Słucha się

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

„Fucking Bornholm” to kameralny dramat o środowisku współczesnych czterdziestolatków – dostępny w formie słuchowiska w doborowej obsadzie.

Wielu z nas tęskni za kinem. Seriale audio mogą być jedną z form obcowania z ulubionymi aktorami – bardziej intymną, wymagającą uruchomienia wyobraźni, choć dostarczającą nie mniej emocji niż film.

Grupa przyjaciół z dziećmi wybiera się na tradycyjny majowy biwak na Bornholm. Mai stuknęła czterdziestka i nie ma siły już udawać, że żyje w szczęśliwym i spełnionym związku z Hubertem. Opieka nad dwoma synami daje jej w kość, tym bardziej, że mąż jest wiecznie mentalnie nieobecny. Dawid, przyjaciel ze studiów Mai, rozstał się z żoną Klaudią. Na biwak wybrał się nie tylko z dzieckiem, ale poznaną przez Tindera studentką psychologii Niną. Przemądrzałe komentarze teoretyczki psychologii doprowadzają do szału Maję i wcale nie pomagają w rozwiązaniu konfliktu, który wybucha między synami przyjaciół. Wyczekany weekendowy wypad niespodziewanie zamienia się w serię psychicznych i moralnych prób dla wszystkich wypoczywających. „Fucking Bornholm” to kameralny dramat, świetnie zrealizowany, dobrze zagrany, ma za to jedną istotną wadę: jest stanowczo za krótki. Dla niektórych być może będzie to zaleta, bo wzmaga apetyt na więcej.

Stanowczo odradzam słuchania opowieści podczas czynności głośno hałasujących – popełniłam ten błąd przedświątecznie, w rezultacie sprzątanie musiałam odłożyć – tak mnie historia wciągnęła. Inne absorbujące czynności, jak zagniatanie ciasta również stoją pod znakiem zapytania – jeśli już uda się na osiedlu dostać drożdże, ciasto nadmiernie nam wyrośnie, bo zamieramy z ciekawości z dłońmi nad kielnią. Oprócz świetnych jak zawsze Michała Czerneckiego i Leszka Lichoty, głęboki i matowy głos Magdaleny Różczki świetnie oddaje emocjonalną fluktuację nerwowej atmosfery wspólnego wyjazdu. Wpadamy w sam środek przedziwnego układu patchworkowego i przyjacielskiego. A słuchamy dotąd, dopóki się nie skończy.

 
Reklama
 
Reklama

Czasy się zmieniają: to, co dziś nazywamy serialem audio, onegdaj nazywaliśmy słuchowiskiem. W przypadku takiej formy rolą aktora jest nie tylko beznamiętne odczytanie kwestii poszczególnych postaci – ma się wcielić w odtwarzaną postać i bez użycia narzędzi, jakimi są obraz, mimika i wszystko to, co w aktorstwie oczywiste, odtworzyć wewnętrzne rozterki postaci. A że podsłuchiwanie gatunek ludzki ma we krwi, na rodzimym rynku lata temu przyjęły się słuchowiska: „Matysiakowie”, „W Jezioranach” – czy ktoś z Czytelników jeszcze je pamięta? „Kocham pana, panie Sułku” wróciło kilka tygodni temu do ramówki radiowej Trójki, a w czasach renesansu stacji królowała „Rodzina Poszepszyńskich” (dla młodszych Czytelników: polska „rodzina Addamsów”). Skrzypnięcia podłóg, zamykanie drzwi, naśladowanie odgłosów kuchennych – w czasach wszechobecnej siermięgi realizatorzy wznosili się na wyżyny kreatywności, żeby jak najlepiej oddać domową krzątaninę. Nowoczesna technologia pozwala słuchowisku przenieść się poza studio (a w każdym razie osiągnąć taki efekt). Za produkcję serialu odpowiada studio Osorno, które wyprodukowało takie perły jak chociażby gigantyczny projekt Biblii audio czy wyśmienite „Śledztwo Pisma”.

Pieczołowita przygotowana scenografia dźwiękowa przenosi nas na biwak do Szwecji. W „Fucking Bornholm” słyszmy szum wody, odgłos silnika, szelest rozkładanego namiotu, znane komendy wydawane przez lektora Google Maps. To wszystko byłoby warte nie więcej niż nagrane dyskusje robotów, gdyby nie znane nam z ekranu głosy doświadczonych aktorów. Jak wiadomo, dobry aktor za pomocą jednego oddechu odda grozę chwili albo zmrozi nam krew w żyłach. W przypadku “Fucking Bornholm” może i takiej potrzeby nie ma, ale sprawdzona obsada słuchowiska zdecydowanie staje na wysokości zadania. Atmosfera wspólnego wypadu z każdą minutą zagęszcza się, a my wcale nie musimy oglądać twarzy bohaterów, żeby zorientować się, że mamy do czynienia z sytuacją skrajnego sprawdzianu relacji.

Na pomysł serialu audio wpadła Anna Kazejak, reżyserka i scenarzystka, znana między innymi z takich filmów, jak: „Skrzydlate świnie”, „Obietnica” czy serialu HBO „Bez tajemnic”. „Fucking Bornholm” to serial powstały we współpracy z Filipem Kasperaszkiem i stanowi jeden z wielu elementów skomplikowanego obrazu pokolenia współczesnych 40-latków. Reżyserem jest Krzysztof Czeczot.

Serial dostępny jest w aplikacji EmpikGo i dzięki uprzejmości sieci mogłam go odsłuchać. Empik podkreśla również, że w ofercie aplikacji ma ponad 40 tys. e-booków i 4 tys. audiobooków w abonamentach, w tym sporo na wyłączność. Od zeszłego roku do oferty dołączyły także podcasty oraz oryginalne seriale audio. W ofercie seriali audio pojawił się już m.in. horror „Chaos” oraz „Kroniki Koronawirusowe” Malcolma XD. Czy seriale audio to sposób na uratowanie losu aktorów w trakcie pandemii? Na pewno jeden z dostępnych sposobów.

 
Reklama

Reklama