuje, że wszystko trzeba filtrować przez miłość i empatię, zadając sobie takie pytania. Fajnie by było, gdyby politycy co rano odbywali konkretną dawkę skupionej medytacji zanim pójdą do Sejmu, w opozycji do dzwonienia do swoich dealerów. Fajnie by było czuć, że ich decyzje są jakkolwiek przemyślane i zanim napiszą projekt ustawy to chociaż udadzą się na masaż. Mam wrażenie, że tam pół kadzidła nie było zapalone przed wejściem.

Trochę bym się bał, jakbym zobaczył takiego wymasowanego Jarosława, ale może to jakiś sposób.

Miałby może mniej zmarszczone czoło, byłyby mniej drastyczne decyzje.

Może być. Ten aspekt miłości też się przewija na tej płycie, co trochę mnie zaskoczyło. Jak to uzasadniasz?

Uzasadniłabym to chyba swoją codziennością i rzeczywistością, jako twórca i tworzywo odzwierciedlam po prostu swój stan sprzed około dwóch lat, bo tak wygląda proces powstawania albumu. Nawet nie do końca czuję, że muszę to uzasadniać, to po prostu coś, co w moim mózgu tańczyło i musiało z niego wyjść, ale myślę, że to jest bardzo uniwersalna sytuacja. Każdy z nas codziennie zmaga się z relacjami, tematami społecznymi, wysoką filozofią i przyziemnym paproszkiem, więc myślę, że te 40 minut albumu może to spajać. Dawka na dzień, multiwitamina.

Miejmy nadzieję, że uda Ci się w takim razie niedługo z nią pokoncertować. Bardzo dziękuję za rozmowę. Zastanów się może czy w kościele nie zrobić koncertów, bo słyszałem, że tam można.

Może tak być, trasa też po weselach, Telewizja Polska też ma jakieś patenty. Zobaczymy, ja obecnie mam trasę przeniesioną na wrzesień, bardzo bym chciała ją zagrać, jeżeli do 150 osób to też zapraszam te 150 osób. Chętnie zagram w tym samym mieście kilka razy.

Super, w takim razie dziękuję i czekam.

Dzięki.

Reklama