Nie bądźmy idiotami!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Cechą życia społecznego starożytnych Greków była silnie akcentowana wspólnotowość. Wycofanie się do życia prywatnego oznaczało wręcz utratę pełni człowieczeństwa oraz możliwości pełnego rozwoju. Sytuacja ta powodowała, że największym szacunkiem cieszyli się obywatele interesujący się sprawami publicznymi. Jednostki nazywane idiotes były zaś spychane na margines społeczności. Uznawano je bowiem za upośledzone z powodu braku ich odpowiedzialności za losy państwa.

Czasy nam współczesne to zupełnie inna rzeczywistość. Żyjemy w świecie, w którym dla większości z nas uprawnieniem obywatelskim, z którego najchętniej korzystamy jest „nieuczestniczenie”. Koncentrując się w głównej mierze na konsumpcji owoców wzrostu gospodarczego, przestaliśmy podejmować racjonalne i publicznie odpowiedzialne decyzje. Sprawy publiczne stały się nam obce, zbędne. Miejsce obywateli kształtujących obraz społeczno-gospodarczy państwa, zajęli zamknięci w kręgu swoich prywatnych przyjemności współcześni konsumenci. Niestety dziś, będąc już częścią globalnego kryzysu, ci dzisiejsi idiotes dopiero uświadamiają sobie, że podobnie jak mieszkańcy starożytnej Troi, doprowadzili do upadku tego, co miało nie upaść. Globalna gospodarka oparta na konsumpcji, niczym niezdobyte mury antycznego miasta państwa miała w ich rozumowaniu trwać niewzruszona. I podobnie jak u Homera, tak i obecnie jesteśmy świadkiem jak nieprzewidziany czynnik wywraca wszystko do góry nogami.

Nieprzewidywalność to coś, czego ekonomia boi się najbardziej, ponieważ nie może tego kontrolować. W przeciwieństwie do dotychczasowych zachowań popytowych społeczeństwa, sterowalnych i możliwych do zaplanowania przy użyciu odpowiednich technik oddziaływania, koronawirus cofa dzisiejszych specjalistów od sprzedaży do XIV w. i czasów czarnej śmierci. Naturalna jest więc wśród nich panika, bo za nim nie wypracują nowych technik sprzedania nam wszystkiego i w każdej ilości, wielu z nich zredukuje zatrudnienie a większość mniejszych podmiotów upadnie. Wzrośnie więc bezrobocie i spadnie poziom życia. Państwo wrzuci na rynek miliardy by ratować konsumpcję – podstawowy budulec PKB oraz źródło VAT. Nie upłynie dużo czasu, gdy zwiększona podaż pieniądza wpędzi nas w inflację. Spadnie siła nabywcza dochodów oraz oprocentowanie lokat bankowych. Wielu straci oszczędności. Zwiększy się poziom zadłużenia państwa oraz obywateli. Chcąc za wszelką cenę zapewnić płynność na rynku rząd będzie „pompować konsumpcję” do granic możliwości ku uciesze tych, którzy do obecnej sytuacji walnie się przyczynili. I to wszystko za nasze pieniądze.

Oczywistym jest, że kryzysom należy się przeciwstawiać, choćby z uwagi na skalę problemów, jakie generują. Ale czy za wszelką cenę i na taką skalę? Historia uczy, że okresowe zwolnienia aktywności gospodarczej, są zjawiskiem odwiecznym a próba stworzenia przez marksistów w XX w. systemu gospodarczego odpornego na kryzysy zakończyła się fiaskiem i oznaczała ogromne koszty społeczne. Kryzysy, przy wszystkich niedogodnościach, jakie wprowadzają, odgrywają w gospodarce rolę porządkującą. Ujawniają zasadność lub niecelowość przedsięwzięć, zachowań popytowo-podażowych, działań interwencyjnych, przekłuwają też rozmaite bańki spekulacyjne. Kryzys weryfikuje dorobek poprzedzającego go okresu dobrej koniunktury. Wówczas okazuje się, co było wartościowe, co zaś zbędne. Głębokość spowolnienia jest pochodną stanu gospodarki, jej nienaturalnego rozrostu niemającego oparcia na solidnych fundamentach. W przyrodzie, gdy obumiera drzewo, na jego próchnie wyrasta nowe. Gdy upadają przedsiębiorstwa, ich majątek nie znika. Jest przejmowany przez tych, którzy nie upadli. Przez tych, którzy byli bardziej przystosowani.

 
Reklama
 
Reklama

Dzięki historii powinniśmy widzieć siebie, swój moment z pewnego dystansu. Powinniśmy też cyklicznie porównywać naszą historię z innymi i zastanawiać się nad tym, czy i jak się rozwijamy, czy upadamy. Na nasze nieszczęście pamięć zbiorowa jest jednak wyrazem spontanicznej reakcji na przeżywane doświadczenia i wynika wprost z wyboru określonych wartości. To, co dla nas cenne i przyjemne przechowujemy więc w pamięci. To, co przykre, co psuje nasz obraz rzeczywistości chowamy w cień, próbujemy zapomnieć. Traktując historię w sposób wybiórczy zapominamy, że ta lubi się powtarzać.

 

***

Łukasz Stolarski -Współzałożyciel i Dyrektor Zarządzający Firmy Home Zarządzanie Sp. z o.o., licencjonowany Główny Księgowy, wieloletni pracownik Ministerstwa Finansów RP, w tym na stanowiskach kierowniczych. Od kilku lat działa na rynku zarządzania nieruchomościami. Prowadzi własną praktykę księgowo-podatkową

Reklama