“Jak to tę Polskę…” I mam nadzieję, że dalsza część dialogu brzmi: “obsypać złotem”

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Odczuwam pewnego rodzaju obojętność na wszelkiego rodzaju newsy polityczne. Tak, tak, wspominałam już o tym w felietonie „Informacyjny burdel”, ale wybaczcie, przez to, co wokół się od… to znaczy wyprawia, co się wokół wyprawia, nie tylko nie nadążam, ale też ciągle mnie to gryzie. Nie mam pojęcia, co kto i dlaczego chce mi wmówić, kto chce mojego dobra, a kto nic nie chce, chociaż może i chce, ale dla siebie samego

Nie oczekujcie, ode mnie politycznych deklaracji. Ach, no tak, rzeknie jeden z drugim/jedna z drugą: następna, która twierdzi, że polityka nie dotyka jej tyłka. To nie tak, mam swoje polityczne sympatie i antypatie, nie są to jednak sympatie/antypatie skierowane w stronę jednego obozu politycznego.

Poza tym tak mi się czasem pomyśli, że politycy najpierw leją się po pyskach (proszę wybaczyć tę metaforę, chodzi mi, o to, jak pięknie polemizują ze sobą na sejmowych obradach, czy też jak szafują słowami w różnego rodzaju wywiadach), a później siadają przy stole i rozmawiają jak Janusz z Sebą przy wódce między kieliszkiem a zagrychą. Nie, wróć. Lepiej niech siadają przy stole i rozmawiają jak dorośli, światli ludzie, odkładając na bok całą tę, chyba właśnie w politycznych swarach najbardziej widoczną, infrahumanizację*. Tak, więc siadają Ci światli ludzie i myślą: „Jak to tę Polskę…” I mam nadzieję, że jednak dalsza część dialogu brzmi: „obsypać złotem”. Ozłocić w oczach wszystkich, wiecie, ozłocić tak wewnętrznie i zewnętrznie, wzbogacić, wznieść na wyżyny. I nie ma znaczenia, czy są z takiej, czy z innej partii. Tak mi się śni na jawie ten świat za kulisami. I mam nadzieję, że to nie jest tylko marzenie senne i że większość z nich w szklankach ma wodę, a na zagryzkę wybierają zdrowe, bo polskie, jedzenie

Mój sen to marzenia ściętej głowy, widząc jakże nieciekawe relacje z ostatniego święta, jakże różniące się opisy wśród ludzi zwykłych, a tych na firmamencie władzy. Dziwi mnie bardzo ten brak wspólnego frontu, brak umiejętności pokazania swego kraju ze strony dobrej, pięknej, bo taka też jest przecież. Zamiast zasypywać te dzielące ludzi przepaście, wygląda na to, że wszyscy kupili szpadle i chcą trochę pozmieniać układ płyt tektonicznych na świecie, co by przez Polskę jakiś rów przechodził. W sumie metaforycznie on już istnieje i wypełnia go szlam i niechęć tych, którzy są w innych grupach politycznych, mentalnych, jakichkolwiek i czują, że dzięki samemu faktowi przynależenia do grupy X są lepsi niż osoby z grupy Y i na odwrót.

*Chciałam tu dać link do znanej wszystkim wirtualnej encyklopedii, ale nie wypada, poza tym chyba nie ma tam jeszcze takiego hasła, więc napiszę swoimi słowami, że to takie widzenie siebie lepszym, coś w stylu, jestem bardziej człowiekiem niż Ty, bo moje idee są bardziej słuszne. Pięknie o tym pisał w artykule „Zwycięzcy i pokonani” Tomasz Maruszewski, pisał oczywiście lepiej niż ja, bo pan Tomasz umie, a ja się uczę.

 
Reklama

Autor

Dagmara Małgorzata – Pisze, więc jest. Dużo czyta i wyciąga wnioski. Kocha góry, filmy Tarantino i potyczki słowne. W nadawaniu codzienności odpowiedniego kolorytu pomaga jej fascynacja psychologicznymi zagadnieniami i obserwowanie ludzi. Na stronie Współcześni samym sobie raczy ludzi słowem.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama