(Nie)legalne THC.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego ludzie palą marihuanę? Próbowaliście znaleźć to głębokie ‘dlaczego’? Ja spróbowałam. Dlaczego? Bo temat jest (nie)legalny, czyli niby nielegalny, a tak powszechny, jakby był legalny. Poza tym bardzo mnie intryguje i dla mnie to już wystarczy, żeby mu się przyjrzeć.

 

Reklama
Advertisement

Jako że jestem psychologiem, zaczęłam od źródeł naukowych. Jednak w większości wyszukanych przeze mnie podane są głównie negatywne aspekty oddziaływania kanabinoli. Wnioski tłumaczą wyniki badań, potwierdzające iż palenie marihuany (też haszyszu) długotrwale oraz w okresie dojrzewania, może prowadzić do poważnych  konsekwencji  zdrowotnych – w  zakresie zdrowia  fizycznego, psychicznego i społecznego.

 

Zatrzymajmy się w tym miejscu i doprecyzujmy, wyraźnie punktując zdrowotne implikacje. Do zaburzeń somatycznych (dot. ciała) zalicza się: zaburzenia koordynacji ruchowej (ataksja), przewlekłe zapalenie krtani i oskrzeli, napady kaszlu, suchość w ustach, przekrwienie białkówek i spojówek, wysypki skórne, wychudzenie, niekiedy wyniszczenie, zaburzenia seksualne, osłabienie reakcji odpornościowych.

 

W kwestii możliwych objawów psychicznych, wynikających z uzależnienia od kanabinoli wyróżnia się, m.in.: myślenie magiczne (choć brzmi pięknie, może znacznie utrudniać relacje społeczne), zaburzenia pamięci i uwagi, upośledzenie zdolności rozwiązywania problemów i planowania przyszłości, apatia z dominującym brakiem motywacji do działania, zobojętnienie uczuciowe, osłabienie woli, bezczynność, dystymia (przewlekła depresja z lękiem), obniżenie nastroju (anhedonia), stany lękowe, zaburzenia snu.

 

Z kolei do zaburzeń w funkcjonowaniu społecznym wyróżnia się: zanik zainteresowania, zaniedbywanie obowiązków, izolację społeczną, samotność, zaburzenia zachowania.

 

“Zaburzenia seksualne” czy “obniżenie nastroju”? Z całą pewnością nie są to powody, dla których tak wiele osób sięga po tego rodzaju używkę. Natomiast, przyglądając się powyższym odchyleniom, przestaję mieć wątpliwości dlaczego marihuana pozostaje w gronie nielegalnych.

 

Im bliżej źródła – tym woda jaśniejsza, czyli głębokie DLACZEGO palących marihuanę.

 

Przeprowadziłam wywiad środowiskowy, z którego wynika paleta całkiem barwnych przesłanek. Przeanalizowałam je i uszeregowałam:

  1. Reakcja relaksacyjna.
  2. Dobrostan.
  3. Zwiększona percepcja sensoryczna (smak, seks, dźwięk).
  4. Towarzystwo (akceptacja, uwaga, wyższe poczucie wartości, pewność siebie).
  5. Wyostrzenie zmysłów jako “odbodźcowanie” mózgu od natłoku informacji.
  6. Alternatywne spostrzeganie rzeczywistości (“Nadawanie na tych samych falach”).
  7. Pobudzanie wyobraźni.
  8. Tymczasowa gratyfikacja/rytuał.

 

Odnosząc się do powyższych potrzeb indywidualnie, pozwolę sobie w dalszej części na psychologiczne dywagacje. Zacznijmy od najważniejszego podziału osób palących marihuanę – sporadycznie i nałogowo. Od tych ostatnich zaczęłam, to może teraz skupię się na tych użytkownikach, dla których kanabinole to epizod (nazwijmy go sferą eksperymentalną).

 

Kiedy już powoli traciłam wiarę w ciekawość psychologów światem “narkotycznych potrzeb” trafiłam na badania potwierdzające trzy możliwe powody eksperymentowania z marihuaną (i innymi używkami). Oczywista ludzka ciekawość, chęć ucieczki przed problemami oraz przypadek. Ten ostatni powód na zmianę wywoływał we mnie rozbawienie z przerażeniem z powodu rodzących się w mojej głowie możliwych scenariuszy. Jak widać, wyróżnione w badaniu źródła palących marihuanę tylko poniekąd mają się z tymi z mojego wywiadu środowiskowego. Łącznika doszukiwałabym się w ucieczce przed problemami.

