Wszystko instant

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Do biegu, gotowi, start! Życie się zaczęło. Szkoła, studia, praca, dom, rodzina, praca, pogrzeb. Kiedy jesteś młody, czas leci wolno. Dzieci mają niesamowitą chęć poznania, zrozumienia, odkrycia, robienia. Nie ustają w poszukiwaniach, a każdą napotkaną rzecz eksplorują niczym szalony naukowiec w obsesji poznawczej. Czas jest niezauważalny. Najpiękniejsze uczucie na świcie to brak poczucia czasu, nieświadomość pędu. Chyba tego najbardziej brakuje nam w dorosłym życiu. Bum! Skończyło się, nikt nie był na to gotowy. A teraz szybko, szybciej, wykształcenie, praca. Praca, która wymaga doświadczenia. Jak je zdobyć, jeśli dopiero wyleciałeś spod klosza życia studenckiego? Brak odpowiedzi. Więc zakładasz halówki i raz po raz, piszcząc na zakrętach, wskakujesz w ten maraton. Mięśnie masz napięte jak struny od gitary, ale się przyzwyczajasz, czuć przestajesz, a nawet zaczyna ci się to podobać i nagle wyrasta płotek nacisku społecznego, że zbliżasz się do pierwszego okrążenia.

Gdzie masz narzeczoną/narzeczonego? Kiedy ty się ustatkujesz? – Co? Jak to? Kiedy?! Ledwie zacząłeś poznawać różne kuchnie śniadaniowe, nie myślisz o obiedzie lub nic ci na tyle nie zasmakowało, by pozostać przy danym menu. Choć może twoje kubeczki smakowe są zbyt wybredne? Pozostajesz przy zjadliwym i z dnia na dzień ten rosół staje się coraz bardziej nijaki. Lub wręcz przeciwnie, zjadasz ostre potrawy aż zaczynasz się pocić i czerwienić, łzy spływają po policzkach, a po każdym takim daniu – jak wiadomo – pali dwa razy. Więc się zniechęcasz. A czas leci. Jeździsz od stacji do stacji, zajadasz hot-dogi, tylko sos zmieniając. Lub jeszcze szybciej, w drive-thru zamawiając znane ci zestawy. Skrętu kiszek dostajesz, więc przechodzisz na dietę. Chrupiesz czasem wafla dla „zdrowotności”. Od tego nie utyjesz, nie rozboli cię brzuch i zapomnisz o nim w chwili, gdy spadnie ostatni okruszek.


Reklama

Burczenie w brzuchu przypomina jednak, że chciałbyś spokojnie zasiąść do stołu. Zalewasz kolejną zupkę instant, a tablica mendelejewa powoli zaczyna rozpuszczać twój żołądek i nic ci już nie smakuje. Jesz w biegu lub wcale – stąd częste przypadki efektu jo-jo. Z dnia na dzień burczenie ustaje, w snach tylko zjadasz ciepłą owsiankę. Niekiedy zapach przywołuje wspomnienie ciepłego, spokojnego, wspólnego posiłku – dość tego! Znajdujesz w sobie siłę, chęci wracają, dajesz sobie jeszcze jedną szansę. Wybierasz powoli, w przestrachu by się nie zatruć, pamiętasz przecież, co ci szkodzi, jakie masz nietolerancje i alergie, a kelner pośpiesza cię, przewraca oczami, wspomina, że jest długa kolejka przed wejściem i każdy przebiera nogami, by móc zamówić swoje ulubione danie i proszę się decydować albo iść gdzie indziej!

I tak chodzą młodzi, ale już dorośli, od knajpy do knajpy, marząc o szwedzkim stole na wynos.

Autor

Aleksandra Nowicka – aktorka, lektorka, pasjonatka muzyki i dobrego jedzenia. Ma kota – w dowolnym tłumaczeniu. Podróżuje, obserwuje, słucha i tańczy. A do tego masa tego i owego.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama