TRUDNA SZTUKA WYBORÓW, CZYLI REKOMENDACJE MUZYCZNO-FILMOWE

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Dostałem maila, w którym ktoś prosi mnie, żebym podzielił się swoimi rekomendacjami filmowymi i muzycznymi na czas lockdownu. I drugiego, w którym ktoś prosi, żeby się przedstawił, podał swój PESEL i adres. Sam się co prawda nie przedstawia i nie podpisuje, ale w stopce jest napisane, że poważa mnie Poczta Polska, więc chyba wypełnię i odeślę.

Co może pójść nie tak?

Natomiast jeśli chodzi o rekomendacje. Fakt, jestem obywatelem bardzo wrażliwym muzycznie. Jak mi coś wpadnie w ucho, to potrafi tak siedzieć tygodniami, aż mam ochotę włożyć sobie długopis w oko i trochę podłubać.

W ten sposób poznawałem np. piosenki Patrycji Markowskiej i Zenona Martyniuka, ale słucham muzyki bardzo różnej. Ostatnio w głowie utknęły mi zwłaszcza dwa kawałki – „NOWHERE TO RUN” i „RESCUE ME”, których słucham na przemian i w kółko, to płacząc, to znowu się histerycznie śmiejąc.

 
Reklama
 
Reklama

Czasem pozwalam sobie na intelektualną zabawę i podmieniam słówko, czy dwa w piosence na jakieś inne i cieszę się, jak zabawnie zmienia ona wtedy swoje znaczenie. Na przykład kiedyś Paweł Kukiz był piosenkarzem i śpiewał z zespołem z gruczołem mlekowym w nazwie taką piosenkę o żandarmerii wojskowej poszukującej uchylającego się od służby wojskowej młodego obywatela i teraz, po mojej zmianie w głowie leci mi jak:

„Chodzą listonosze koło mego domu.

Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam…”

Nie wiem dlaczego, ale dużo myślałem ostatnio o listonoszach.

Nawet sobie przypomniałem, że był kiedyś taki film z Kevinem Costnerem, który też Wam mogę polecić. Bardzo niedoceniony, a teraz okazuje się, że wyprzedził swój czas po prostu. Nazywał się „Wysłannik przyszłości” (oryg. „The Postman”; z ang. listonosz) i tłumaczenie to również dzisiaj nabrało dla mnie nowego znaczenia.

Film opowiada o post-apokaliptycznym świecie, w którym nadzieję na przywrócenie społecznego porządku daje ludziom doręczanie przesyłek pocztowych.

Na pewno polecam Wam też „Szczęki”.

Jest to amerykański dreszczowiec z wątkami przyrodniczymi, w którym lokalne władze, wbrew ostrzeżeniom, zwlekają z ogłoszeniem zagrożenia, żeby ratować miejscową gospodarkę i kolejne wybory.

Moja ulubiona scena to ta, w której rekin zżera gołą babę, ale ostatnio mam w pamięci jeszcze taką, w której na zaludnionej plaży nikt się nie kąpie, bo ludzie boją się wejść do wody.

Niby wolno im się kąpać, ale już Szeryf z Burmistrzem trzymają jakoś dziwny dystans do wody. Burmistrz ratuje na szczęście całą sytuację i wysyła do kąpieli znajomą rodzinę, żeby dali innym przykład, że w wodzie jest bezpiecznie.

Jest to genialne posunięcie, bo rodzina nie jest zbyt mądra i się zgadza. Zakładam też, że mają już jakieś współistniejące choroby, więc w razie czego raz, że strata niewielka, a dwa burmistrz jest kryty, bo przecież jakby ich rekin nie zeżarł, to i tak na coś by w końcu zeszli.

Prawdziwy lider.

Gdybym mógł, to bym na niego głosował, ale niestety, jak już wspominałem, nie mieszkam w miejscu swojego zameldowania.

Albo „Kasyno” Martina Scorsese!  To mogę śmiało zarekomendować.

Tak mi się ten film podobał, że raz nawet byłem w prawdziwym kasynie. Nic nie wygrałem, bo nic nie postawiłem, bo nawet przed pandemią nie miałem pieniędzy, ale co się napiłem darmowego drinka, to moje.

Ale chętnie się jeszcze kiedyś wybiorę.

Wiem, że na pewno nie poszedłbym do kasyna z Szymonem Hołownią.

Jest co prawda bezbłędny we wskazywaniu szulerów, ale ma taką wadę, że chce z nimi siadać do stolika i ciągle prosi, żeby go dofinansowywać.

Ciekawe czy Małgorzata Kidawa-Błońska była kiedyś w kasynie? Pewnie nie. Pewnie nie mogłaby się zdecydować, czy postawić na czerwone, czy na czarne…

Na pewno Władysław Kosiniak-Kamysz poszedłby ze mną. Ale wciąż nie jestem przekonany, czy to dobrze.

Natomiast nie wiem w co gra Robert Biedroń, ale wygląda mi to na jakiegoś pasjansa.

Z Bosakiem na pewno bym nie chciał iść nigdzie, nigdy. Za bardzo mi się kojarzy z „Kabaretem”, a za tym filmem nie przepadam. Jest tam co prawda chłop przebrany za babę, jak w każdym innym kabarecie, ale piosenki już mnie tak bardzo nie bawią.

A poza tym? Normalnie. Nie ma dokąd uciec.

Ratunku.

Z poważaniem

 
Reklama

Reklama