Diane Arbus: Normalność jest creepy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Aparat traktowała jak tarczę, za którą można się schronić. Fotografowała codzienność i zwykłych ludzi. Jednak największą sławę zyskała dzięki portretom prostytutek, transwestytów, karłów, gigantów i cyrkowców – outsiderów, których reszta świata miała po prostu gdzieś. Ze zdjęć Diane Arbus spoglądają historie i życiorysy. Znak rozpoznawszy fotografii: bohaterowie patrzący prosto w obiektyw. Ufni i otwarci.

Z dobrego domu

Arbus pochodziła z rodziny żydowskich emigrantów – wydawało się, że miała wszystko czego młode kobiety w tamtym czasie mogły pragnąć: pieniądze, stabilizację i możliwość edukacji. Wyszła za mąż szybko, a bogaci rodzice – właściciele futrzarskiego imperium „Russeks” – w ramach prezentu ślubnego zafundowali jej otwarte konto i „z góry” opłaconą pokojówkę. Krótko mówiąc: nic tylko leżeć i pachnieć. W taki właśnie sposób resztę swojego życia mogła spędzić Diane. Wybrała jednak zupełnie inną drogę. „Jedną z uciążliwości, którą znosiłam jako dziecko było to, że nie musiałam pokonywać przeciwności losu. Zamknięto mnie w poczuciu nierealności. A poczucie bezpieczeństwa było – choć może wydawać się to absurdalne – bolesne” – tłumaczyła.

View this post on Instagram

Anal.

A post shared by Diane Arbus (@diane_arbus) on

Epizody w modzie

Zanim Arbus odnalazła swoją drogę, współpracowała z rodzinnym imperium futrzarskim i zajmowała się fotografią reklamową. Tworzyła i asystowała przy sesjach modowych do największych magazynów: „Vogue”, „Harper’s Bazaar”, „Glamour”. Nigdy jednak nie był to szczyt jej marzeń. I chociaż ujęcia, które wykonywała, można uznać za poprawne, w porównaniu z pracami będących wówczas na szczycie Irvinga Penna czy Richarda Avedona , nie oszałamiały. Dobrze o tym wiedziała. Potrzebowała jednak impulsu do zmiany. Czekała na wydarzenie, które zainicjuje przełom.  Nie przeliczyła się – w połowie lat 50. Arbus obejrzała wystawę Edwarda Steichena „Rodzina człowiecza” i postanowiła, że porzuci portretowanie świata sukcesu raz na zawsze. Gdy tylko nadarzyła się okazja, by zerwać ze spokojem i „bolesnym bezpieczeństwem”, które zawsze ją uwierało, zrobiła to bez wahania.

Normalność nie ma definicji

Osoby zmagające się z niepełnosprawnościami, ludzie cierpiący na choroby psychiczne, jednostki nieheteronormatywe, lub po prostu ci, którzy poprzez swój niekonwencjonalny wygląd pokazywali środkowy palec skostniałym i zakurzonym regułom – na początku lat 60. wszyscy oni nie mieli łatwego życia. Nie pasowali do schludnego i ugładzonego wizerunku purytańskiej Ameryki. Wyróżniali się na tyle perfekcyjnych rodzin z przyklejonymi uśmieszkami i dużymi ogrodami. Zazwyczaj ukrywali się i trwali z dala od głównego nurtu – bo główny nurt się nimi nie interesował. Diane Arbus spojrzała na nich okiem aparatu i postanowiła uczynić z nich głównych bohaterów swoich fotografii. „Widząc kogoś na ulicy – pisała – zauważa się w nim przede wszystkim skazę”. I chociaż z pewnością nie każdy tak ma, Arbus rzeczywiście interesował głównie brak komfortu psychicznego. O jej pracach nie można mówić jednak jako o kronice dziwadeł czy też archiwum freaków. Odmienność ukazywała bowiem jako normalność – tym samym kwestionując jej istnienie. Przemieszanie nastrojów – tak bardzo dla niej charakterystyczne – ukazywało, że wszyscy są do siebie podobni i wszyscy są równi. Tym samym homoseksualiści przebrani za kobiety, stojąc w ubikacjach reprezentowali spokój, pogodę ducha, akceptację. Z kolei wszystko co na pozór wydawało się normalne – para staruszków na ławce w parku – uosabiało grozę i powodowało w odbiorcy zmieszanie. W konsekwencji to właśnie o portretach ludzi „bez skazy”powiedzielibyśmy, że są bardziej creepy.

O tym jak Arbus interpretowała inność obecnie rozpisują się kulturoznawcy na całym świcie. Mimo upływu lat jest to temat aktualny i ciągle żywy. Chociaż nie żyjemy w latach 60. i daleko nam do amerykańskich pań domu z tego okresu, także często nie akceptujemy inności – umieszczając ją na marginesie. Arbus ukazała jednak, że margines – zgodnie z teorią bell hooks – może być miejscem radykalnego otwarcia. Miejscem, z którego dostrzega się więcej.

https://www.instagram.com/p/BVpqsqHg3Oq/?utm_source=ig_web_copy_link

Reklama

Nowa Fala kobiet

Filmy czeskiej nowej fali jako feministyczne manifesty Jednym z najważniejszych