 

Czy zatem można uznać ‘chęć ucieczki przed problemami’ jako główną determinantę eksperymentujących z nielegalnym THC?

 

Zanim podejmę próbę odpowiedzi na to pytanie, ośmielę się skonfrontować wątek z ulubionym tematem psychologów – jakością życia. Myślę, że wiele wyjaśni geneza terminu, którego rozwój zajmował głównie psychologów z nurtu humanistycznego. Szczególną uwagę przywiązywali oni do problematyki natury ludzkiej i komfortu życia. Mój król wśród definicji jakości życia – prof. Tomaszewski, spostrzega pięć aspektów: poziom świadomości, poziom aktywności, bogactwo przeżyć, twórczość i współuczestnictwo w życiu społecznym. Nie wiem czy też odnajdujecie jak ja wspólne mianowniki z wymienionym przez moich ankietowanych uzasadnieniem.

 

Czy to oznacza, że marihuana podnosi jakość życia użytkowników?

 

To zagadnienie wymaga badania naukowego i wynikających z niego rzetelnych wniosków. Niemniej, można sobie pozwolić na refleksję w obliczu powyższych wniosków badań i z pewnym podejrzeniem uznać (być może nawet graniczącym z pewnością), że w przypadku odczuć osób eksperymentujących używka może mieć wpływ na zawyżenie jakości życia. Jednak w grupie osób uzależnionych może znacznie tę jakość zaniżać z powodu negatywnych skutków nałogu. Pamiętajmy, że ocena jakości życia jest oceną subiektywną.

 

Staram się zawsze podchodzić do ważnych tematów poważnie, więc nie pozostawię Was wyłącznie z moją refleksją. W internetowej kopalni wykopałam wnioski z badań na temat wpływu narkotyków (w tym marihuany) na jakość życia studentów eksperymentujących. Wyniki wskazują na odmienność w spostrzeganiu. Osoby deklarujące zawyżoną jakość życia podczas stosowania używek wskazywały na poprawę wrażliwości emocjonalnej, tymczasową poprawę nastroju, dobre samopoczucie (radość), towarzyskość oraz poczucie przynależności i akceptacji grupy (tzw. sfera wtajemniczonych w doznania).

 

I teraz wróćmy do odpowiedzi moich ankietowanych – czy tylko ja widzę te wspólne mianowniki? Dobrostan, tymczasowa gratyfikacja, akceptacja i uwaga towarzystwa.

 

Z kolei badani odczuwający obniżoną jakość życia podkreślali stany lękowe i depresyjne, poczucie winy, zaniżone ambicje, zaburzone relacje z rodziną i (jednostkowo) konflikty z prawem. Sporo wspólnego ze wspomnianymi wcześniej negatywnymi skutkami, prawda?

 

Nurtuje mnie jedno pytanie. Czy te ostatnie wnioski mają ścisły związek z wpływem samych narkotyków (w tym marihuany) czy może właśnie stanowiły to nasze “dlaczego” użytkownicy sięgnęli po używki?

 

No bo jak rozumieć konkluzje badania psychologicznego, że jednym (w subiektywnej opinii) marihuana służy, a innym szkodzi? Tym bardziej, że nie zawiera ono danych z badań medycznych, dających podstawy rzetelnych osądów wpływu używek na kondycję psychofizyczną poprzez wpływ na funkcjonowanie organizmu. Hm, koncentruję się teraz wyłącznie na badaniach psychologicznych. I jedynie rozważam, nie osądzając.

 

Za nami spora dawka wiedzy naukowej. Czas na moje dywagacje. Na przestrzeni ostatnich lat poznałam szczegółowo pewną prawdę życiową. Przygotuj się, bo będzie miażdżąca. Nikt nie lubi czuć się źle, ale każdy z nas czasem tak się czuje. I to jest nieuniknione. Tak, to jest ta druzgocąca prawda, której z jakichś powodów wielu nie chce zaakceptować. Nie lubią tego stanu i na możliwe sposoby go unikają poprzez tzw. tymczasowe gratyfikacje albo wręcz pławią się w nim dramatyzując, zamiast gospodarować właściwie swoim czasem i zasobami.

