Słoneczniki 1992

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

To było w 92 bodaj roku. Przemierzałem z kumplem Europę. Na stopa. Jechaliśmy w kierunku Francji, a przystanek, który wspominam miał miejsce gdzieś w Niemczech, w pobliżu francuskiej granicy. Byliśmy z kolegą mocno umęczeni, jak zwykle biedni i niewyspani. Kupiliśmy coś za grosze na stacji benzynowej i legliśmy we dwójkę przy polu zaraz za stacją, żeby chwilę odetchnąć, napić się, coś przegryźć i omówić dalszy plan działania. Ja leżałem z plecakiem pod głową, kumpel siedział obok sącząc wodę z niemieckiej butelki.

 

Reklama
Advertisement

Czas sobie kapał słonecznie i leniwie. Było chyba koło południa. W pewnej chwili do oddalonej o kilkanaście metrów od nas stacji podjechał turystyczny autokar, wypluwając z siebie kilkudziesięciu Azjatów, prawdopodobnie Japończyków, uzbrojonych w proste aparaty fotograficzne zwane wtedy w Polsce popularnie – “idiotenkamera”. Co było dziwne, tłum zamiast okupować toalety czy budynek stacji, ruszył w naszym kierunku. Znaczy, moim i mojego kolegi. Patrzyli przy tym w naszą stronę, wymieniając miedzy sobą zdania wskazujące na stan jakiegoś dziwnego uniesienia.

 

Zaniepokoiliśmy się z lekka. Podniosłem się do siadu, nie rozumiejąc co się odstawia i chcąc przygotować ciało do ewentualnej reakcji na wydarzenia. Japończycy cały czas parli w naszym kierunku. Łot de fak…? Spojrzałem na kumpla, ten też widać kompletnie nie kumał co się dzieje. Kiedy tłumek doszedł do nas na odległość kilku metrów, wszyscy jak jeden mąż unieśli swoje aparaty i zaczęli fotografować rzeczywistość przed sobą. Wyglądało to zupełnie tak jakby nas fotografowali. Mnie i kolegę. Może nie wyglądaliśmy wtedy jak modelowi obywatele Europy Zachodniej, ale żeby aż tak? Nie wydawało mi się, żebyśmy stanowili w tych okolicznościach aż taką atrakcję. Odruchowo obejrzałem się za siebie. Kamień spadł mi z serca. Tuż za naszymi plecami, aż po daleki horyzont całe pole usiane było pięknymi, rozkwitłymi o tej porze w pełni okazałości słonecznikami. Jak okiem sięgnąć wszędzie słoneczniki. Wielkie i piękne pole słoneczników. Okazało się, że nasze, europejskie i przywykłe do takiego widoku niewrażliwe oko, nawet nie zwróciło na to uwagi. Legliśmy bezceremonialnie koło tego pięknego pejzażu, nie zwracając nań kompletnie uwagi. Potrzeba było autokaru turystów z dalekiej Japonii z ich wyśrubowaną wrażliwością, żebym sobie uświadomił jak bardzo stępiało moje/nasze poczucie estetyki.

 

Dzisiaj, w związku z pandemią, kwarantanną etc., w obliczu tego co wkoło się dzieje, każdy z nas ma szansę obejrzeć się za siebie i zobaczyć swoje pole słoneczników. Do czego serdecznie namawiam.

 

Reklama