Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Od początku świadomego życia cierpię na pewną osobliwą przypadłość, a mianowicie reaguję alergicznie na wszelkie objawy ostentacji w każdym jej wymiarze. Najbardziej widoczne jest to w odniesieniu do relacji łączących mężczyzn z samochodami, na które ich nie stać, a które często są niczym innym jak wyłącznie przedłużeniem ich własnego przyrodzenia. Reakcja uczuleniowa pojawia się również wtedy, gdy widzę ludzi obwieszonych firmowymi ciuchami od stóp do głów, koniecznie z ogromnymi nazwiskami projektantów i logotypami zdającymi się wyłazić poza kontury poszczególnych elementów odzieży. Podobnie rzecz ma się w stosunku do osób wybitnie przeintelektualizowanych, które na przykład nie potrafią dobrać słów do poziomu rozmówcy czy sytuacji, w której się znalazły. Pamiętam zajęcia na studiach, gdy niektórzy tzw. praktycy biznesu (młode wilki tuż po awansie) w każdym zdaniu używali soczystej „korpomowy”, a więc słownictwa, które owszem, umożliwia dogadanie się ze znajomymi z pracy podczas brunchów na stołówkach, ale w nadmiarze wywołuje trudną do strawienia irytację. Pamiętam też wykładowców teoretyków, wyrzucających z siebie zdania-zaklęcia zrozumiałe wyłącznie dla nich samych.

To nie tak, że wszystkie napotkane przez trzydzieści dwa lata swojego życia rozumy pożarłem w całości. Nie głoszę też żadnych tez jakoby rozum stał wyżej niż ciało, a dusza lewitowała kilka metrów ponad codziennymi i niecodziennymi przyjemnościami. Korzystam z życia, z możliwości, kupuję, konsumuję, podróżuję, zarabiam, wydaję. Staram się jednak nie robić nic na pokaz.

Obserwując uważnie ludzi widzę, że mniej widowiskowe życie, nawet gdy nas na nie stać, jest zjawiskiem coraz powszechniejszym. Samochód za pół miliona złotych nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś, a niektóre marki modowe stały się wręcz synonimem obciachu. Cieszy mnie, że zdecydowanie częściej inwestujemy w siebie, w przeżycia, w wyjazdy, studia, warsztaty czy szkolenia niż w rzeczy materialne. Stajemy się coraz bardziej entuzjastycznymi wielbicielami życia. Jesteśmy w tym przeżywaniu czasem wręcz ostentacyjni, co w tym przypadku ani trochę mnie nie mierzi.

 
Reklama
 
Reklama

Reklama