Ceny ropy spadną na zawsze? Gospodarki reżimów naftowych mogą się nie podnieść

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nasze życie codzienne i (a może przede wszystkim) gospodarka dostały porządnego wstrząsu. Ludzie za wszelką cenę chcą wierzyć, że gdy koronawirus zostanie opanowany, to wrócimy do tak zwanej „normalności”. Tyle tylko, że może być o to niesamowicie ciężko.

W bardzo trudnej sytuacji znalazł się przemysł naftowy. Po spektakularnym załamaniu, ceny za baryłkę spadły z 60 dolarów do 20 dolarów. Wyczekiwana przez ludzi normalność może jednak nie wrócić.

Michael Grubb, profesor energetyki i zmian klimatycznych na UCL, w swoim artykule dla Asia Times pisze, że normalność, czyli powrót do cen sprzed koronawirusa, już nie powróci. Uważa, że wycena jednej baryłki osiągnie pułap 30-40 dolarów, nie więcej. Nigdy. Biorąc pod uwagę fundamentalne znaczenie ropy naftowej dla światowej gospodarki, przychodów państw, a co za tym idzie świadczeń socjalnych i funduszy emerytalnych, obecna sytuacja może być jednym z największych kryzysów finansowych, z jakimi człowiek miał kiedykolwiek do czynienia.

Grubb zwraca uwagę, że pandemia koronawirusa nie jest jedynym czynnikiem, przez który przemysł naftowy może się już nie podnieść. W swoim artykule pisze, ze przyczynia się do tego nadpodaż. Załamanie cen ropy zaczęło się tuż przed wybuchem pandemii. Organizacja Krajów Eksportujących Ropę (OPEC), pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej, nie była w stanie uzgodnić cięć produkcyjnych z Rosją. Ekonomiści uważają, że w grę wszedł konflikt interesów. Największy i najtańszy dostawca, czyli Arabia Saudyjska, byłaby w stanie wygrać każdą wojnę cenową. Była (i w dalszym ciągu jest) regulatorem rynku naftowego, lecz mimo wszystko musi dbać o to, by jej finanse się zgadzały. A w obliczu konfliktu cenowego z Rosją, stanęło to pod dużym znakiem zapytania.

Gdy szejkowie byli przygotowani do bitwy z Putinem o ceny ropy, pojawił się koronawirus. Widmo otwartego sporu zamieniło się w ucieczkę, którą zmuszone były wybrać supermocarstwa naftowe. Wobec tego nawet rozmowy mające ustabilizować sytuację cenową nie były w stanie powstrzymać spadku wartości jednej baryłki do poziomu 20 dolarów.

Innym czynnikiem świadczącym o tym, że kryzys naftowy będzie trwał, jest ludzka świadomość. Michael Grubb uważa, że mieszkańcy dużych miast w końcu uświadomili sobie, że wcale nie muszą tak dużo podróżować i tak często wychodzić z domów. Co za tym idzie, oberwie się dodatkowo przemysłowi naftowemu przez to, że po powrocie do „normalności” zaobserwujemy zmniejszony ruch na ulicach. Koszty i cała logistyka dojazdów mogą zostać zastapione wygodnymi wideo-konferencjami.

Paradoksalnie koronawirus sprawił, że rekordowy, dzienny, popyt na baryłki ropy zanotowany w zeszłym roku (100 milionów baryłek dziennie) już nigdy się nie powtórzy. Koszt dramatycznego załamania cen może się negatywnie odbić na reżimach na Bliskim Wschodzie. Wkroczyliśmy w nowy świat, z którego nie ma już powrotu do starego.

Reklama

Koalizja

Bardzo, bardzo teraz. Właściwie w tej chwili. Gdzieś i może