Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W jednej z lektur, które ostatnio czytałam, zasugerowano mi zwerbalizowanie swojego marzenia. Odłożyłam wtedy książkę, jak ostatnio zauważyłam, na kilka tygodni. Dotarło do mnie, że chyba kompletnie nie potrafię tego zrobić. Z jednej strony ta myśl była bardzo smutna, bo przecież jak to? Wyrosłam z marzeń? Co za porażka. Coś jakby ktoś zabrał mi już finalnie zabawki, tak na zawsze.  Poczułam jakąś pustkę, ale z drugiej strony też spokój, bo przyniosła ona z kolei totalny odpoczynek.

Odwiedziłam niedawno moich rodziców i zastałam taki moment, w którym mój tata siedział w pokoju wypełnionym bawiącymi się dziećmi i patrzył w przestrzeń. Spytałam go 

-Co tak się zawiesiłeś?

 A on na to: 

– Bo życie nie polega tylko na tym, że coś się ciągle robi. Można tak być, siedzieć.

I myślę sobie teraz, że tyle tych książek, poradników, aplikacji, dokumentów, warsztatów, terapii i ogólnie tyle słów i akcji podejmujemy, szukając właśnie tego momentu. 

Modnym jest być rozpędzonym, nastawionym na cel i sukces perfekcjonistą – oddanym idei, dziełu, z plecakiem ciężkim od opinii, poglądów, umiejętności retoryki, pewnym siebie, wysportowanym, ale też artystycznie poczochranym. Nadążać za kulturą, dużo czytać, będąc jednocześnie rodzicem obecnym, wsłuchującym się w indywidualne potrzeby każdego z dzieci. Znać ostatnie dokonania polskich i zagranicznych filmowców, odcinki tych genialnych seriali, które “stara, no musisz to obejrzeć”, kłaść się przed 24, wstawać przed 5, żeby poćwiczyć jogę, pomedytować i zjeść śniadanie zgodne z pięcioma przemianami, sezonowością warzyw i owoców w naszej szerokości geograficznej, nie zapominając o superfoods takich jak spirulina, jagody acai czy goji, które chyba jednak u nas nie rosną. Ważne, żeby utrzymywać w tym czasie ożywione relacje z przyjaciółmi, rodziną, orientować się politycznie i mieć w sobie obliczone i uzasadnione (pewnie przy pomocy rachunku prawdopodobieństwa czy czegoś, czego w matematyce na bank nie zdążyłam załapać, bo, serio, system edukacji chyba nie dopasował się do mojego tempa rozumienia) zasady dotyczące “social distancing”. W ostatnich tygodniach, bogatych w obostrzenia i ubogich w możliwości realizacji własnych zamiarów, bywałam tak wyspana, że nie mogłam się dobudzić. Dotarło do mnie, że jako muzyk mogę już stwierdzić, że moja profesja nie ma uziemienia w realiach materialnego przetrwania, chociaż ta forma sztuki, jako taka, totalnie pomaga mi faktycznie przetrwać. 

Może moim marzeniem jest pozostać skupioną, ale nie zamkniętą, jak najbardziej witalną, ale też ufającą swojej intuicji artystką, która odzwierciedla teraźniejszość najszczerzej jak potrafi oraz zachować miękkość w ocenach, bo mam wrażenie że, jak w starych baśniach, ciągłe nerwowe spoglądanie za siebie może zamienić nas w kamień czy słup soli. Preferuję być czymś na kształt mchu porastającym te kamienie, organicznym obserwatorem wschodów i zachodów, który może kiedyś pomoże komuś znaleźć drogę do domu.  

Reklama