„Na gruzach cywilizacji”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W postapokaliptycznej powieści mistrza intrygi Roberta Harrisa wcale nie rządzą nami roboty. Po technologii zostały opłakane resztki plastikowych wspomnień ukrytych głęboko w ziemi, a ludzkość wróciła do czasów średniowiecza. Dosłownie. Miejsce elektryczności zajęły pochodnie. Zgłębianie wiedzy o przeszłości jest zakazane i surowo karane. Nad „prawidłowością” biegu ludzkich myśli czuwa ponury i bezlitosny Kościół.

Młodziutki ksiądz Christopher Fairfax przemierza na koniu bezdroża Anglii. Przybywa do odległej wioski, żeby pochować tamtejszego proboszcza, który zginął w tajemniczych okolicznościach. Fatalna pogoda i zalane drogi uwięziły księdza w wiosce, której mieszkańcy niekoniecznie okazują duchownemu morze serdeczności. Wiedziony ciekawością i potrzebą poznania prawdy o okolicznościach śmierci wikarego zaczyna zagłębiać się w zakazane przez oficjalne instytucje obszary wiedzy o świecie, który przeminął. W jego heretyckich poszukiwaniach sekundują mu wzgardzony naukowiec Shadwell, który prowadził badania nad zachowanymi dokumentami tajemniczego naukowca Morgensterna, laureata Nagrody Nobla z fizyki, miejscowy właściciel ziemski Hanckock i wybranka jego serca – lady Durston. W trakcie poszukiwań prawdy ksiądz Fairfax straci wiarę w instytucję Kościoła, złamie śluby czystości i niejednokrotnie niemal straci życie.

Akcja „Drugiego snu” osadzona jest w Wielkiej Brytanii około ośmiuset lat w przyszłości. Po śmierci cywilizacji technologii (około 2025 r.) na scenę wkracza odmłodzony i dogmatyczny kościół, którego autorytarne rządy i obsesyjne tłumienie heretyckiego „scjentyzmu” organizują ludziom życie w brutalnej i zacofanej rzeczywistości. Nieliczni naukowcy, którzy przetrwali, przypuszczają, że Apokalipsa była konsekwencją cyberwojny – nastąpiło załamanie się technologii komputerowej. Wcześniej najprawdopodobniej działał globalny wirus albo oszalało nadaktywne Słońce. „Biorąc pod uwagę naturę ludzką, skłaniałbym się raczej ku wojnie” – snuje podejrzenia Shadwell. W erze pandemii takie przypuszczenia, nawet ubrane w literacki sztafaż, czyta się z dreszczem na karku.

W świecie wykreowanym przez Harrisa po nagłym zakończeniu ery smartfonizacji i rozpęknięciu świata od nabrzmiałej chmury danych ludzkość powróciła do średniowiecza. I nie jest to żadna metafora. Elektryczność nie istnieje, ludzkość powróciła do tkactwa, manufaktur i zbiorowych polowań na dziką zwierzynę. Pieniądze trafiły do obiegu zaledwie cztery lata temu, wygrali ci, którzy wcześniej zgromadzili złoto. Naukowcy, którzy próbują eksperymentować z bursztynem – trafiają do lochu. W ogóle naukowcy mają się znacznie gorzej niż obecnie: nadal klepią biedę, a dodatkowo są ścigani przez wściekły na wszelkie przejawy rozumu kościół. Skoro bogiem „starożytnych” była nauka, a ten bóg ich opuścił, współcześni zwrócili się ku ortodoksyjnej religii. Rozum jest prześladowany przez dogmaty. Kościół potwornie umocnił swoją pozycję instytucji posiadającej monopol na wiedzę.

Ludzie nie przestali jednak zarówno pytać, szukać, jak i błądzić. Nie przestali też mataczyć, kręcić, łgać i zdradzać. Nie ustają również w poszukiwaniu prawdy o przeszłości, bo widok ruin wcale ich nie znieczula.

Tytułowy „Drugi sen” odnosi się do dawnej praktyki nocnego odpoczynku „na raty”. Powieść Harrisa staje się potężną alegorią pęknięcia, które w ciągu kilku dni nastąpiło jednocześnie na całym globie, a względny dobrostan niektórych uprzywilejowanych grup społecznych wcale nie musi oznaczać ich wiecznego trwania. Przecież to tylko chwilowe przebudzenie przed kolejnym etapem powszechnej ciemności.
„Drugi sen” może być również odczytany jako wyśmienita, złośliwa i wcale nie przesadzona parabola, nawiązująca do Brexitu i wyczynów Donalda Trumpa. Harris o świecie wie aż za dużo: pracował długo jako dziennikarz i komentator „The Observer”. Na podstawie jego powieści Roman Polański nakręcił „Autora widmo” oraz „Oficera i szpiega”. Już to niech będzie wystarczającą rekomendacją.

Wyobrażony świat Harrisa aż dudni odniesieniami do rzeczywistości, wzywając nas do weryfikacji pojęcia postępu, pojęć typu liberalizm i praworządność, a także wszystkich ideałów, którym hołdowały pokolenia, ale w ostatnich latach zbyt łatwo udało się je złożyć na ołtarzu populizmu.

Harrisa czyta się kompulsywnie i do końca. Są tu wciągająca intryga, wartka narracja, zero pouczeń, naga prawda o niezmienności ludzkiej natury i bezbrzeżna wyobraźnia autora. Obrazowość tej prozy na pewno nie pozostawi reżyserów obojętnymi. Świetne i nieodkładalne.

Na zachętę choć taki fragment:
„Większość transakcji starożytnych odbywała się nie z wykorzystaniem monet czy nawet banknotów, ale poprzez elektryczne impulsy pieniężne, które przekazywano sobie specjalnymi urządzeniami drogą powietrzną. Kiedy nastała Apokalipsa, te urządzenia przestały działać i bogactwo starożytnych się ulotniło. (…) Ta metoda umożliwiła im handel na wielką skalę, ale też, kiedy zawiodła, uczyniła z nich żebraków. Proszę sobie wyobrazić, że budzicie się państwo któregoś ranka pozbawieni środków do życia, z umiejętnościami, które są zupełnie bezwartościowe, nieprzydatne w walce o byt! Ich świat był oparty na sile wyobraźni… przypominał zamki na lodzie. Powiał cieplejszy wiatr i wszystko zniknęło”.

 

Robert Harris, „Drugi sen”, tłum. Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2020.

Reklama