Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Siedzę na balkonie i patrzę na błękitne niebo nad parkiem, do którego nie mogę pójść…

Teraz mój balkon jest już w cieniu, ale dzisiaj jest prawie 20 stopni, więc jeszcze posiedzę. Lód pobrzękuje w oszronionej szklance, a przysłowiowa „pitca z dagraso” zjedzona… 

Chciałbym powiedzieć też, że „nie ma z kim walczyć, bo nie ma o co”, ale patrzę właśnie na kolejkę staruszków i starowinek przed osiedlowym sklepikiem i wiem, że wkrótce zaczną na siebie kaszleć, żeby wypłoszyć tych słabszych i bardziej strachliwych z kolejki.

Ci, którzy przyszli na dziesiątą, już wkrótce wejdą do sklepu. Czują na sobie zazdrosne spojrzenia sąsiadów za plecami. Niektórzy zaczynają wątpić. Rezygnują i wykruszają się, zwalniając miejsce tym, którzy nie przestali jeszcze wierzyć, że wrócą do domu z pieczywem i kefirkiem.

 
Reklama
 
Reklama

Ci, którzy odchodzą, ciągną za sobą płaszcze, czapki, berety i szaliki, których założenie na siebie dwie godziny temu miało jeszcze jakieś uzasadnienie. Wrócą jutro. Mądrzejsi i może lepiej przygotowani. Z większą motywacją. Trzymajcie się seniorzy.

Patrząc na nich myślę o tym, jacy jesteśmy delikatni, śmiertelni i co będzie, kiedy po opanowaniu pandemii przypierdolą w nas susza, powodzie i huragany, skoro rezerw mamy podobno na trzy miesiące, co jest o tyle dziwne, bo podobno wystarczy nie kraść, a na wszystko starczy…

W pierwszej chwili pomyślałem, że tak, może i faktycznie będzie mniej pieniędzy, ale po wyborach będzie też mniej ludzi, więc może jakoś się te koszty wyrównają, ale właśnie wtedy wjechał odmrożony projekt Kai Godek i już 15 kwietnia może się okazać, że sejm przegłosuje w końcu swój wymarzony całkowity zakaz aborcji, bo nawet z parasolką nikt nie może wyjść teraz na ulicę. 

Wygląda więc na to, że przyrost naturalny pod koniec roku niechybnie wytryśnie (sic!) obfitym strumieniem i będziemy znowu w finansowym punkcie wyjścia. Albo nawet gorzej, bo 500+ jest na zdrowe dzieci, a te najulubieńsze nieboraczki dr. Chazana kosztują na start chyba ze cztery kafle. 

Na szczęście później można na nich mocno przyoszczędzić, w czym jak rzadko kiedy, rząd ma spore doświadczenie…

 
Reklama

Niektórzy kolejkowicze wspominają stan wojenny… 

Wojsko na ulicach, pozamykane rozgłośnie radiowe, nieczynne portale internetowe… A, nie, to nie kolejkowicze-seniorzy, to nowa-prawie-wicepremier Jadwiga pomyliła stan klęski żywiołowej ze stanem wojennym. 

Częsty błąd. Tym bardziej zrozumiały, że oba stany mają sporo podobieństw, jednak spieszę wyjaśnić, że w stanie wojennym tylko niektórzy byli internowani, a dzisiaj jeden z najbardziej znanych śpiochów w historii Polski internuje wszystkich bez żadnego trybu.

Oprócz wciąż-jeszcze-minister Jadwigi w mojej głowie słyszę głosy dzieci krzyczących jakieś przypadkowe liczby. Albo te nienarodzone już się nie mogą doczekać, albo dzieci sąsiadów znów oglądają „Szkołę z TVP”.

Wracam z balkonu w towarzystwie oklasków. Ludzie specjalnie wyszli na balkony, żeby mnie tak pożegnać. W telewizji mówią, że to w podzięce dla lekarzy, ale to TVN i nie można im ufać, więc twierdzę, że sąsiedzi klaszczą dla mnie. 

Kłaniam się skromnie i wracam do pokoju. 

W telewizorze wita mnie Smutna Pani. Wygląda trochę, jakby z tęsknotą wspominała nieudany strajk nauczycieli. Teraz to wygląda trochę tak, jakby ktoś jej podstawił wtedy nogę, ona upadła, a ten ktoś zasadza jej teraz na wizji siarczystego kopa w dupę i odbiega krzycząc – Kto wypina, tego wina!

Myślę, że „Szkoła z TVP” może być polską odpowiedzią na wszystkie amerykańskie „Piły”. Zwłaszcza, że TVP może mieć teraz większy budżet niż cała seria. 

Siadam przed telewizorem i wyobrażam sobie, że jestem przykuty do rury w brudnej łazience i jeśli nie chcę odpiłować sobie ręki, będę musiał zgadnąć:

„Co to jest? Ma tylko jedno koło na przedzie? Złapiesz za rączki, popchniesz, nawet z ciężarem pojedzie?”

 
Reklama

Polska gospodarka! – Krzyczę w kierunku telewizora.

Coraz bardziej udręczona Pani mnie chwali, chociaż jednocześnie twierdzi, że chodzi o taczki.

W sumie racja, polska gospodarka nawet wleczona za wszystkie kończyny, na razie nigdzie się nie rusza…

Lód z rozmrażanej lodówki już się zupełnie roztopił w mojej szklance, więc wkrótce ugotuje sobie szklaneczkę ryżu na obiad i może wieczorem wybiorę się do Żabki po sól i papier toaletowy? A jakie są Wasze plany na przyszłość?

Ostatnie zdanie dopisuję, żeby ilość użytych słów wyniosła 666☺

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka