To ja nie mogę iść na cmentarz, a ta kurwa była?!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

To zdanie usłyszałem niedawno z jednego z balkonów, kiedy szedłem z psem pod blokiem, za niezbędną do życia potrzebą.

Nie wiem kogo mógł mieć na myśli mój sąsiad. Może jakąś starą kobiecinę, która w samotności spędza już kolejne święta? Po tym, jak jakaś jej najbliższa osoba gwałtownie odeszła, i której ból potrafi delikatnie ukoić jedynie wizyta przy symbolicznym pomniku na odległym od jej lichego mieszkanka cmentarzu?

Taka siwa starowinka, która swoje kulawe, cherlawe ciałko troczy ze sobą na cmentarz w każdą rocznicę, miesięcznice, a może nawet i co tydzień, nie zważając na deszcz, czy śnieg, czy lód, a której teraz na drodze stanął niewidzialny, rozprzestrzeniany przez nadajniki 5G wirus i bezduszne, tłamszące wolność zakazy.

Pomyślałem właśnie o takiej staruszce, która sobie od ust odejmie, żeby jej starczyło na znicz, jakieś kwiatki i kilku ochroniarzy, którzy pomogą jej wjechać na cmentarz i znielubiłem natychmiast tego sąsiada z balkonu! Chociaż wciąż nie wiedziałem na pewno, kogo tak obrażał, bo przyznam się, że praktycznie całą Wielką Sobotę i Wielkanocną Niedzielę przespałem, ponieważ przez Wielki Piątek binge’owałem „Kuchenne rewolucje”. Te odcinki z nieudanymi rewolucjami.

 
Reklama
 
Reklama

Sprawiło to, że zadziały się dwie rzeczy.

Po pierwsze byłem bardzo głodny, bo kiedy patrzę na gotowanie w telewizorze, to robię się głodny. Nawet wtedy, kiedy ktoś serwuje schabowego smażonego z plastrem żółtego sera i polewa to keczupem, to burczy mi w brzuszku, na dowód czego właśnie zrobiłem się głodny. A po drugie, wpłynęło to na moje sny, które były wyjątkowe głębokie i długie, jak nigdy.

Raz się tylko  przebudziłem. Kiedy jakaś kobieta – nie mylić z „dżender” ! – rzucała korsarze na chodnik – i mam na myśli petardy, nie draże – i krzyczała, że Chrystus zmartwychwstał.

Wiedziałem, że Jezus nienawidzi homoseksualistów, osób transpłciowych i bardzo kocha Polskę, ale nie wiedziałem, że zmartwychwstał o szóstej trzydzieści czasu polskiego!

Wiedziałem też, że było to jakieś 2000 lat temu, więc kiedy pierwszy szok z tej radosnej nowiny minął, zapadłem w dalszy sen.

 
Reklama

Pochwalę się, że śniłem pięknie…

O Polsce.

Śniłem, że kiedyś Polska była, barwnym, otwartym, niczym dom publiczny, niezorganizowanym chaosem, a dziś, po jakiejś Dobrej Rewolucji, to trwały monolit, który zachwyca swoją bielą, czerwienią i tylko niewielkim marginesem czerni, któremu ciepłe światła pochodni dodają blasku, swojskości i tak wszystkim potrzebnego ciepła.

Śniłem o Polsce, która kiedyś aferalna, tekturowa i pozorna, dziś stała się transparentna i przejrzysta, jak kieliszek dobrze zmrożonej wódki. Wszystkie tajemnice zostały odkryte a winni zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Wściekłe, mordujące nienarodzone dzieci lewaczki zasłaniały się w tym śnie eleganckimi, jednolitymi barwowo parasolkami, a puste i smutne gałęzie polskich wierzb zostały wesoło upstrzone komunistami i złodziejami. I śniłbym ten dumny sen dalej, gdyby mój pies nie przyłożył mi łapą w czoło i nie zaczął piszczeć, że chce na spacer.

Zjeżdżając windą na wstrzymanym oddechu modliłem się o dwie rzeczy, żeby nikt nie zatrzymał windy, bo się uduszę i o to, żeby ktoś wchodził do klatki, żebym mógł się z nim minąć i nie dotykać klamki.

Na szczęście nikt windy nie zatrzymał, a proboszcz miejscowej parafii osobiście otworzył mi drzwi, a z tego, co słyszałem, wydarzenie takie dawało mi dodatkową przepustkę do swobodnego poruszania się nawet i po całym mieście. I nie byłoby policjanta, który by mnie zatrzymał!

Niestety nie skorzystałem z tej możliwości…

Zdecydowałem się tylko na spacer dookoła bloku i jesteśmy w miejscu, od którego zaczął się mój felieton.

Kiedy odchodziłem spod balkonu mojego nienawistnego sąsiada, moim oczom ukazała się właśnie ta starowinka! Ta wymyślona przeze mnie, a obrażana przez sąsiada staruszka!

Idąca chodnikiem kobieta wyglądała dokładnie tak, jak ją sobie wyobrażałem. Siwa, niska, cherlawa, wyraźnie skwaszona i z lekkim garbem. Niosła nawet siatkę ze zniczami. Współczucie mocniej ścisnęło mnie za serce i uśmiechnąłem się do niej ciepło, na co ona powiedziała, że powinienem posprzątać po swoim psie.

Było to o tyle dziwne, że mój pies jeszcze nic nie zrobił, co próbowałem jej wyjaśnić, ale baba darła na mnie mordę bez żadnego trybu i nic do niej nie docierało.

Oho! – Pomyślałem po kilku minutach kłótni o wyimaginowane psie gówienko. – Może zbyt pochopnie oceniłem tego sąsiada…?

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka