Polska w bluzie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Prawdziwy Polak jest teraz nieskazitelny i bezpieczny, bo ma swoich duchowych i rządowych przewodników. I dzwoni do Radia Maryja albo pilnie obserwuje rozwój wydarzeń w TVP Info. Ma na przykład księdza, który podaje mu komunię prosto do ust konsekrowanymi rękoma. Czyli bezpiecznie, przynajmniej z tego księdzo-profesorskiego punktu widzenia. Ale TO dzieje się dzisiaj, w czasach wirusowych, które – według koleżanek i kolegów pani Jadwigi „Jak mam nie pójść do kościoła” z Elbląga – są karą za zabrudzenie wspólnego mieszkania LGBT, genderem i różnymi innymi współczesnymi zarazkami. A kiedyś? No, jak mówią, kiedyś to było…

Prawdziwi Polacy mają prapraprzodków, którzy wiadrami wspólnie napełniali chrzcielnicę Mieszkowi, aby obmyto jego pogańskie lica i wprowadzono do cywilizowanego świata. Spuszczali łomot wrażym hordom pod Cedynią, pod Płowcami, a w legendarnym starciu pod Grunwaldem mogliby się nawet otagować na pierwszym planie Matejkowej fotografii, gdyby ten się ogarnął i opublikował ją na fejsie. Później było już bardziej „international”, bo wojny i wojenki odbywały się jak w Counter Strike – z udziałem mniej lub bardziej losowych sojuszników i też przeciwko zakumplowanym wrogom różnej maści. Ale tętent praprzodkowych oddziałów ciężkiej jazdy oraz łopot skrzydeł husarii słychać do teraz w czasie wspomnieniowych wieczorów, okraszonych pitnym miodem i rekonstrukcyjnym kombosem historycznym. Wiktorie w powstaniach narodowowyzwoleńczych, a także w niemal współczesnych czasach XX wieku już pomińmy, nie wystarczyłoby miejsca. Chociaż na niektórych bluzach z kapturem jakoś wystarcza.

Dzisiaj wszyscy mierzymy się z wrogiem dość mocno zakamuflowanym. W prawdziwej Polsce prawdziwych Polaków wytypowanie winnego byłoby banalnie proste: Ruscy albo Germanie. No bo kto inny? Chińczycy? Nawet arcywróg tego plemienia, Tusk, był tam tylko raz, w 2008 roku, więc chyba nie dałby rady ustawić dwunastoletniego kontraktu na dostarczenie wirusa nad Wisłę. Zgodnie z logiką prezentowaną na ekranie TVP musiałaby być to więc Unia Europejska, może Merkel albo Francja, może Włochy. A co, jeśli w gronie dostawców zarazy byliby ci, których o to w ogóle nie podejrzewamy? Na przykład zimni jak lód Finowie albo muzułmańscy Uzbecy? Czy udałoby się w sprofesjonalizowanych mediach polsko-narodowych stworzyć informacyjny line-up prowadzący do wskazania tych właśnie nacji jako winnych pandemii? Może i nie, ale przypomnijcie sobie, co mawiał niegdyś Jacek Kurski.

Dość scenariuszy, czas skupić się na realu. Kocham Polaków, a nawet bardziej od nich Polki. Tych „prawdziwych”, których mam na myśli w świetle powyższych zdarzeń oraz projekcji takowych, odróżniam. Najczęściej po naklejkach na samochodach lub nadrukach na bluzach, które momentalnie czynią mnie w swej osobistej myśli bezpaństwowcem. Sądząc po skali poparcia dla rządzącej elity, połączonej z przekazem nietykalnego wodza w osobie zwykłego posła, ten ród zwie się lepszym sortem. Nigdy nie miałem czasu w zawodowym życiu, aby rozkminić to dokładniej. Jakoś nie żałuję.

Zaraza minie, każda z nich mija. Zrobimy więcej dla siebie i innych, jeśli nie będziemy się pałętać, bez względu na to, jaką bluzę założymy.

 
Reklama

Reklama