ANYWHERE          TV

Nietypowo o kobietach. 3 seriale z ciekawymi bohaterkami w roli głównej

mostnadsundem-

Niewinne i delikatne. Zwiewne i eteryczne. Matki i żony, które dbają o dom – sprzątają, piorą i gotują. A robiąc to wszystko, stoją w cieniu mężczyzn – zawsze głównych bohaterów historii świata. Dwadzieścia kilka lat temu filmy i seriale w taki sposób najczęściej przedstawiały kobiety. Patrzyły na żeńską część społeczeństwa jedynie przez pryzmat patriarchalnych schematów – tworzyły i podtrzymywały stereotypy kobiecości. Romantyczna kochanka, wamp zalotnie mrugający okiem w stronę śliniącego się widza lub – całkiem z innej beczki – kura domowa, amerykańska gosposia w fartuszku, ciesząca się, że może upiec rodzinie pachnące apple pie.  Wraz z nadejściem nowego stulecie wizerunek kobiety prezentowany na małym i dużym ekranie zaczął się zmieniać. Niestety nie oznacza to jednak, że bohaterki, które dziś pojawiają się w rolach głównych, zawsze są wolne i wyzwolone. Wiele jeszcze pozostało do zrobienia – wobec tego trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości. Jednak, seriale i filmy coraz śmielej podejmują kwestie feministyczne. Przedstawiają kobiety w sposób odbiegający od skostniałych schematów i tworzą bohaterki, o których warto rozmawiać.

1. „Fleabag”

Nie można mówić o „Fleabag”, nie wspominając wcześniej o Phoebe Waller-Bridge – autorce scenariusza, reżyserce i aktorce, wcielającej się w główną rolę. Waller-Bridge to także jedna z najciekawszych postaci działających obecnie w kulturze popularnej. Jest charyzmatyczna i nie boi się łamania tabu. Na produkcjach, w których bierze udział, zawsze pozostawia swój ślad – od razu widać jej wpływ, poczucie humoru i estetykę. „Fleabag”, wyjątkowo krótki i dynamiczny serial pierwotnie powstał jako monodram i miał premierę na festiwalu w Edynburgu. Spektakl podbił jednak serca publiczności i został przeniesiony na mały ekran.

Teatralna przeszłość uwidacznia się w narracji i kontakcie z publicznością. Waller-Bridge często bowiem przełamuje czwartą ścianę i zwraca się wprost do widza, najczęściej czyniąc sarkastyczne i autoironiczne komentarze. Odbiorca staje się w ten sposób partner in crime głównej bohaterki – dwudziestoparolatki, mieszkającej w Londynie. Fleabag prowadzi oldschoolową kawiarnię, której motywem przewodnim są świnki morskie. Po godzinach pije, pali i włóczy się po mieście. Poza tym cały czas myśli o seksie i wciąż od nowa rozstaje się ze swoim chłopakiem – romantycznym do bólu Harrym. Chociaż z pozoru przypomina wyzwoloną i pewną siebie, pod wyemancypowaną powierzchownością kryje ogromne pokłady smutku i samotności. Fleabag – mistrzyni ciętej riposty i czarnego humoru – jest bohaterką, którą trudno ująć w jakiekolwiek ramy. To postać bezkompromisowa i bezpośrednia, a jej huśtawki nastrojów potrafią przyprawić o zawrót głowy.

2. „Russian doll”

Są tacy aktorzy, którzy w każdej kolejnej produkcji, grają po części siebie. Wychodzi im to znakomicie, a widzowie czekają na ich wcielenia z wypiekami na twarzy. Taki jest z pewnością Johny Depp. Taka jest również Natasha Lyonne, znana między innymi z „Orange is a New Black”. W „Russian doll” mini serialu Netflixa, którego tytuł na język polski można przetłumaczyć jako „Matrioszka”, Lyonne wciela się w postać Nadii Vulvokovej, zblazowanej do granic możliwości programistki.

Kobiety z burzą czerwonych loków, która panicznie boi się zobowiązań. Nadia o narkotykach wie niemal wszystko – rozkoszuje się w swojej pełnej luzu codzienności. To dziewczyna z pazurem, wyzwolona, inteligentna i pewna siebie. Jednak, w dzień swoich 36 urodzin umiera podczas imprezy niespodzianki. I chociaż zazwyczaj śmierć głównego bohatera oznacza zakończenie serialu, w„Russian doll” jest kompletnie na odwrót. Nadia zmartwychwstaje, by rozpocząć imprezę po raz kolejny. Motyw pętli czasowej, znany między innymi z „Dnia Świstaka” czy „Kodu nieśmiertelności” w tym wypadku ukazany jest nieco mniej konwencjonalnie. Przygody, które przeżywa bohaterka, nie tylko śmieszą, lecz również pozwalają odkryć tajemnicę jej przeszłości.

3. „Most nad Sundem”

W serialach kryminalnych powstałych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat kobiety przestały odgrywać jedynie role ofiar przemocy seksualnej. Coraz częściej  na ekranie pojawiają się panie komisarz, które zastępują dotychczasowych mężczyzn i rozwiązują kryminalne zagadki tak samo skutecznie. Niektóre z nich niczym Inspektor Gibson z serialu „The fall” potrafią łapać złoczyńców w szpilkach i z nienagannie ułożoną fryzurą. Inne przybierają męski uniform i starają  się wyzbyć kobiecości, by dorównać płci przeciwnej, utożsamiając się z nią. Saga z „Mostu nad Sundem” nie należy do żadnej z tych grup – jest po prostu inna, osobliwa.

Jej odmienność przejawia się głównie podczas codziennych kontaktów interpersonalnych. Chłodna perfekcjonistka skupiona na celu – tak można byłoby pomyśleć o niej, sugerując się pierwszym wrażeniem. Jednak zachowanie Sagi wskazuje na to, że choruje na zespół Aspergera. Brak empatii, kłopoty z wytworzeniem więzi społecznych, ograniczenia w rozumieniu przenośni, ukrytych znaczeń, ironii czy sarkazmu, a do tego brak chęci współpracy i pracy grupowej. Wszystko to sprawia, że główna bohaterka z trudem odnajduje się w życiu społecznym, stawia więc na pracę – to w niej się realizuje. Dzięki zbrodni, która wydarza się nad tytułowym mostem, łączącym Danię ze Szwecją, Saga poznaje Martina Rohde. Razem rozwiązują zagadkę, która – jak na Skandynawię przystało – związana jest z tematem problemów społecznych.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE