Optymizm wczesnokoronny

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nie łudzę się, że wielu ten tekst przeczyta. Ruch w sieci jest wystarczający, a ja nigdy nie byłam biegła w automarketingu. Niemniej jako członkini zespołu Anywhere czuję się w obowiązku podzielić z Czytelnikami czymś innym niż mroczna wizja świata po pandemii.

Cóż to za czasy niebywałe. Nagle wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Wszyscy jesteśmy w kropce. Każda branża jest zagrożona, każda przestrzeń naszego życia pandemią dotknięta. Ponadnarodowo, międzykontynetalnie ćwiczymy na trzy-cztery bycie “w tu i teraz”, a przypomnę, że do niedawna za warsztaty z tej rzadkiej umiejętności płaciliśmy krocie. Dziś pieniądze okazały się nie mieć żadnej wartości. Wszystko, co pomoże nam przetrwać, jest znacznie droższe od pieniędzy. 

Reklama
Advertisement

Mówimy, że świat stanął na głowie, ale proponuję inne spojrzenie: może właśnie tym samym wrócił na swoje tory? Wartości wróciły na swoje miejsce – choć na magiczną chwilę. A w każdym razie chcę w to wierzyć.

Bo nagle całe osiedla wychodzą o umówionej godzinie na balkony i biją brawo lekarzom, pielęgniarkom i służbom medycznym. Już nikt nie nawołuje do ich emigracji zarobkowej – jesteśmy wdzięczni za lekarza każdej specjalizacji na miejscu. Ratownicy i dyspozytorzy to dziś supermeni. Dotychczas całkowicie społecznie przezroczysta grupa laborantów i diagnostów – wreszcie błyszczy jako zespół bohaterów narodowych. Ich głos, stłumiony i stłamszony, do niedawna brzmiał w chórze protestujących fizjoterapeutów, podobnie niewidocznych – dopóki nie byli potrzebni. Wiele możemy powiedzieć o służbie zdrowia w Polsce – ale dziś najwyraźniej widać, że od jej kondycji faktycznie zależy nasze życie. 

Pani Jadzia ze sklepu spożywczego na rogu też odzyskuje należne jej miejsce w społecznej hierarchii, bo odkłada dla nas zamówiony towar albo podaje świeży bochenek chleba. Kuriera witamy radośnie. Listonoszowi machamy już z okna. W ciągu jednego dnia poznajemy imiona sąsiadów mieszkających w naszym bloku, a okazji ku temu nie mieliśmy od momentu wprowadzki sześć lat temu. Wiemy, na którym piętrze mieszka osoba starsza, a na klatce schodowej ze wzruszeniem czytamy kartkę od młodych, którzy zgłosili chęć niesienia pomocy samotnym i dotąd zapomnianym. 

Dziesiątki Polaków szyją maseczki dla szpitali – z własnej woli i bez przetargów. Z półek ściągamy książki, których lekturę odkładaliśmy na święty nigdy. Cieszy nas dźwięk nowej piosenki. Dzieci zaskakują nas dojrzałością i kreatywnością. Dzwonimy do zaniedbanych przyjaciół, niektórzy godzą się z dawno niewidzianą rodziną. Psy i koty szaleją ze szczęścia, bo właściciele wreszcie w domach, pod ich łokieć w każdej chwili można się wśliznąć. 

Nagle okazuje się, że na co dzień potrzebujemy do życia stosunkowo niewiele. Wszystko, co niezbędne do przetrwania, już mamy i to zupełnie darmo. Życzliwość, solidarność i honor funkcjonują poza terminalami płatniczymi.  

Bodaj w niedzielę sama zarejestrowałam u siebie syndromy paniki. Heroicznie wybrałam się na krótki spacer wokół bloku, łamiąc obowiązujące zasady bezpieczeństwa. I co się dzieje poza bańką medialnego szumu? Pąki na drzewach, żonkile w rozkwicie, wysyp krokusów, ptasie harce i świeży zapach ziemi. Wydaje nam się, że świat się zatrzymał. Bo tak orzekliśmy. Ale świat trwa w najlepsze, jak zawsze trwał i trwać będzie. Przed nami i po nas. Świat sobie bez nas doskonale radzi, kto wie, czy nie lepiej. Wiosna przyjdzie i tak – a czy to taka nowość, że wszyscy jesteśmy śmiertelni?

Nie oszukujmy się: będzie bolało. Przyszedł czas ekstremalnych prób dla rodzin, związków, relacji i skomplikowanych układów personalnych. Teraz będą przechodzić próbę ogniową. Wiadomo, jak się złoto hartuje. 

Psychologowie nawołują, żeby w tych opresyjnych czasach szukać tego, co niesie światło. Wbrew pozorom wciąż można je znaleźć. W paradoksach izolacji, w drastycznym ograniczeniu konsumpcji, w konieczności usłyszenia, co w nas do tej pory krzyczało. Może właśnie teraz, zamknięci w mieszkaniach, staniemy się sobie bliscy jak nigdy dotąd?

Żeby było jasne: jak okiem sięgnąć, króluje dziś chwila. I ona minie. Za kilka tygodni i miesięcy zapomnimy o tych krótkich momentach koncentracji człowieczeństwa. Znów znajdzie się ktoś, kto będzie za wszelką cenę próbował niecnie przestawić zwrotnicę właściwych torów, na które wskoczył świat. Pewnie już to się dzieje. Ale póki co zębami trzymam się tego, co jasne. Księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie. 

 

Przyp. red. Autorką przymiotnika „wczesnokoronny” jest poetka i pisarka Barbara Klicka

Autor

Katarzyna Woźniak – Zwyczajna dziewczyna z łódzkich Bałut. Dźwiękoczuła i światłolubna. Na co dzień analizuje rynek w „Media i Marketing Polska”. Po godzinach kolekcjonuje opowieści. Z wykształcenia polonistka i filmoznawczyni. Zdecydowanie woli pisać o książkach, choć właśnie to robi najrzadziej.

Przeczytaj również

Reklama