Czytanie według Saramonowicza: Gra w gry

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Dawid Błachowiak, 21-letni futbolista nazywany nadzieją polskiej piłki nożnej, zostaje zamordowany we własnym mieszkaniu. Zbrodnię odkrywa całkiem przypadkowo Joanna Becker, telewizyjna gwiazda, sąsiadka piłkarza. Na miejsce zbrodni trafia podkomisarz Artur Konieczny. Relacja dziennikarki i policjanta (nie zdradzę zbyt wiele, gdy powiem, że meandrująca między nieufnością a fascynacją) wypełni emocjonalny wątek powieści, jakże istotny w kryminałach. Najważniejsze jednak pozostanie to, co zawsze w tym gatunku najważniejszym bywa: kto zabił i jakie miał ku temu powody? Częściowo oddzielne, częściowo wspólnie Joanna Becker i Artur Konieczny, będą próbowali zbliżyć się do prawdy.

Grzegorz Kalinowski, pisarz nominowany do nagród Wielkiego Kalibru i Złotego Pocisku w kategorii „najlepszy polski kryminał”, dał się poznać jako autor sprawnych intryg, zanurzonych w historii przedwojennej Warszawy (trzy powieści z cyklu „Śmierć frajerom” i dwie z cyklu „Kornel Strasburger”). W „Grze w oczko” areną wydarzeń ponownie jest stolica, wszelako akcja dzieje się współcześnie (o ile za współczesność można w 2019 roku uznać „odległą” Polskę roku 2012). W tej nowej odsłonie autor broni się dzielnie: jego świat, pełen tłustych odniesień do polskiej codzienności, przepełniony anegdotami i dykteryjkami, pozwala się czytelnikowi nieźle bawić, zwłaszcza że ci lepiej zorientowani mogą w wielu postaciach fikcyjnych odnaleźć zdumiewające podobieństwa do wielu polskich celebrytów.
„Gra w oczko” jest kryminałem, który puszcza do czytelnika oko. Czuje się silne pierwiastki intertekstualne, zwłaszcza z twórczością Joanny Chmielewskiej. Kalinowski nie ukrywa, że jej „Lesio” należy do jego ulubionych książek. Bez wątpienia dlatego w „Grze w oczko” jako jedna z bohaterek pojawia się pisarka Jadwiga Kuhn, a główna bohaterka nazywa się Joanna Becker. Becker to nazwisko panieńskie autorki „Lesia”, a Kuhn to jej nazwisko po mężu (pisarka nazywała się Irena Barbara Kuhn, a Joanna Chmielewska była wyłącznie jej pseudonimem pisarskim). Co jeszcze? Dyrektor programowy telewizji – zadziwiająco przypominający Edwarda Miszczaka z TVN – nazywa się Jaszczołt. Idę o zakład, że to „szcz” w obu nazwiskach nie jest przypadkiem. Warto też wspomnieć, że Jaszczołt to nazwisko kapitana milicji z powieści Niziurskiego „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” – kolejnej z ulubionych książek Kalinowskiego. Chętnych do odnalezienia wszystkich rebusów w jego najnowszej powieści, zachęcam do osobistej już lektury.

Grzegorz Kalinowski, „Gra w oczko”, Wyd. Skarpa Warszawska, Warszawa 2019

Przeczytaj również

Walentynki

Kolokwialnie mówiąc, miłość powinna być jak dobry monopolowy: siedem dni

Nasze magazyny

Reklama

Reklama

Follow on Twitter

Reklama