Rycerze Boga

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Niedziela to dla chrześcijan dzień święty. Mylnie twierdzą ci, którzy niedzielę utożsamiają z siódmym dniem, w którym Bóg walnął się ponoć po robocie na kanapę, by odpocząć po tym, jak stworzył świat. Jak mówi biblia, Pan Bóg po stworzeniu świata odpoczął, tylko że była to sobota, a nie niedziela – stąd szabas. Niedziela w tradycji chrześcijańskiej jest dniem świętym, ponieważ w tym dniu zmartwychwstał Chrystus. Zmartwychwstały Jezus ukazywał się uczniom w niedzielę, no i właśnie niedzielę miało miejsce zesłanie Ducha Świętego. Tyle wstępu.

Skoro niedziela, to tak ważny dzień dla chrześcijan, nie dziwne, że jest to również najlepszy dzień do tego, aby Bóg odezwał się do ludu swego, dał znak jakiś i to najlepiej czytelny.

Jestem osobą niewierzącą, ateistą – zwaną w niektórych kręgach dewiantem. A jednak Bóg postanowił pewnej słonecznej niedzieli, zwrócić się właśnie do mnie. Dlaczego? Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia. Może ma po prostu nadzieję, może jeszcze wierzy we mnie, że jednak, że może kiedyś. Jak mówi Pismo: „Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi”. Chociaż mnie się wydaje, że chciał mi się poskarżyć, wyżalić, czując, że tylko ja go zrozumiem. Że niczym psycholog niezwiązany emocjonalnie z pacjentem, wysłucham go, siedząc w skórzanym fotelu, a nie klęcząc przed nim na kolanach.

Że dzień wolny, postanowiliśmy z moją żoną spędzić czas na łonie – przyrody rzecz jasna. Jedziemy samochodem. Ulica Chorzowska w Katowicach. Mijamy Śląskie Wesołe Miasteczko, Park Śląski, Stadion Śląski. Na tej drodze obowiązuje ograniczenie prędkości do 60 km/h. Jasne, nikt nie zamierza jechać wolniej niż owe 60, ale też nikt nie szarżuje. Ruch spory, ludzie przebiegający przez jezdnię chcący dostać się do parku, często całymi rodzinami, trzeba uważać. Nagle z lewej strony mija mnie Renault Espace. Zapierdala grubo ponad 100 km/h. Jak śmignął, to mi aż autem zachwiało. Idiota! – pomyślałem. Też lubię szybko jeździć, ale na wszystko jest miejsce i czas. Bóg jednak chciał, dogoniłem debila na światłach. Stałem tuż za nim. Na tylnej szybie Renault dojrzałem pięć uroczych naklejek  – „Jezus ufam tobie”, „Kocham Jezusa”, „Bóg zwycięża”, „Nie wyrzeknę się Jezusa” i klasyczna ryba z Quo Vadis. I tu Jezus przemówił do mnie tak:

— Patrz Tomaszu, to mój wierny, oddany wyznawca, przedstawiciel narodu, któremu króluje, któremu przewodzę. Więc, dlaczego mam przedziwne uczucie, że ten kierowca z jednej strony mi ufa, a z drugiej dyma mnie niczym pedofila w pierdlu.

— Witaj w Polsce — odrzekłem w myślach.

Zapaliło się zielone światło. Rycerz Boga ruszył z piskiem opon, a ja pomyślałem sobie: Dobry Jezu, Nazarejczyku, może i jesteś królem tego wspaniałego narodu, ale powiem ci w tajemnicy, że jest mi cię po prostu, tak po ludzku cholernie żal. Amen.

Przeczytaj również

Macarena 24/7

Kiedy w duszy gra macarena. Dwadzieścia cztery na dobę, człowiek

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama