Z polotem i po prostu – Green Book, recenzja

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Green Book to najnowsza produkcja z kategorii – spotyka się dwóch gości z różnych klas społecznych i, szok!, nie mogą się dogadać. Na ich nieszczęście – och – muszą ze sobą przebywać, przez co – wow – uczą się czegoś od siebie nawzajem. I, w sumie, nawet to działa.

Choć wstęp może wydawać się zamierzoną ironią i złośliwością ze strony autora, nie da się ukryć, że Green Book ogląda się świetnie. Oparta na prawdziwej historii, kiełkująca przyjaźń pomiędzy wiecznie szukającym pracy Włochem z Bronxu, a czarnoskórym pianistą z wyższych sfer jest pełna ciepła, humoru i, co najważniejsze, jest po prostu kawałkiem dobrze zrobionej produkcji, którą ogląda się z zapartym tchem. Przeżywamy razem z bohaterami ich rozterki, śmiejemy się z ich żartów oraz kibicujemy im, gdy stają w obliczu zagrożenia. Pytanie brzmi – czy to wystarcza?


Reklama

Moim zdaniem – tak. Wystarcza, by zrobić dobry film i, jednocześnie, amerykańską odpowiedź na kultowych już Nietykalnych (o niepotrzebnym remake’u słusznie należy zapomnieć). Zasadniczo, oglądamy nawet ten sam film. Sztywniak z klasy wyższej uczy się luzu od gościa z niższych sfer, z kolei ten ostatni uczy się, że nie trzeba być drobnym kryminalistą, żeby zarobić i, w istocie, nawet lepiej się z tym człowiek czuje. I tu zawiera się mój zasadniczy problem z tym filmem. Podczas seansu, czułem się jakbym oglądał musical, który nie jest musicalem. Wszystko jest ładne, gładkie, zasady moralne są ściśle określone, źli są źli, dobrzy są dobrzy i tyle. Cały świat przedstawiony w filmie Petera Farelley jest podobny do jego poprzednich filmów. Spójny, zabawny, interesujący, ale, w gruncie rzeczy, prosty. Choć Viggo Mortensen wychodzi z siebie (swoją drogą, po rosyjskim gangsterze z Wschodnich obietnic, Włochu z Nowego Jorku w Green Book, może w końcu doczekamy się Polaka z Chicago?), Mahershala Ali potwierdza dobrą formę, to, nadal, Green book bliżej jest do Ja, Irenka i ja, aniżeli do poważnego filmu dramatycznego opowiadającego o trudach czarnoskórych w przedstawionym okresie. I jeszcze bardziej zastanawia to, że jest to jeden z najczęściej nagradzanych i nominowanych filmów w tym roku, gdzie, warto przypomnieć, jeszcze dwa lata temu o miano najlepszej produkcji konkurowały takie pozycja jak Moonlight (także z Alim) i Manchester by the Sea.

Zagadka pozostanie zagadką, aczkolwiek może to i dobrze, że komedia na poziomie została w końcu uznana za wartościową i interesującą produkcję przez oligarchów z akademii różnego rodzaju. Z drugiej strony, może to i źle, bo znaczy to, że współczesna kinematografia musi być w naprawdę nie najlepszej kondycji, jeśli pompatyczne produkcje o „ważnych sprawach” nie mogą konkurować z filmem komediowym twórcy Głupiego i głupszego (z całym szacunkiem, rzecz jasna, gdyż jest to arcydzieło). Niezależnie jednak od gustu, Green book to film, który spodoba się dosłownie każdemu, w każdym wieku. Z wyjątkiem może członków KKK, ale przeczuwam, że, tak czy inaczej, się nie skuszą.

 

Zdjęcia: Universal Pictures

Autor

Jakub Wejkszner – już-nie-prawnik, jeszcze-nie-filozof. Wśród swoich zainteresowań wymienia jednym tchem współczesną estetykę, literaturę, filmy Davida Lyncha oraz performatykę codzienności na przykładzie osób, które notorycznie stoją w przejściu. Jego główną aspiracją w życiu jest zostanie publikowanym autorem, ewentualnie, w przypadku niepowodzenia, kimś, kto (nieudolnie) przetłumaczył sobie, że społeczeństwo po prostu nie było na to gotowe. Redaktor prowadzący Anywhere.pl.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama