Weganizm dla opornych – recenzja książki: Jadłonomia po polsku

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Weganizm magiczne słowo, które budzi przeróżne skojarzenia. Te lepsze związane ze zdrową dietą, ochroną zwierząt, czy walką ze zmianami klimatycznymi i te nieco mniej sympatyczne jak wychudzeni ludzie jedzący trawę obsypaną glebą. Stereotypy krążące w przestrzeni publicznej utrwalił obraz diety roślinnej jako nudnej i mało pożywnej. Od lat Marta Dymek stara się pokazać, że posiłki oparte na składnikach roślinnych nie tylko mogą być smaczne i sycące, ale również są pełnowartościową alternatywą dla produktów pochodzenia zwierzęcego.

Jadłonomia po polsku to ukłon w stronę naszej rodzimej kuchni, błędnie postrzeganej jako królestwo schabowego i golonki. Choć w Polsce, większość społeczeństwa twierdzi, że za sprawą odległych przodków ma szlacheckie pochodzenie, trzon naszej tożsamości historycznej powinni stanowić biedni chłopi, doświadczeni ciężką pracą i wyzyskiem. Mimo powszechnie funkcjonujących wyobrażeń w tych kręgach nigdy nie dominowała dieta mięsna, zwyczajnie za droga dla biedoty, stanowiąca domenę klas wyższych. Niedostatek i ograniczenia potrafią jednak rozbudzać kreatywność i otwierać na nowe doznania. Tam, gdzie nie można było zjeść przypieczonego nad płomieniem udźca, królowały kasze, grzyby i warzywa strączkowe. Po latach Marta Dymek sięga do korzeni polskiej sztuki kulinarnej, tworząc książkę kucharską wypełnioną tradycyjnymi, prostymi w wykonaniu przepisami. Odświeżenie czasem niedocenianych, a nawet zapomnianych receptur wprowadza na nasze stoły zupełnie niespodziewane urozmaicenie, tym bardziej szokujące, że stanowiące element naszej polskiej historii.

Nic bardziej nie służy popularyzacji diety roślinnej jak proste w wykonaniu i szybkie posiłki. Tak też w książce znajdziemy przepis na naleśniki bez dodatku jajek, krupnik nie mający nic wspólnego ze zwierzęcym bulionem, czy boczniaki z jabłkiem i cebulą. Weganizm nie musi być też nudny jak fantazje o nieprzyprawionym tofu smażonym na głębokim oleju. Wśród wielu propozycji znajdziemy kolorową szubę i sałatkę z fasolki szparagowej i malin, a nawet bezę, która nigdy nie stała koło jajek. Choć przepisy są pozbawione produktów zwierzęcych, nie zawierają one żadnych dziwnych, czy niedostępnych składników, próbujących udawać mięso. Podstawowym założeniem jest łatwość obsługi, by każdy, nawet największy antyfan gotowania mógł podjąć zwycięskie starcie z kuchnią roślinną, bez niepotrzebnych wypraw po zakupy, czy męczarni ze zrozumieniem skomplikowanych wytycznych.

Choć w książkach kucharskich, jak nigdzie indziej liczy się treść, to szata graficzna w Jadłonomii po polsku również jest smakowita. To zasługa Oli Niepsuj i Olka Modzelewskiego odpowiadających za wyjątkową oprawę wizualną wydawnictwa. Całość składa się na wygodne i miłe dla oka kompendium, przeprowadzające przez propozycje związane z sześcioma porami roku.

Jadłonomia po polsku to bez wątpienia kandydatka na pozycję kultową w naszych kuchniach. Nie tylko przestawiająca nieskomplikowaną receptę na początek przygody z talerzem pozbawionym zwierzęcych składników, ale też zestaw smacznych i często zaskakujących potraw. Tak jednym prostym sposobem będziemy mogli zjeść dobrze i zdrowo, nie spędzając całego dnia w kuchni, a co najważniejsze odciążając naturę w tych ciężkich czasach.

Reklama