ANYWHERE          TV

Kompulsywne zakupy, czyli co tak naprawdę chcesz sobie powiedzieć

kompulsywne-zakupy-1

Dzień zaczynasz od Zalando i stron z kodami, a ofertę internetowych sieciówek znasz z dokładnością pieprzyków na żebrach modelek? A może znajomi mówią, że w razie utraty pracy najbliższe dwa lata czynszu opłaciłabyś ze sprzedaży swoich ciuchów?  Gdy pod stertą rzeczy ukrywa się nie tylko Twoje mieszkanie, ale też czarne dziury duszy, czas zapalić światło.

Co wspólnego ma ze sobą idealna czarna torebka i definicja zakupoholizmu?

Głównie to, że ani jedno, ani drugie nie istnieje. W torebce zawsze brakuje jakiejś przegródki. Nie zmieści się parasol, teleskop, albo puszka redds’a. Podobnie jest z pojęciem kompulsywnych zakupów – w każdym z nich gubi się któryś z aspektów. Najogólniej mówiąc jest to przymus kupowania, brak kontroli w zakupach, nabywanie rzeczy niepotrzebnych. Sprzyja mu nieumiejętność radzenia sobie ze stresem, tendencja do impulsywnych zakupów, negatywne emocje, utrzymujący się zły nastrój.  Gdzie istnieje most pomiędzy problemami a kupowaniem? Jeśli czujesz, że myśl o nowych nabytkach powoduje podekscytowanie zarezerwowane zazwyczaj dla chwil grzesznych (dla których powiedzmy sobie szczerze żyjemy), ale jednocześnie wyślizgujących nam się z dłoni jak godność politykom, na początek ściągnij buty.

Reklama

Pozwól sobie runąć w siebie.

Stań na boso, i pozbądź się tego, co gniecie. Sztywnych dżinsów, szorstkiego swetra, złego zdania o sobie.  To co najbezpieczniejsze i najstraszniejsze tkwi w nas samych. Czasem pijąc razem wino, ale częściej rzucając w siebie butelkami albo teletygodniem z grudnia. Nie ważne jak pięknie odnowisz dom, jeśli w środku szaleje pożar. W Twoim środku też.  Zbliż się do wnętrza i zastanów, co podpala Twoje lęki i niepokoje. Czasem przerażająca staje się sama myśl o zatrzymaniu. Przecież nie wiesz co tam znajdziesz. Może odkryjesz coś, co obezwładnia, zabiera radość i sprawia, że od wielu lat biegniesz przez życie z zamkniętymi oczami. A co, jeśli staniesz przed lustrem i zobaczysz kogoś, kogo nienawidzisz?  Kogo w głębi duszy się wstydzisz, kim gardzisz, nie opiekujesz się i nie karmisz dobrocią? Zobaczysz prawdziwą siebie. Co wtedy?

Dobra wiadomość jest taka, że nic. 

To, że zobaczysz co boli nie sprawi wcale, że zaboli to mocniej. Po prostu zdasz sobie z tego sprawę. A świadomość to już połowa sukcesu. Kolejnym razem, gdy znów poczujesz potrzebę zakupu podkaszarki spalinowej mimo, że Twój balkon rozmiarem przypomina doniczkę ze szczypiorkiem, zastanowisz się co Cię zasmuciło, co dotknęło, co się chowa za kup teraz”. Więc może nie od razu, ale za jakiś czas nazwiesz emocje, które są trudne.  I poprawisz sobie humor czymś, co Cię karmi, buduje. Medytacją, uśmiechem, muzyką. Przed Tobą kawałek drogi, ale masz już wystarczająco dużo adidasów, żeby dojść do sedna.

autor: Ola Kiełtyka
fot.: unplash.com

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE