90’s Kid

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Odległa galaktyka. Świat, w którym rządziły przegubowe Ikarusy i Jelcze M11 oraz zrembowskie windy. Gdzie nagrzana balustrada balkonu i smród oleju do smażenia frytek sygnalizowały, że nadeszło lato. Szklane butelki pewnego słodkiego napoju na „C”, kasety magnetofonowe i wideo, zapachowe choineczki, Duże oraz Małe Fiaciny plus kilka zachodnich aut na ulicach – jeśli to było dla Ciebie codziennością, to oznacza, że jesteś dzieckiem lat 90.! Zamiast internetu, miałeś kablówkę. W weekend pakowałeś się do Żuka, jechałeś z rodzinką na pobliskie kąpielisko, by spędzić dzień na łonie natury i nie potrzebowałeś uwieczniać tego na fotach. Liczył się fun. Chwila.

Idealnie spędzona doba?  Poranek z japońskimi kreskówkami („Yattaman”, „Tygrysia Maska”), południe u kuzynów lub babci, później jakiś spacer, wypad na plac zabaw lub wyścigi resorakami. Wieczorem dobranocka i lulu. À propos dobranocki – czy ktoś jeszcze marzył, by zamieszkać w Stumilowym Lesie? ☺

Reklama

Z czasem pojawiła się niemiecka Viva. Wcześniej oglądając polskie stacje telewizyjne, czuło się respekt do pań prowadzących wiadomości i pogodę. Do tego te kolorowe plansze ze słoneczkami, grafiki i muzyka z czołówek – czad! No i jeszcze „Matki, żony i kochanki”, „Klan” oraz  „Złotopolscy”. To jednak było nic przy Vivie, która z mojego wroga przemieniła się w przyjaciółkę na długie lata. Początkowo nienawidziłem prezentowanej tam muzyki, ponieważ była zbyt szybka. Zaczął się jednak rok 1996 i tempo wielu piosenek zwolniło. Zmieniło się jednocześnie moje postrzeganie trójkątnej pani. To tak, jakbyś na balu szkolnym spotkał dziewczynę, która dotąd kompletnie Cię interesowała, a tu nagle widzisz pięknego łabędzia. Najczęściej na randki chodziliśmy w soboty po godzinie 19:00. Wtedy to bowiem emisję miał poświęcony kulturze klubowej  program „Club Rotation”. To dzięki niemu wkręciłem się w elektroniczną muzykę taneczną. W bardziej ambitnej odsłonie Viva serwowała ją w innym paśmie – „Berlin House” (czyt. więcej eksperymentalnego techno, breakbeatu i ambientu). W niedziele z kolei randkowało się po 15:00, a wszystko dzięki „Neu Bei Viva”. Najnowsza muzyka, na którą trzeba było czekać cały tydzień! Nie było YouTube’a i obczajania nowych klipów co kilka minut. 

Skoro już jesteśmy w temacie randek – nie było też apek, dzięki którym jednym ruchem palca w lewo mogłeś ukrócić czyjeś męki związane z oczekiwaniem na decyzję spod znaku –  „chcesz ze mną się umówić, czy też nie”. Pamiętam, jak próbowałem poderwać starszą dziewczynę podczas wakacji u dziadków. Przyjechałem pod jej balkon samochodem, który był… łyżką! Inną uwodziłem, śpiewając na huśtawce „I Want It That Way” Backstreet Boys! Kolejnym razem, po obejrzeniu filmu „Moonwalker”, próbowałem tańczyć (podskakiwałem, ale nie mówcie nikomu, bo obciach) niczym Michael Jackson przed nauczycielką nauczania początkowego (nie zauważyła). Miało się fantazję!

 A Święta? Zapach starych sklepów, a w nich te wszystkie pyszne słodycze, które jadło się już, oglądając reklamy w TV! 

Bez maili, z wielkimi telefonami  na kablu, umorusani w piasku, z podrapanymi  kolanami – cudnie było. Pozdro dla wszystkich 30-latków!  

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie