Kamil Nożyński: Bez ściemy

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

W tej rozmowie chcieliśmy wyjść poza temat aktorskiego debiutu rapera z Ursynowa. Rola Kuby w serialu Krzysztofa Skoniecznego „Ślepnąć od świateł” skomentowana została dosłownie przez wszystkich i wszędzie. Gdy umówiliśmy się na wywiad i sesję zdjęciową, produkcja HBO zrealizowana na motywach powieści Jakuba Żulczyka święciła kolejne tryumfy – przyznano jej Wdechy aż w trzech kategoriach. Spektakularny transfer Safula z rapu do aktorstwa okazuje się bardzo opłacalny, a Kamil Nożyński pytany o kłamstwo i udawanie broni prawdy w każdej z dziedzin, której dotknął.

Chciałabym z tobą o rapie porozmawiać, ale wiem, że jesteś w tej chwili utożsamiany z serialem „Ślepnąc od świateł”. To przejście od rapu do serialu jest czymś satysfakcjonującym? A może stresogennym?

Moje życie zostało postawione na głowie, zmieniło się o 180 stopni, potem znów obróciło się o 180 stopni i teraz stoję już mocno na ziemi. Jestem rozpoznawany, gdzie nie pójdę, zawsze ktoś mnie zaczepi – ktoś chce zdjęcie, ktoś inny woła z niedowierzaniem: „Patrz! Widziałeś go?!” Już się trochę do tego przyzwyczaiłem, nawet czuję się z tym dobrze.

W Anywhere.pl nigdy nie spotkalibyśmy się z tobą jako raperem. A można by o rapie, o hip-hopie rozmawiać szeroko – chociażby o tekstach, w których jest wolność słowa i poezja! Jednak w sferze kultury nie wszyscy to doceniają. Przykre?

Nie wiem. Rap ma własną pokaźną przestrzeń. Są raperzy, u których na kontach widnieją sześciocyfrowe sumy, można więc też na rapie zarabiać, jeśli się jest popularnym i tworzy dużo muzyki. Niestety, rap wciąż jest postrzegany jako muzyka dla młodszego pokolenia i to jest trochę krzywdzące, ponieważ powstaje dużo świetnych numerów z poważnymi tekstami. Rap uchodzi zatem za muzykę młodszego pokolenia, ale też jest muzyką buntu, wolności i pewnych wartości.

Poezja, którą dostrzegam czasem w rapie lub hip-hopie, bywa nieco brudna, nie dla pięknoduchów, ale często wcale nie wynika z faktycznego życia wykonawców. Udając coś, wpuszczają publiczność w kanał ściemy?


Reklama

Nie wiem, nie powiedziałbym, że to ściema. Może niektórzy w taki sposób siebie afirmują – chcą mówić o własnych pragnieniach, jakby one już się urzeczywistniły? W końcu, po jakimś czasie i tak udaje im się je spełnić. Rap też wywołuje w niektórych nieufność, bo nazywa rzeczy po imieniu. Raper ma ten luksus, że się nie musi tłumaczyć ze swoich słów, z tego, co „nawinął” – wszystko przecież w ramach sztuki.

Czy po swoich aktorskich doświadczeniach wiesz, gdzie jest więcej kłamstwa – w polskim rapie czy w aktorstwie jako takim?

Dlaczego ma być kłamstwo? W rapie go nie ma, w aktorstwie też nie.

Jest przecież udawanie!

Jest sposób przedstawiania rzeczywistości. Obraz może ją wypaczać – ukazywać żartobliwie, z przerysowaniem, ale to cały czas jest wyłącznie sposób pokazywania rzeczywistości. I to samo w rapie: nie ma ściemy, jest po prostu sposób opowiadania rzeczywistości, zależny od tego, jak się ją postrzega, albo od tego, jak się ją chce opisać.

Gdyby porównać te dwa środowiska, środowisko raperskie i aktorskie – czy któreś ma jakiś swój etos lub kodeks, który cię szczególnie zachwyca?

Nie czuję się jeszcze częścią środowiska aktorskiego, jestem naturszczykiem, więc nie powinienem się na ten temat wypowiadać. Myślę, że każdy ma co innego w głowie, własny sposób nadawania wartości swojemu życiu i światu. Etos czy zasady to sprawy indywidualne, nie jestem w stanie powiedzieć, czy któreś środowisko ma jakiś konkretny zbiór zasad.

Każde środowisko jest jednak w jakimś stopniu hermetyczne. W świecie serialu „Ślepnąc od świateł” zaznałeś hermetyczności środowiska aktorskiego? Byłeś surowo oceniany, czy wręcz przeciwnie – czułeś tolerancję i przychylność?

Wśród kolegów z planu spotkałem się z niesamowitą życzliwością. Pomagali mi podczas zdjęć, tłumaczyli różne rzeczy, więc nie czułem się wyobcowany i z żadnym wykluczeniem w tym gronie się nie zetknąłem.

A jak twoją zmianę życiową odebrało bliskie otocznie?

Dobrze. Wszyscy bardzo czekali na serial Krzysztofa Skoniecznego. Moi koledzy, raperzy z górnej półki, gdy się dowiedzieli, że gram tam główną rolę, wysyłali mi wiadomości, że czekają, że trzymają kciuki. Odbiło się to dosyć szerokim echem.

Czyli nieprawdą jest, że w Polsce sukcesu się nie wybacza?

Dlaczego tak miałoby być?

Przywykłam do tej opinii, wyrażanej tu i tam.

Znajomi, i nie tylko oni, bardzo mi kibicowali. A gdy już obejrzeli serial – gratulowali. Bardzo im się podobał.

Porozmawiajmy jeszcze o byciu naturszczykiem. Z powodu własnej niewiedzy na temat tego, czego dotykasz w pracy aktorskiej, możesz się porwać na coś bez tzw. narzędzi. Na przykład na bardzo odważną scenę erotyczną, jak to miało miejsce w „Ślepnąc od świateł”. Zawodowiec ma swoje metody, a ty idziesz po prostu na żywioł – jak uczeń jubilerski, który przetnie diament bez świadomości ryzyka. Jak bardzo zmieniło się twoje podejście do grania? Czy nadal jesteś, jak przystało na amatora (w pozytywnym sensie tego słowa), zakochany w aktorstwie?

Nie czuję się jeszcze zawodowym aktorem, jestem nadal naturszczykiem, ale myślę, że ten nieprofesjonalizm zamieni się w końcu w profesjonalizm. Do tego trzeba praktyki. Wydaje mi się, że nie trzeba mieć szkoły, jeżeli zdobywa się doświadczenie. Uważam, że jeżeli robi się coś konsekwentnie i z pasją, to można dojść do profesjonalizmu.

Odnoszę wrażenie, że naturszczyk kiedyś zachwycał – wystarczy przypomnieć nazwisko Jana Himilsbacha lub Zbigniewa Buczkowskiego, film Marka Piwowskiego „Rejs”, ale też kino Krzysztofa Kieślowskiego w początkowym etapie. Aktorzy nieprofesjonalni mieli wówczas zawodowcom bardzo dużo do zaproponowania, to była nowa jakość, nagle dialogi płynące z ekranu zyskiwały prawdę, o którą trudno w sposobie grania aktorów po szkole. Jak ty na to patrzysz? Widzisz w sobie tę świeżość, która może być wartością w konfrontacji z zawodowcami, również tymi za kamerą – reżysera i scenarzysty?

Nie wiem, czy to jest świeżość, czułem niesamowite wyzwanie, starałem się dać z siebie wszystko, żeby wyszło jak najlepiej. Oczywiście czułem, że gram u boku największych aktorów w Polsce, zawodowych aktorów, była zatem trema. Ale z nią jest tak, że ją odczuwasz, zanim wejdziesz na scenę lub staniesz przed kamerą. Jeżeli trema cię nie spali, to ona daje niesamowitą energię! Zaznałem tego już przy pierwszych koncertach rapowych – wychodzisz na scenę mimo tremy, bierzesz mikrofon w rękę, widzisz publiczność i nagle trema zamienia się w niesamowitą siłę, z którą „nawijasz” i koncertujesz.

W ogóle o tym nie pomyślałam. To przecież też performance.

Otóż to! Bardzo pokochałem aktorstwo, spodobało mi się ogromnie i chcę rozwijać się w tym kierunku. Mam nadzieję, że to się nie skończy, że otrzymam kolejne propozycje i będę grał.

Ostatnio zagrałeś w filmie słowackiego reżysera Petra Bebjaka. Opowieść o ucieczce z Auschwitz to chyba ważny film?

Mocne przeżycie. Kiedy pierwszego dnia przyjechałem na plan [zdjęcia kręcono pod Bratysławą – przyp. M.J.] i zobaczyłem te wszystkie baraki, wieże strażnicze, zasieki, poczułem, jak mnie coś ściska w środku… Już sama świadomość tego, że jest się w czymś, co pokazuje jedną z największych tragedii w historii ludzkości, robi wrażenie i zostaje z tyłu głowy.

Grasz polskiego Żyda, wspierającego uciekających z obozu Słowaków, którzy zdali Zachodowi raport z piekła, jakim było Auschwitz. Na bazie tego dokumentu prowadzono Proces Norymberski.

Raport ten został uznany za najważniejszy spośród wszystkich złożonych przez naocznych świadków wydarzeń w Auschwitz. [Film Bebjaka ma nosić tytuł „Správa — The Report”, powstaje na podstawie książki „Escape from Hell” Alfreda Wetzlera, który w kwietniu 1944 r. uciekł z Auschwitz wraz z Rudolfem Vrbą, następnie obaj przygotowali wspólny raport – przyp. M.J.] Ten słowacki film to zupełnie inny temat niż serial na podstawie powieści Jakuba Żulczyka. Tutaj praca wyglądała zupełnie inaczej. Mogłem jednak zdobyć kolejne doświadczenie i coś wykreować, choć to drugoplanowa rola. [W „Správa — The Report” zagrają ponadto: Wojciech Mecwaldowski i Jacek Beler – przyp. M.J.]  Dotykanie jakiegoś trudnego tematu zawsze zostawia ślad w głowie – czy jest to ciężki temat jak opowieść o Auschwitz, czy jest to historia zagubionego w wielkim mieście i w sobie samym dilera narkotykowego. Wszystko to zostaje w człowieku, a emocje gdzieś trzeba przepracować – wyrzucić je z siebie, pójść na trening, czy, jak w moim przypadku, przelać to na papier pisząc jakiś numer.


Reklama

Mimo wszystko jest to doświadczenie, które wzbogaca.

Tak mi się wydaje… To bardzo poszerza horyzonty. Nabywa się szerszej świadomości pewnych rzeczy.

Co zmienia się po tym wszystkim w twoich tekstach? Jakie opowieści pojawiają się teraz w twoim rapie?

Dawno nic nie napisałem… Ale zazwyczaj piszę to, co chcę wyrzucić z głowy. Teraz szukam na przykład innych podkładów muzycznych, eksperymentuję, staram się bawić formą i słowem.

Jak ważna jest w twoim życiu rola przyjaciół? Czy przystawiają ci lustro? Namawiają cię, byś pozostawał wierny sobie? Takiemu sobie, jakiego oni znają?

Większość czasu spędzam z rodziną. Największą rolą w moim życiu jest bycie ojcem.

Ale mam bliskich przyjaciół i wiem, że gdyby kiedyś noga mi się powinęła, to oni by mi pomogli. Albo zawczasu ostrzegli, gdyby działo się ze mną coś nie tak. Takie zaplecze to duża wartość.

 

fot.: Tomasz Sagan

Autor

Magdalena Juszczyk – dziennikarka radiowa i telewizyjna. Zaczynała w Radiu Jazz z serwisem kulturalnym „HeyNow na miasto”. Potem było Radio PiN, codzienny „Kalkulator kulturalny” i wywiady z osobowościami świata kultury. Radiowa Dwójka stała się na kilka lat miejscem jej cotygodniowych spotkań z twórcami w cyklu „W Dwójce raźniej”. Za emitowany w Telewizji Kino Polska „Program obowiązkowy” nominowana była w 2017 r. do nagród PISF-u. Ma maturę, magistra, kartę mikrofonową i prawo jazdy kategorii B. Lubi rowery z RFN-u, stylowe motocykle wraz z ich jeźdźcami, a do szybowca wsiada na jedno zawołanie.

Przeczytaj również

Witaminki

Ostatnio pomyślałem czy by nie opatentować witaminowych suplementów dla nas

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama


Reklama
Advertisement