Będzie lepiej

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Chcemy dobrze, sensownie, sprawiedliwie, a wychodzi – jak wychodzi. Zazwyczaj w formule Kargula:  „Sąd – sądem, a sprawiedliwość po naszej musi być stronie”. Również ta scena w „Samych swoich” bawiła nas do łez. Film – filmem, a w realu jest zupełnie inaczej. Nic nie boli nas bardziej, niż poczucie niesprawiedliwości, nabijania w butelkę, okłamywania nas – prosto w oczy, wciskania, że białe nie jest białe… To nas boli. Trudno jednak wykrzyczeć ten ból z sensem, gdyż nie umiemy o tym rozmawiać. O tym, co jest nie tak…

Nie umiemy przede wszystkim dlatego, że rozmowę rozpoczynamy zazwyczaj od konkretnego przykładu. Przyszło nam żyć w takich czasach, że coraz mniej jest przykładów neutralnych, dobrze ilustrujących nasz problem. Przykładów bez kontekstu. Ten ma zazwyczaj charakter polityczny. I dlatego nasza rozmowa rozpoczęta konkretnym przykładem, zamiast o problemie, schodzi na politykę. Dokładniej – na konkretnego polityka. Takim oto sposobem lądujemy na najlepszej ścieżce do przekonania, że nie ma już normalnych ludzi, z którymi można normalnie porozmawiać o normalnych sprawach…

Racji w tym przekonaniu porcja jest znikoma, ale wniosek będzie słuszny, jeśli nauczymy się rozmawiać o tym, „co jest nie tak”, bez odwoływania się do przykładów czerpanych z naszej współczesności.

Najłatwiej mają ci, których nie boli nic innego, poza ich sprawami osobistymi. Konkretny szef, konkretna urzędniczka lub urzędnik, konkretna sprawa… Tacy rozmówcy personalizują problem – sprowadzają go do konkretnego człowieka. Myślą konkretnie: „że koń, że Staś, że drzewo”…

Najtrudniej mają ci, których boli „ludzka krzywda”, „niesprawiedliwość społeczna”, „fałszowanie historii”, „dzielenie rodaków” itp. Przyzwyczajeni do personalizacji problemu zapytają od razu : A kto dzieli? Kto zaczął pierwszy? Sedno nie tkwi obecnie w tym, to był pierwszy, ale w konsekwencjach tego, że skaczemy sobie do oczu. Ale jak to wytłumaczyć rozmówcy, który twierdzi, że ważne jest kto skacze mocniej, a nie problem nienawiści zasianej w naszych mózgach i sercach…

Jest taka szansa, żeby mówić o tym, co jest nie tak i nie licytować się konkretami ?

Nie ma innego wyjścia. Przerzucanie się piłeczkami, a potem – kamieniami, jest dobre tylko dla tych, którzy zamierzają niszczyć, rujnować, burzyć. Nam potrzebna jest  pozytywna, dobra energia, serdeczność, poczucie przynależności do przyjaznej wspólnoty.

Jeśli pozostawać już koniecznie – w realu konkretów, to i tutaj można zrobić sporo dobrego. Unikaj ludzi złych, z negatywną energią, ”nawiedzonych” ideologicznie, nakręconych… Twoja obojętność, brak reakcji na gadanie jest dla nich największą karą. Zwracaj uwagę na przyjaznych, serdecznych. Pochwal dobrze wykonujących swoją pracę. Powiedz im jak to jest dla Ciebie ważne.

Takie małe kroczki? Jaki to ma sens?

Stawiając małe kroki, konsekwentnie, w tym samym kierunku, przybliżasz się do swojego celu. Postępując – w relacjach z ludźmi – tak, jak to opisaliśmy, powoli budujesz w swoim środowisku relację życzliwej wzajemności: nie czynienia innym tego, co Tobie nie jest miłe. Jeśli nie lubisz być opluwany, to sam nie plujesz na innych. Otaczasz się takimi samymi, jak ty. W takim gronie przyjdzie czas, by poważnie rozmawiać o regułach, zasadach, które muszą być respektowane przez wszystkich w naszej społeczności.

Nie martw się tym, że nie każdemu taki sposób zachowania będzie odpowiadał. Nie musi. W demokracji chodzi przecież o większość… Nic nie stoi na przeszkodzie, aby była ona właśnie taka: oparta na formule wzajemnej życzliwości, którą nazywano kiedyś atencją. Jak zwał – tak zwał – chodzi o to, by innym nie czynić tego, co Tobie nie jest miłe.

Przeczytaj również

Walentynki

Kolokwialnie mówiąc, miłość powinna być jak dobry monopolowy: siedem dni

Nasze magazyny

Reklama

Reklama

Follow on Twitter

Reklama