Kierunek: Noc | Recenzja – Zmarnowany potencjał

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kierunek: Noc to jeden z tych seriali, którym bardzo kibicujemy i chcemy, żeby się udało. Gdy potyka się o własny scenariusz, krzyczymy do niego – dasz radę, jeszcze trochę, uda się. Gdy stosuje tanie zagrywki, trochę oszukuje, mówisz do niego – nie szkodzi, ogólnie jest dobrze, więc ciśnij, ciśnij, dasz radę, wierzę w ciebie! Po czym, serial pada na ryj i jak wszystkie marzenia gaśnie, a my zostajemy. No właśnie – z czym?

Bo koncept był dobry i nawet początek był dobry, w środku też kilka fajnych rzeczy. Taki samolot trumna, leci w przestworza, bo słońca zabija, więc ucieka przed tym słońcem, ale nie może do końca, toteż – problemy, a zaraz po tym – rozwiązania. I naprawdę można byłoby to zrobić dobrze, bo i tekst źródłowy w jakości, bo potencjał duży, ale do jasnej ciasnej (czy to seksizm, trzeba sprawdzić), dlaczego nie można się pozbyć tych wszystkich idiotyzmów z tego serialu. Dlaczego postacie są napisane kartonowo? Czuję taką powtórkę jak z Władcy Pierścieni, gdzie konkretnych bohaterów można było określić dwoma przymiotnikami, typu dobry/szlachetny, zły/nikczemny, chaotyczny/poczciwy etc. Jak taką płaskość stworzyć można to już naprawdę ponad moje siły mentalne i witalność jeszcze młodzieńczą przecież. Jak można z porządnego science-fiction zrobić jakąś operę mydlaną, gdzie nikt nie robi tego co powinien, logika nie istnieje, a punkty nie mają znaczenia (to skądinąd)?

Całość ginie w niezrozumiałych poczynaniach bohaterów, do których aż chce się krzyczeć – hej, nie rób tego, zrób coś innego. I tak, rozumiem, że są to sytuacje stresujące (m.in. apokalipsa itd.), niemniej – trudno jest nie oceniać negatywnie postaw bohaterów, którzy zdają się robić rzeczy zupełnie niepotrzebne i szkodliwe bez wystarczającego uzasadnienia tego w sytuacji lub ich charakterze. Problemy piętrzą się głównie z powodu skupienia się na melodramie, która odciąga widza od faktycznego problemu, którym główni bohaterowie często gęsto wydają się być niezainteresowani bez powodu.

Dodatkowo dochodzą jakieś hollywoodzkie zapędy reżyserskie typu wypowiedzenie wprost tytułu i cięcie na czołówkę, pierdoletty a’la – zabili go i uciekł, a także niezręczne przedstawianie stanu wewnętrznego bohaterów poprzez nietrafione ilustracje, czego najgorszym przykładem jest pół-erotyczny sen kogoś na temat kogoś innego (by nie spojlerować), stanowiący szczyt żenady i wstydu jaki odczuwałem podczas sensu.

Co trzeba jednak podkreślić – jest to jakościowa produkcja i faktycznie – intryga na tyle wciąga, że serial wchłania się podczas jednego wieczoru, dwóch papierosków i trzech kawałków pizzy. Chciałoby się tylko, żeby było to lepsze. Liczę na drugi sezon i mam nadzieję, że twórcy wezmą pod uwagę krytyki ich postaw, by stworzyć nowe lepsze jutro.

2/10 – NIKT NIE WYKORZYSTAŁ SYTUACJI ODCIĘCIA OD ŚWIATA DO ZROBIENIA ORGII, A TEGO WIDZ CHCE, TEGO WIDZ OCZEKUJE!

Reklama