Kiedy człowiek ulega negatywnym projekcjom dotyczącym swojej osoby i otaczającej go rzeczywistości – to automatycznie kreuje tę negatywną wizję. I koło się zamyka. Nie zmieni tego tymczasowa gratyfikacja w postaci używki czy zakupów w afekcie. Zmiana wymaga pracy i dyscypliny, a to energo- i czasochłonne. Z jakichś powodów ludzie nie chcą przeorganizować swojego harmonogramu dnia i poddać się sumiennej samoanalizie?

Dlaczego? Czy jest zbyt leniwy? Nie wierzę w lenistwo. Wierzę natomiast w brak pewności siebie i zaniżone poczucie wartości, które w konsekwencji daje nam negatywne projekcje o sobie samym i wspomnianej rzeczywistości przez co wszelka wymagająca praca spala na panewce, bo w projekcji już na starcie jest wizją porażki. Więc po co zaczynać? Żeby się przekonać, że jest niedoskonały i zawodzi oczekiwania sukcesu? Człowiek woli mieć poczucie względnej kontroli nad własnym życiem. Nawet jeśli ta kontrola oznacza pozory radości i tzw. “strefę komfortu”, którą osobiście nazywam “bagienkiem”, bo takie mam skojarzenie z ograniczającymi blokadami przed rozwojem.

Rozumiesz teraz dlaczego w kwestii jakości życia psychologowie biorą pod uwagę problematykę natury ludzkiej i komfort życia?

Dlaczego ludzie ulegają negatywnym projekcjom? Bo nie potrafią inaczej? Bo nikt nie dał im wzorców? Bo nie akceptują siebie? Jak można siebie akceptować, jeśli się siebie nie zna? Bo najwyraźniej nie znają siebie, skoro widzą same negatywy.

 

I teraz mam kolejną miażdżącą prawdę. Człowiek jest… człowiekiem – nie Bogiem. Bolesny fakt. I też nie do zmiany, choćby nie wiem jakie narkotyki zażył i ile czasu i pieniędzy inwestował w zasoby materialne – wciąż jest tylko i aż człowiekiem. W mojej opinii powinien się cieszyć, bo daje mu to możliwość potykania się, upadania, leżenia czy nawet turlania się na swojej życiowej drodze, by potem znów podjąć rękawice, eksplorować, popełniać błędy, doświadczać i uczyć się na nich. Bóg ma większe problemy – zawsze musi być doskonały. Zobacz człowieku jaki masz wspaniały komfort życia – nie musisz być doskonały jak On. Balast zrzucony. Żyj.

 

Czy te refleksje budzą bunt? Co ja mogę wiedzieć o ludzkich problemach?

 

Wiem. Dużo nawet. Przede wszystkim sama jestem człowiekiem z problemami. Ponadto jestem psychologiem i pracuję z ludźmi, głównie nieszczęśliwymi, którzy pragną szczęścia. I co jest piękne w mojej pracy – ciężko pracują, dlatego osiągają cel.

 

Aaale niektórzy tylko eksperymentują z narkotykami z ciekawości? To wróć jeszcze na chwilę do uzasadnień moich ankietowanych. Tymczasowa gratyfikacja lub reakcja relaksacyjna – z jakiego powodu? “Odbodźcowanie” mózgu – czym ten mózg taki przebodźcowany? Dobrostan – rozumiem, że to oznacza, iż przed paleniem marihuany go nie odczuwają, skoro potrzebują go poczuć paląc. Uwaga i akceptacja towarzystwa – czyjej tak naprawdę uwagi i akceptacji potrzebujesz i dlaczego? Zwiększona percepcja sensoryczna – dlaczego jej w ogóle potrzebujesz?! Twoja rzeczywistość jest nudna albo smutna?

 

Zakładam, iż znajdą się jednostki z własną wykwintną argumentacją, niczym wachlarz wrażeń smakowych po spalonym “dżoincie”. I dobrze, nie przyjmujcie każdego tekstu jako jedynej najprawdziwszej prawdy. Przeczytajcie, przeanalizujcie, otulcie własną refleksją i żyjcie dalej zgodnie z własną wolą. Oby była wyłącznie Wasza.

