ANYWHERE          TV

W mroku widać biel

Vogue-Italia-1

Nie pamiętam, kiedy biała kartka wywarła na mnie tak wiele emocji. Ale to nie jest pierwsza lepsza zwykła kartka. To Vogue Italia. Wielki tytuł i jeszcze większa edycja, która od lat uznawana jest za najlepszą na świecie, pozostawiając po sobie smugę wstydu, dedykowaną napompowanej amerykańskiej wersji magazynu. Vogue Italia wygrywa treścią, zdjęciami i okładkami, które mówią więcej niż tysiąc tytułów. Ta ostatnia, kwietniowa mówi tak wiele, że każdy widzi w niej coś innego. I to jest w niej najważniejsze. 

Pierwsze skojarzenie? Carte blanche, biała karta, którą dostaniemy, a właściwie już dostaliśmy wszyscy. Bogaci i biedni, Polacy i niepolacy, czarni i biali i tak dalej. Ten kryzys rozprzestrzenia się jak pożary w Australii, które z dzisiejszego punktu widzenia były zwiastunem wielkiej pożogi, wyrywającej się daleko poza granice kontynentu. Dzisiaj płonie cały świat, a ogień, który go trawi nie jest gorący i nie pozostawia widocznych poparzeń. Zbiera jednak żniwo w każdym zakamarku. A żniwo to ma różną formę: we Włoszech i w Hiszpanii to samotne trumny, które nie mają się gdzie podziać, to ludzie, którzy zostali, ale nie wiedzą, co ze sobą uczynić, to przepełnione szpitale i obrazki, które do tej pory szczęśliwie i beztrosko oglądaliśmy z pozycji kanapy, gapiąc się bezmyślnie na film o epidemii, zarazie, zombie, czy o innej formie apokalipsy. W innych krajach to kryzysy gospodarcze i stawianie na szali ludzkiego życia z katastrofą ekonomiczną, która dotknie znaczną większość obywateli. Co zostanie po tej pożodze? Biała karta dla wielu z nas. Część straci kogoś bliskiego, część straci pracę, część straci plany na przyszłość, część straci jakąś część siebie. Strata zaowocuje jednak nową przyszłością, trudną i bolesną z początku, ale nową, od zera, rozpoczętą od białej karty. Biała karta dotknie każdego z osobna, ale też dotknie całych krajowych rynków, gospodarek i przemysłów. Carte blanche dla branży mody, która nagle nie wie, co ze sobą zrobić, bo nikt jej nie potrzebuje, carte blanche dla polityków, którzy są tak przesiąknięci żądzami, że nawet teraz nie potrafią spełniać tego, czego od nich oczekujemy, carte blanche dla przedsiębiorców, którzy będą musieli odnaleźć się w nowej przyszłości, carte blanche dla nowych praw, które dawno powinny zostać zrewidowane, carte blanche dla mnie i dla ciebie, którzy być może musimy zmienić profesję, zmienić styl życia i zmienić sposób myślenia o świecie, bo świat zmienił się nie do poznania. 

Drugie skojarzenie? Biel to nadzieja, a tylko nadzieja trzyma Włochów i resztę świata przy zdrowych zmysłach. Vogue Italia mogło opublikować okładkę osnutą czarnym całunem, ku pamięci tych, których już nie ma, ku tęsknocie za rzeczywistością, której też już nie ma. Nie. Vogue Italia patrzy w przyszłość i widzi biel. Nie biel flagi, jak powiedział sam Farneti, ale właśnie biel nadziei, nadziei na to, że naprawdę i szczerze „andrà tutto bene”. Przecież nie może być inaczej. Po każdym kryzysie, po każdej traumie przychodzi czas na odnowienie, żeby nie powiedzieć patetycznie, na odrodzenie się w nadziei. Ci, którzy są wierzący, nie mogą zignorować czasu, w którym to wszystko się odgrywa. Święta Wielkanocne są dla nich świętem odrodzenia i ponownego życia. Włosi, tak mocno wierzący, też to widzą. Stąd u nich kwiecień to miesiąc prawdziwej oczyszczającej nadziei. 

Trzecie skojarzenie? Białe kitle i „prawdziwi bohaterowie” tej dystopijnej rzeczywistości. Służba medyczna nie bez powodu nazywana jest służbą. W czasie gdy „służący społeczeństwu” politycy przekrzykują się w zawistnej walce o władzę, nieustanną wartę trzymają medycy: od lekarzy-profesorów po pielęgniarki i studentów, którzy jeszcze nie muszą, ale już chcą pomagać. Wykończeni, straumatyzowani, rozdzieleni od najbliższych, zagrożeni lub już chorzy. Ich symbolem od dawna jest biały strój, który do tej pory symbolizował czystość, nieskazitelność i perfekcjonizm. Dzisiaj medycy są brudni, upoceni, brak im profesjonalnego sprzętu i z pewnością zostali skalani zarazą w sposób fizyczny i psychiczny. To jednak nie przeszkadza im w codziennej walce i podejmowaniu trudu po to, aby — znowu patetycznie — ratować świat. 

Ostatnie skojarzenie? Pokora. Dawno już czuliśmy, że przeforsowaliśmy miejsce, w którym żyjemy. Zatraciliśmy się we własnym bogactwie, które tylko pozornie należało do nas. Poczuliśmy się panami we własnym domu, który jednak stał na długo przed tym, jak się do niego wprowadziliśmy. Czerpaliśmy z jego zapasów, nie przejmując się tym, że przecież nikt ich nie napełnia. Dewastowaliśmy, eksploatowaliśmy, czerpaliśmy garściami, z których wysypywał się nadmiar tego, czego i tak nie potrzebujemy. Rozrywaliśmy, cięliśmy, deptaliśmy i konsumowaliśmy. Teraz wszystko się zatrzymało i w tym zatrzymaniu nadszedł czas na pokutę. Na przewartościowanie, na ból, na tęsknotę i na dostrzeżenie tego, co było być może nudną częścią codziennego życia. Bez tej pokory kolejna okładka Vogue Italia może być cała w czerni, bo jeśli nie widzimy teraz, dokąd zmierzaliśmy, czeka nas apokalipsa, po której nie będzie już miejsca na jeszcze jedną białą kartę. 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE