Ford Ranger Raptor – kulturalny mięśniak w ciasnym mieście [TEST]

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nigdy nie uważałem siebie za miłośnika aut terenowych. Wręcz przeciwnie, SUV-y, pick-upy i crossovery do mnie nie trafiały. Stąd też wiadomość o testach Forda Rangera Raptora przyjąłem bardzo spokojnie. Po tygodniu spędzonym z tym „maleństwem” doszedłem jednak do wniosku, że wciąż niewiele wiem o motoryzacji i że nigdy żadnego auta nie powinienem skreślać.

 

Na pierwszy rzut oka Ranger Raptor wygląda na auto mozolne, mało zwrotne i ogólnie niepasujące dla mieszczucha takiego, jakim jestem ja. Pozory mylą. Po wspięciu się (dosłownie, ponieważ żeby wejść do kabiny trzeba wpierw wejść na wysoko zawieszony próg) na fotel, uderzyła mnie pozycja za kierownicą. Jak zapewne możecie się domyślić, siedzi się bardzo wysoko. Wyżej, niż w autach typu SUV i jeszcze wyżej, niż w klasycznych europejskich pick-upach. Musicie wiedzieć, że Ranger Raptor to jedno z najbardziej amerykańskich aut, jakie jeżdżą po naszych drogach. Amerykańskich, czyli dużych i masywnych.

 
Reklama
 
Reklama

Nie zastanawiając się długo ruszyłem, wciąż nie oczekując zbyt wiele od tego samochodu. Dziś, po tygodniu, myślę sobie, że trochę mi wstyd za to, że byłem wobec tego auta tak sceptycznie nastawiony. Pod maską pracuje dwulitrowy silnik Diesla o mocy 213 koni mechanicznych i 500 Nm maksymalnego momentu obrotowego. W mieście niewiele więcej potrzeba. Ranger Raptor jest bardzo żwawy, przy czym podczas agresywnego przyspieszania można nawet odnieść, że potrafi być brutalny i budzić respekt. Dorzucając do tego 10-biegową automatyczną skrzynię biegów i elektronicznie sterowany napęd 4WD dostaliśmy auto, które mimo swoich pokaźnych rozmiarów jest całkiem zwinne i przyjemne w codziennym użytku. Na plus należy też dodać spalanie. Po tygodniu i przejechaniu około 700 kilometrów, komputer pokładowy pokazał mi 12,1 l/100 km. Czy to dużo? Cóż, biorąc pod uwagę masę auta i to, że z przepustnicą nie zawsze obchodziłem się łagodnie, musze przyznać, że to rewelacyjny wynik. Znam auta (modeli nie będę wymieniał), które mimo o połowę mniejszych gabarytów potrafią spalić więcej paliwa, niż ten oto pick-up.

Ford Ranger Raptor nie jest autem dla ludzi niecierpliwych. Jeśli potrzebujecie dojechać do centrum lub zaparkować pod supermarketem, możecie mieć problem z tym, żeby znaleźć dla tej „kruszynki” miejsce. A nawet jeśli jakieś Wam się trafi, bardzo prawdopodobnie będziecie z niego wystawać z przodu i z tyłu. Tak więc jeśli ktoś zakupi Forda Rangera Raptora, powinien przygotować się na to, że poszukiwania miejsca parkingowego mogą zająć mu dwa razy więcej czasu.

Mięsiste opony i potężnie wysoko zawieszona kabina wydają się błagać o to, by zabrać Rangera Raptora na bezdroża i piaski. Poczekałem, aż grzecznie mnie o to poprosi i pojechałem z nim pod Warszawę na leśne drogi, by sprawdzić, jak zachowuje się w warunkach, do których został stworzony. Nie będę się chwalił prędkościami, z jakimi pokonywałem wyboje i nierówności, ponieważ niewypada. Ranger Raptor nic sobie nie robił z tego, że szybko mknie przez doły, na których auta z segmentu B urwałyby zawieszenie. Piasek, muł czy błoto – na Rangerze Raptorze nic nie robi wrażenia. A to dzięki wielu trybom jazdy. Oprócz normalnego i sportowego, mieliśmy do dyspozycji także baja, muł/piasek czy chociażby kamienie. Ponadto napęd możemy ustawić w trzech trybach. Oprócz klasycznego 4×4, możemy odłączyć przednią oś, by nieco się poślizgać. Żeby zabawa była jeszcze lepsza, Ford dorzucił tryb 4L, który ja nazywam „hiperterenowym”, z racji załączającego się wówczas reduktora. Zdarzyło mi się zakopać na bardzo grząskiej wydmie, z której początkowo nie mogłem się wygrzebać. Po przełączeniu na 4L i wybraniu trybu „muł/piasek”, bez problemu wyjechałem z powrotem na szuter, jak gdyby nigdy nic się nie stało.

Przyznam się szczerze, że auto trochę ubrudziłem. Nie żebym czuł się z tego powodu jakoś przesadnie winny, wręcz przeciwnie, chodząc wokół Rangera Raptora z przyjemnością patrzyłem na brud, który na nim osiadł po off-roadowej zabawie. Z zewnątrz samochód jak na polskie warunki jest monstrualnie wielki. Ważące 2,5 tony nadwozie jest długie na 5398 mm i szerokie na 2028 mm. Aby Raptor wyróżniał się z tłumu, dodano mu poszerzone nadkola, dzięki którym budzi jeszcze większy respekt na drogach. A jak jest w środku? Wnętrze wykończono w przyjemny dla oka sposób. Rozmieszczenie schowków jest bardzo intuicyjne i świetnie współgra z miękkimi w dotyku materiałami użytymi do dopieszczenia kabiny. Jak już wspomniałem, w aucie siedzie się wysoko, niezależnie od tego, czy jest się kierowcą czy pasażerem. Świetną pozycję zawdzięczamy także dobrze dopasowanym fotelom, które podczas nieco bardziej agresywnej jazdy potrafią utrzymać nasze ciało w miejscu.

Ford wykonał naprawdę kawał dobrej roboty podczas prac nad Rangerem Raptorem. Samochód ten nie przypadnie do gustu każdemu. To świetna propozycja zarówno dla rodziny, jak i osób, które szukają przyjemnej weekendowej zabawki do zwiedzania wertepów. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy łatwo się będzie w Rangerze Raptorze odnaleźć w tak dużym i zatkanym mieście, jakim jest na przykład Warszawa. Osobiście byłbym w stanie się dostosować i uzbroić w cierpliwość, chociaż wiem, że praktyczność jest bardzo pożądaną cechą wśród aut, na które zwracają uwagę kierowcy.

Tymczasem musze już kończyć, ponieważ zbliża się godzina 11 i muszę z wielkim bólem serca oddać kluczyki do Rangera Raptora. Mówię mu więc do zobaczenia!

Reklama