Nie mniej, nie pozostanę obojętna wobec własnych rozważań i wniosków w kontekście powyższego.

 

Czyli co nam daje ta wiedza? Dużo i nic.

 

Dużo da tym, którzy mają odwagę przyznać się do niedoskonałości i podjąć chęć pracy nad własnymi zasobami. Brzmienie słów “pracy nad sobą” wydaje mi się sugerować z miejsca, że doskwiera jakiś nienaturalny, rażący problem, rodzący wstyd i lęk przed jego ujawnieniem. Dlatego wolę “pracować nad zasobami”, niż “pracować nad sobą”. Co ważne, to nieprawda, że problemy są rażące i nienaturalne. Znacie to przecież: “nic co ludzkie nie jest mi obce”. Skądś się wzięło to powiedzenie, prawda? Przecież nie znikąd.

Dużo da tym, którzy nie chcą ulec nałogowi, bo przyznają się do ograniczonych kompetencji w radzeniu sobie z własnymi problemami i zwrócą się po pomoc. Już wiadomo, że nie ma się czego wstydzić, więc jest łatwiej. Wiadomo też, że człowiek nie jest Bogiem, więc nie musi radzić sobie ze wszystkim sam.

Dużo da tym, którzy jak ja kochają, a wręcz z namaszczeniem traktują każde wszechstronne spojrzenie na problem natury ludzkiej. Nie trzeba być psychologiem, żeby mieć takie pasje. Ja nie zawsze byłam psychologiem, ale odkąd pamięć moja sięga, zawsze nie znosiłam  umysłowego zniewolenia.

 

Nic da tym, którzy uznają, że nic wiem. Choć wiem dużo o człowieku, oni będą wiedzieć swoje i ich zawsze będzie “najmojsze”.

Nic da tym, którzy nigdy nie skosztowali żadnej używki oraz ich znajomi, więc temat jest obcy i z całą ich pewnością nie jest godny zainteresowania. Znasz takie jednostki?

Nic da tym, którzy tego artykułu nie przeczytają. A szkoda.

 

Sumując – czy sądzę, że osoby palące marihuanę – zarówno sporadycznie, jak i nałogowo – mają jakiś problem, z którym sobie nie radzą i to dlatego sięgają po używkę? Tak i nie.

 

Tak, bo na to wskazują sami użytkownicy nałogowi.

Tak, bo pośrednio na to wskazują odpowiedzi użytkowników eksperymentujących.

Nie, bo tego wyraźnie nie wskazują użytkownicy eksperymentujący i nie wszyscy nałogowi.

 

Taka właśnie jest psychologia. Nigdy czarno – biała.

 

Moje stanowisko w tej sprawie jest następujące: wszystkie używki, które szkodzą zdrowiu psychofizycznemu człowieka pełnoletniego powinny być przez niego samego (z racji posiadania wolnej woli), w pełnej świadomości możliwych skutków ubocznych i nielegalności zweryfikowane, a ewentualne podjęcie decyzji o skorzystaniu dobrze przemyślane po uwzględnieniu powyższego. Osoby niepełnoletnie nie powinny zażywać narkotyków i wiedzą o tym. Doświadczenia życiowe i zawodowe (psychologów, lekarzy) wyraźnie pokazały i wciąż pokazują, że wszelkie zakazy zdeterminowanych nie powstrzymają.

 

Czy mam propozycję alternatywną do używek? Mam. To moje legalne THC, czyli Teoria Higieny Ciała oraz powstałe na kanwie tej teorii samopomocowe narzędzie – Piramida Higieny Ciała – promujące styl życia, wspierający kondycję psychofizyczną. Co ciekawe, wśród moich podopiecznych, legalne THC i piramida również symbolizują obiekt redukujący problemy. W potocznym rozumieniu są odpowiedzią na m.in. wyróżnione pogrubionym tekstem negatywne skutki palenia marihuany oraz stanowią wsparcie w podejmowaniu prób radzenia sobie z problemami. Jeśli “chociaż” tyle mogę zaoferować – z przyjemnością po mojej stronie – oferuję. Więcej o tym w kolejnym artykule.

Reklama