Opowieści pod/różne

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Sporo w ostatnim czasie podróżuję – samolotem, samochodem, czasem też i pociągiem. Wyjazdy wiążą się często z przekraczaniem granic państwowych, a przede wszystkim ze zmianami stref klimatycznych co sprawia, że w ciągu kilku godzin docieram do innej czasoprzestrzeni mentalnej, wypełnionej zwykle ludźmi o radosnych, życzliwych twarzach. Zawsze wtedy powraca do mnie myśl, że bardzo chciałbym, aby polskie ulice również mieniły się kolorami skóry, wzorami doświadczeń, lśniły od uśmiechów pozytywnych ludzi różnych wyznań, bezwyznań, narodowości, ludzi odważnych, tolerancyjnych i pewnych siebie. Podobno jesteśmy jeszcze jako naród na etapie „mieć” i trochę czasu musi upłynąć zanim tak naprawdę „będziemy”. Wtedy też zrozumiemy, że dobra materialne dają ograniczoną ilość szczęścia, że bez nich możemy być spełnieni, a z nimi wszystkimi i tak zdarzy nam się umrzeć.

Nie jest to smutna historia o Polsce, o nastrojach społecznych, o socjologicznych defektach, martyrologii, o mrocznej historii i niewstawaniu z kolan. To kolejny głos, który mam nadzieję dopełni całości, który przechyli kiedyś szalę na dobrą stronę mocy. Wiem, że historia odcisnęła na naszym społeczeństwie pewne piętno, że jesteśmy pokiereszowani i nadal uciśnieni, że pogoda brzydka przez większą część roku – zimą za zimno, a latem za gorąco. Że II Wojna Światowa, że PRL, kartki, kolejki, wieczny brak wszystkiego. Mało kto jeszcze przy tym pamięta, że w przedwojennej Polsce zaledwie 40% obywateli kraju stanowili etniczni Polacy. Doświadczenia, wrażenia, smaki i style życia zwinnie mieszały się ze sobą, a hasło „Polska krajem tolerancji” nie było podszyte ironią. Teraz za to straszy się nas imigrantami – tymi Innymi, którzy tylko czyhają na naszą pracę, oszczędności, samochody i atrakcje turystyczne.

Nie przeżyłem historycznych zawirowań na własnej skórze, więc dlaczego zabieram głos? Wiem bowiem doskonale, że życie z przeszłością mocno zagnieżdżoną w głowie skutecznie blokuje każdy, nawet najmniejszy krok naprzód. W jaki sposób otworzyć się na innych, jak nauczyć się do nich szacunku? Bądźmy bardziej uważni w stosunku do siebie, jak i wobec innych. Od „dzień dobry” powiedzianego w windzie korona nam z głowy nie spadnie, nawet nie drgnie. Uśmiech, którym obdarujemy przechodniów na ulicy skutecznie pomoże nam zmiękczyć kij, który nierzadko nosimy głęboko w… sobie.

 
Reklama
 
Reklama

Reklama